Wpisz i kliknij enter

No-Man – Together Were Stranger


Muzyka tworzona przez dwie wielkie i niesłychanie utalentowane indywidualności współczesnej muzyki. Steven Wilson, odpowiedzialny za dźwiękowe tło (gitary, sample, klawisze etc.), człowiek niesłychanie aktywny, biorący czynny udział w niezliczonych projektach, jako producent, aranżer, gitarzysta, wokalista, autor tekstów i kompozytor. Indywidualista o niemalże nieskończonej inwencji twórczej, swobodnie poruszający się we wszystkich ważnych i trudnych gatunkach muzycznych, począwszy od stylistyki ambient, poprzez inspirowane wschodnią tradycją pulsujące rytmy, trip hop, na ciężkim metalowym graniu skończywszy. Tim Bowness, którego głos i teksty stanowią centrum kreacji No-Man, jest w pewnym sensie przeciwieństwem Stevena. Bierze co prawdaudział w wielu projektach, jego talent jest tak samo niewyczerpalny i olśniewający, zdaje się jednak być człowiekiem cichym, niezwykle skrytym i jakby nieco zawstydzonym wszechobecnością własnego nazwiska. Bo o nim się pisze- chociażby w europejskiej prasie muzycznej, nazywając spadkobiercą tak znanych i cenionych wokalistów jak David Sylvian czy Peter Hammil. Zraniony przez kobietę (jego małżeństwo rozpadło się bodajże po 14 latach trwania) wyśpiewuje w swoich utworach cały ból, samotność i żal. „Together Were Stranger”, ostatnie jak dotąd dzieło grupy, wydane w roku 2003, jest przepełnione tymi właśnie uczuciami. Przepełnione zimnym powietrzem nocy, zgubionymi spojrzeniami, atmosferą miasta skąpanego w bladym świetle ulicznych lamp…
Kiedy słucham tego niezwykłego albumu odnoszę nieodparte wrażenie, że duet przedstawił na nim coś na kształt filmowej sekwencji podróży samotnego człowieka. Podróży, która zaczyna się wieczorem, dajmy na to, w starej kawiarence gdzieś w mieście. Tak to sobie wyobrażam- bohater tekstów Tima zasiada wygodnie na krześle, popija kawę przy cichych dźwiękach sączących się z głośników. Stary dobry jazz, lata 60. Po chwili widzi przed sobą swoją ukochaną- wyglądającą piękniej niż kiedykolwiek wcześniej. Chwila rozmowy, ona ostatni raz trzyma go za rękę. Jest już z kimś innym… Osłupiony mężczyzna patrzy na nią, czując, że jego ręce drżą, kiedy wychodzi, oświetlona delikatnie przez „blade światło księżyca”. Potem pozostaje mu już tylko spacer po nocnym mieście, spacer szlakami migoczących w oddali neonów, wystaw sklepowych, sklepów jubilerskich, galerii, klubów i barów, zwykłych domów, gdzie matki zaganiają swoje najstarsze dzieci do łóżek… Linijka za linijką w jego głowie pojawiają się słowa: „Miasto stu dróg- ono nigdy nie pozwoli Ci tu zostać”. Zaczyna się chwila wspomnień, godzina północy- ręce matki trzymają chłopca, mocno jak gdyby był to ostatni raz kiedy matka ma okazję tulić do piersi swojego syna. Pierwsze zawody miłosne, pierwsze wzruszenia, krople deszczu spływające po szybie, pierwsze łzy podczas oglądania zachodu słońca, pierwszy seks… A teraz tylko ciemność pomalowana na żółto przez stare lampy- „Mówisz tak szybko by nie zacząć myśleć”… Ta historia, okraszona przez Wilsona dźwiękami po prostu olśniewa. Dźwięki dochodzą z oddali, czasem zaskakują swoją bliską obecnością, jakby wypływały wprost z duszy słuchacza. Muzycy wchodzą w twórczy dyskurs z odbiorcami, pozostawiają nam pole do interpretacji, do podróży, do podążania za cieniem swojego bohatera… Nadchodzi moment świtu. Błękitny brzask pokazuje wszystko na nowo: „Jesteś sam”- zdaje się mówić wszystko wokół. On potrafi już zaśpiewać- „Ani słowa o żonie, ona żyje już z kimś innym; Zapomnij o swoim poprzednim życiu, gorąca miłość stała się lodowata”. Po chwili jednak dodaje, w ostatnim tchnieniu przed nowym dniem: „Tak trudno jest nauczyć się, co boli nas najbardziej, ta nauka to przerwa na rzeczywistość”… Pamięta przecież dobrze jej dotyk, zapach jej perfum, delikatne włosy opadające na jego dłonie gdy dotykał jej twarzy- jej oczy, zwierciadła życia, w których widział najpiękniejsze chwile swojego życia. Teraz już zrozumiał, że to nie powróci.
Dziwna to płyta i dziwna recenzja. Ta muzyka stawia na osobisty odbiór. Ambient ma to do siebie, że tworzy w naszym umyśle coś, co nazwać można obrazami, wspomnieniami, projekcjami myśli. I tutaj słychać to doskonale. W połaczeniu ze słowami, z przejmującą „płaczącą” gitarą i otwartością umysłu odbiorcy, Steven i Tim stworzyli jeden z najbardziej wzruszających, najgłębszych i najbardziej ambitnych albumów początku XXI wieku. Smutny, czasem przytłaczający, kiedy indziej zaś zachwycający paletą barw i pomysłowością. Warto go poznać. Muzyka czasem ratuje życie.
2003







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Syfon
Syfon
12 lat temu

Nudne to to, smętne, senne takie przyśpiewki. Hehehe. Bardzo dobry album, jak wszystko No-Mana.

Blue Hand
Blue Hand
15 lat temu

Bardzo dobra plyta, bardzo dobra recenzja…

Blue Hand
Blue Hand
15 lat temu

Bardzo dobra plyta, bardzo dobra recenzja…

Polecamy

3 pytania – Dj Steaw

Z okazji nadchodzącego festiwalu Wooded oraz Wooded City B4 Party w Poznaniu przepytujemy jedną z gwiazd tych wydarzeń.