Wpisz i kliknij enter

Faust / Dälek – Derbe Respect, Alder


Poszukując najlepszych płyt tego roku, po raz kolejny zwróciłem uwagę na jedną z najlepszych płyt roku zeszłego. „Muzyka łączy pokolenia” – aż chciałoby się zakrzyknąć. Na albumie „Derbe respect, alder” mamy połączone siły amerykańskich awangardowych hiphopowców i pionierów krautrocka. To zderzenie mogło mieć kuriozalne skutki, ale wszyscy muzycy odnaleźli wspólny język. Ich wrażliwość kieruje się ku ciemnej stronie mocy, tak więc na tej przestrzeni skupili swoje wysiłki i tu znaleźli porozumienie. Dostaliśmy album o ogromnym ładunku emocji, który osiąga wymiary apokaliptyczne i działa z mocą walca. Perfekcyjnie rozegrany siedmiominutowy wstęp świszczy, drapie, maltretuje.
Kolejne elementy nakładają się na siebie, warstwy napływają, jednocześnie można usłyszeć każdy szczegół z osobna ijego miejsce, znaczenie w całości kompozycji. Bardzo ważną rolę na płycie odgrywa postać MC Däleka – lidera i wokalisty tria z Jersey. Swoim stylem rapowania, zaangażowaniem, pasją blisko mu do raperów pokroju Saula Williamsa. Z tym, że gdy tego drugiego określiłbym jako „trybuna ludowego” to Dälekowi bliżej do kogoś pokroju „proroka”. Jego wokal i liryki maja wymiar kosmiczny, jego głos dociera jakby spoza, jest dostojny, nieco patetyczny, ale ciągle pełen emocji. Choć da się wyczuć w nim pewien metaliczny chłód. I ten pozorny paradoks idealnie współgra z całością płyty, która jest również jednocześnie lodowata, nieprzyjazna jak i wrząca, fascynująca. Chciałoby się powiedzieć – rozgrzana do białości. Należy również docenić wkład panów z Fausta, którzy doindustrialu Amerykanów dokładają swoje doświadczenie z lat eksperymentowania. Poza krystaliczną, a jednocześnie nie wymuskaną, pełną brudu, produkcją, chciałbym również zwrócić uwagę na genialny zabieg hipnotyzowania prostymi dźwiękami.Często kompozycja zaczyna się jakby od jednego tonu, któryprzeszywa sam w sobie, a potem zostaje wsparty kawalkadą uderzeń.Sądzę, że zasługą Niemców jest również niebanalność warstwy rytmicznej. Zapobiegli oni głównemu mankamentowi hip hopu czyliproblemom z tak zwanym „beat programming”. To ważne, gdyż pewnej toporności [przez co również są one dość nużące przy dłuższym obcowaniu] w bitach nie uniknął Dälek na swym tegorocznym „Absence”. Dzięki Faustowi dostajemy ciekawe struktury, transowość która nie usypia, a otwiera dawno zapomniane kanały. A także taki emanujący pokrzywionym nerwem, drapiący brudnym pazurem, chory rocknroll [albo ki diabeł?], jak „Collected twighlight”.
Moja koleżanka powiedziała „grają jakby byli cały czas wkurzeni” i trafiła tym w sedno. Tego albumu z pewnością nie napędzają pozytywne uczucia. Tym dziwniejsze, że z tej całej złości szóstce twórców udało się stworzyć komunikat klarowny, choć wielopoziomowy, jasny, przekonujący, choć zagadkowy, za każdym razem zaskakujący.
2004







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy