Wpisz i kliknij enter

Glim – Aerial View Of Model


Zastanawiające, jak często muzyka opisywana jest za pomocą terminologii odnoszącej się pierwotnie do smaku bądź dotyku. Co więcej, mechanizm ten właściwie nigdy nie działa w drugą stronę, tak jakby to właśnie dźwięki charakteryzowały się niedoborem odpowiednich określeń czy zwrotów. Być może świadczy to tylko o ich wyjątkowości, zupełnie jak w przypadku nowego albumu projektu Glim, o którym powiedzieć możemy przede wszystkim, że jest ciepły, puchowy, bardzo miękki. Smakuje jak ambient, bo też właśnie taką estetyką posługuje się odpowiedzialny za wszystko Andreas Berger.
Muzyk tworzy bardzo spokojne, porozciągane utwory, będące efektem zarówno typowych dla ambienciarzy eksperymentów [field recordings, znęcanie się nad taśmą magnetyczną], jak również udanych, akustycznych sesji. Berger proponuje nam 40-minutowy spacer, podczas którego opowiada mniej lub bardziej intymne historie – taki właśnie nastrój panuje bowiem na tym krążku. Są rozległe, nastrojowe pasaże, jest filtrowana we wszystkich kierunkach gitara, jest również pianino, które skutecznie budzi tęsknotę za przechodzącym na muzyczną emeryturę Haroldem Buddem. Berger garściami czerpie więc z dorobku mistrzów gatunku – „Aerial View of Model” jest ukłonem zarówno w stronę dawnych eksperymentów Briana Eno czy Roberta Frippa, jest też materiałem próbującym uchwycić dźwiękową specyfikę młodych talentów – Colleen, Dana Abramsa, może również Khonnora. Idealna porcja dla fanów dobrego ambientu, dla słuchaczy godzących się na porozrywane, rozciągnięte w czasie kompilacje dźwiękowych plam. A dla tych, których owa rekomendacja wciąż nie przekonuje, Andreas Berger przygotował trzeci na albumie utwór „Anarene”, czyli blisko czterominutową perełkę, po wysłuchaniu której ciężko jest zrezygnować z dalszego ciągu płyty.
Po eksperymentalnym materiale „Music for Field Recordings” Berger zdecydował się na krok w kierunku przytulnych, melancholijnych obszarów. Sięgając po smakowo – dotykową metaforykę stwierdzilibyśmy, że nowy album Glim ma w sobie słodki posmak genialnej „Apollo” Briana Eno, jest więc złożony z ciepłych i miękkich w dotyku powierzchni. Po prostu – smakuje jak wytrawny ambient, reprezentujący dobry rocznik 2005.
2005







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy