Robin Saville – Build A Diorama
Paweł Gzyl:

Na powitanie wiosny.

Ku_tzu – Architekci wspomnień
Jarek Szczęsny:

Miejsce, w którym wszystko słychać.

NOON – Nobody, Nothing, Nowhere
Bartek Woynicz:

„Above me, below, me all around me”

Desire Marea – Desire
Jarek Szczęsny:

To nie pierwszy taki przypadek.

His Master’s Voice – Log: Canis Majoris
Paweł Gzyl:

Podróż w stronę Syriusza.

Cel (Felix Kubin & Hubert Zemler) – Cel
Jarek Szczęsny:

Radosne odbicie.

Fabrizio Rat – Shades Of Blue
Paweł Gzyl:

Modularna polifonia.

Long Arm – Silent Opera
Jarek Szczęsny:

Trip-hop nigdzie nie odszedł.

Jeff Parker & The New Breed – Suite For Max Brown
Łukasz Komła:

Projekcja magicznych obrazów.

Various Artists – Air Texture Vol. VII
Paweł Gzyl:

Rrose i Silent Servant serwują ambient? Niemożliwe!

Siavash Amini & Saåad – All Lanes Of Lilac Evening
Jarek Szczęsny:

Bez szwów.

Villaelvin – Headroof
Jarek Szczęsny:

Tylko bardziej.

Juno – Young Star
Jarek Szczęsny:

Infiltracja jazzu.

Lonker See – Hamza
Jarek Szczęsny:

Zawsze krok przed nami.



Flashbulb, The – Soundtrack To A Vacant Life


Amerykanin Benn Jordan, wydający głównie jako The Flashbulb (także jako Acidwolf, Human Action Work, Flexe, Dysrythmia etc.) jest postacią dobrze znaną miłośnikom elektroniki spod znaku połamanych rytmów, czy intensywnego acid techno. Jako The Flashbulb prezentuje nam już swój ósmy duży album. Wydawnictwo kontynuuje estetykę przyjętą na ostatnich płytach artysty („Kirlian Selections”, „Reunion”), jednak wyraźnie skłania się, zamiast ku szaleńczym breakcorowym jazdom bez trzymanki (epka „Flexing Habitual” z 2006 r.), w stronę żywego instrumentarium i spokojniejszych, akustycznych klimatów.
„Soundtrack…” nie jest co prawda tak ortodoksyjny brzmieniowo jak „Reunion”, jednak żywe instrumentarium niepodzielnie dominuje, i – wspomagane przez nienachalną elektronikę – buduje organiczny brzmieniowy trzon albumu. Rzuca się w oczy fakt, że tym razem Jordan podporządkował wszystkie środki idei koncept albumu, w rezultacie czego dostajemy 31 krótkich kawałków będących ścieżką dźwiękową do nieistniejącego filmu o życiu artysty i człowieka. Tak duża liczba utworów może stanowić nie lada problem dla słuchacza. Potrzebna jest spora dawka skupienia, a jeśli go zabraknie częste zmiany nastrojów i charakteru brzmienia mogą zwyczajnie zmęczyć. Ryzyko jakie bierze na siebie artysta jest więc spore. Jednak na „Soundtrack…” Jordanowi udaje się rzecz niezwykła: nie dość, że nie nudzi, to jeszcze dzięki prostym i pomysłowym chwytom potrafi zainteresować, a nawet poruszyć. Spośród naręcza utworów zaledwie 2 lub 3 zasługują na niechlubne miano „wypełniaczy”.
„W prostocie siła” – tą zasadą wydawał się kierować Amerykanin przy tworzeniu swojej płyty. Bogate instrumentarium (oprócz gitar, pianina i perkusji pojawiają się instrumenty smyczkowe, akordeon, indyjskie sarangi, sitar, śpiew) użyte jest w sposób, który pozwala docenić walory każdego z instrumentów, docenić przejrzyste aranżacje, jak i dojrzeć pewną subtelnie wplecioną we wszystko myśl przewodnią. Po delikatnym wstępie, gdzie zaznacza się urokliwa melodia, dostajemy bardziej dynamiczny kawałek z rozwinięciem i przetworzeniem melodii, mięsistymi rockowymi gitarami i perkusją. Nad wszystkim czuwa pianino, które potraktowane pogłosem i z towarzyszeniem smyczków, powtarza temat kilkakrotnie. W trzecim utworze mamy gitarę akustyczną, która jest tłem dla kilku czystych i przenikliwych nut z gitary hawajskiej. W innych kawałkach pomysłów również nie brakuje, dostajemy m.in. próbkę energetycznego bębnienia a la Squarepusher na „Beep Street”. Pierwsza część płyty zdaje kończyć się wraz z „Remember Tommorow” – elektroniczną balladą o czarującym motywie przewodnim. Aby napięcie nie uległo stagnacji Flashbulb przeplata niespieszne i kontemplacyjne miniatury bardziej dynamicznymi kawałkami. Płyta stanowi zmyślne połączenie kontrolowanej energii i skupionego zamyślenia, a nad całością unosi się duch delikatnej melancholii. Na „Soundtrack…” Jordan nie jest raczej skory do żartów, unika efekciarstwa, stawia na szczerość przekazu. Nie brak tu naprawdę wzruszających momentów, jak chociażby wspomniane „Remember Tommorow”, następujące po nim „The First Rain And You” i „Warm Hands In Cold Fog”, czy niesamowite „That Final Week” gdzie na przestrzeni niespełna dwóch i pół minuty mamy przejście od pełnego napięcia oczekiwania do czułej euforii. Również „Floating Through Time”, gdzie usłyszymy niezapomnianą partię pianina, można zaliczyć do prawdziwych perełek.
Sceptyków i malkontentów, chcących powrotu Flashbulba w bardziej elektronicznej i zadziornej postaci, na pewno nie zabraknie. Aranżacje smyczków wydadzą się im kiczowate, gitary zbyt konwencjonalne, perkusja mało wykręcona. Na dodatek wszystkie elementy, z jakich utkany jest ten album, znamy już z wcześniejszych dokonań Jordana. Nawet okładka trąci banałem; przecież to nic innego jak kolejna wariacja na temat „I Care Because You Do” Aphexa…
Wydaje się jednak, że wobec ładunku niekłamanych emocji, jakie niesie ten album, wszystkie zarzuty, nawet jeśli prawdziwe, stają się… nieważne. Muszę przyznać, że płyta nie robi na mnie już takiego wrażenia jak po pierwszym przesłuchaniu. Nadal jednak rozumiem powody tamtej głębokiej fascynacji. Jest w tej muzyce przestrzeń, pewna czystość i niewinność, prosta poezja delikatnych melodii, szczypta nieśmiałego optymizmu i dużo trudnych do nazwania, ale wyraźnie obecnych emocji. Szczerość, jaka z niej bije, daje nam wrażenie uczestnictwa w intymnej opowieści (lub spowiedzi) artysty, i świadomość, że to co ma nam do powiedzenia, jest naprawdę ważne.
Po usłyszeniu „Soundtrack…” bardzo szybko, bo już na samym początku roku, zyskałem rodzaj skali, czy punktu odniesienia dla wszystkich dobrych i bardzo dobrych płyt 2008 roku. Panie i panowie artyści będą musieli mocno się natrudzić, żeby uzyskać siłę wyrazu jaką osiągnął Benn Jordan na swojej najnowszej płycie.
2008

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

0 Komentarzy

  1. PRODDIE

    może być, właśnie słucham. Ciekawy koncept na płytę – krótkie kawałki, ale za to niektóre naprawdę ze sporym bagażem emocji. To moja pierwsza płyta Flashbulba, więc po zapoznaniu się z resztą jego dokonań będę miał zapewne lepszy punkt odniesienia

  2. ala

    powyższą płytę należałoby wydać przed genialną Kirlian Selections . a przy takiej kolei rzeczy jaką mamy człowiek czuje ssanie z niedosytu straśliwe.

  3. Trauma

    Co prawda rewolucji nie ma ale jak recenzent dobrze zauwazyl plyta sama sie broni swoim prostym lecz doskonale przemyslanym i wypieszczonym skladem. Pozne godziny – sluchawki – polecam !

  4. sobek

    dałem szanse płycie kilka razy, ale nadal do mnie nie przemawia…
    za dużo niechlubnych wypełniaczy

  5. sobek

    dałem szanse płycie kilka razy, ale nadal do mnie nie przemawia…
    za dużo niechlubnych wypełniaczy