Wpisz i kliknij enter

PJ Harvey – White Chalk


Polly wróciła! I brzmi tak, jakby zbudziła się po trwającym trzy lata letargu. Jej album nagrany został przy silnym męskim wsparciu w postaci klawiszowca Erica Drew Feldmana (współpracujący dotąd m. in. z Captain Beefheart i Polyphonic Spree) i perkusisty Jima Whita z Dirty Three (wspomagający Ninę Nastasię przy ostatnim albumie „You follow me”) oraz w tradycyjnej asyście Johna Parisha i Flooda.
Ósma płyta w dyskografii artystki zdążyła prawie wszystkich zadziwić swoim nie-gitarowym, mroźnym i ascetycznym brzmieniem. PJ pracowała nad „White Chalk” w nieszablonowy sposób. Gitarę zamieniła na pianino, którego gry uczyła się w trakcie przygotowywania materiału. Początkowo nagrywała więc niewielkie partie swojego brzdąkania, potem wybierała co smakowitsze fragmenty. Studio oblepiła żółtymi karteczkami, na których wypisała słowa przypominające jej dzieciństwo. Album zrodził się z głębokiej potrzeby zmian, z pokusy, by zacząć od nowa, by zapisać nowymi zgłoskami białą kartę muzycznych poszukiwań. Udało się. PJ brzmi jak księżniczka uwięziona w wysokiej wieży w dawnej Anglii, a wygląda jak postać z dramatu elżbietańskiego. Jest subtelna jak nigdy dotąd, niebywale wyciszona, odrealniona.
Muzyka PJ zmienia się jak w kalejdoskopie. „White Chalk” brzmi nieco archaicznie, niczym pomruki towarzyszące spędzaniu zimowej nocy w wiktoriańskim zamku. W wyziębionej sypialni tańczą muślinowe firany, choć na wszystkich okiennicach lata temu zawisły ciężkie kłódki. Matowe, organowe brzmienie w połączeniu z niespokojnym szeptem Polly daje hipnotyzujący efekt. Począwszy od rozdzierającego serce „Devil”, aż po baśniowe i lekkie jak mgiełka „Darkness”, opływające w rzewną manierę wokalną PJ. Gotyckie i melancholijne „Grow Grow” brzmi jak pradawne zaklęcie czy wylęknione błaganie o cud. „When Under Ether” jest niczym więcej jak tylko romantyczną poezją. Tytułowe „White Chalk” rozbrzmiewa jak litania odgłosów z zaświatów, odległych i zapomnianych. Odbija się jak echo dochodzące z zamkowych piwnic. „Broken Harp” to z kolei rzewna pieśń, zrodzona z wieloletniej samotności. Zawarte w tekście utworu i powtarzane jak mantra „Can You Forgive Me?” to jedno z najczulszych lamentów muzycznych tej jesieni, tuż obok „Marry me” St. Vincent.
„Silence” jest zmysłową kołysanką, wystukaną grzecznie na klawiszach zachrypłego pianinka, jakby pod okiem surowej nauczycielki muzyki. „The piano” stanowi magiczną symfonię zakurzonych dźwięków, zatopionych jak pomarszczone śliwki w słoiku z gorzkawą konfiturą. „Before departure” i „The mountain” niczym skrzyżowanie paranoicznego krzyku z szeptem uwodzą wyciszoną nutą pianina, rozpływają się we mgle, by szybko zatrzeć wrażenie łagodności i rozdrapać zasychającą ranę.
Płyta nurza się w emocjach. Skrawek nuty, brudny półszept, niewyraźny pogłos wiążą się z silnym, drążącym duszę odczuwaniem. PJ Harvey osiąga mistrzostwo we wszystkich gatunkach a teraz także w depresyjnym folku. Niekwestionowana królowa.
2007







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Majk
Majk
12 lat temu

Świetne recenzje Pani pisze, gratuluję stylu i pozdrawiam!

mariah carey
mariah carey
13 lat temu

absolutne mistrzostwo. apogeum szlachetnego minimalizmu. depresyjne i pasjonujace. poetyka scisnietego gardla i braku jakiejkolwiek lzy. tesknota za niespelniona miloscia, dobra przeszloscia i macierzynstwem. mam nadzieje, ze to nie na serio z tymi tekstami…

teddy
teddy
13 lat temu

coś miłego i smacznego, ta cudowna płyta zasługuje na tak fajna recenzję

...
...
13 lat temu

Kolejna po Stories From The City, Stories From The Sea urocza płyta PJ,

cicala
cicala
13 lat temu

Nie odrywam się od niej od paru tygodni. Minimum środków – maksimum wyrazu. Przy okazji – bardzo smakowita recenzja.

mr.s
mr.s
13 lat temu

Doskonała płyta.

Polecamy