Wpisz i kliknij enter

Triosk – Moment returns


Zasłynęli świetną płytą „1+3+1”, nagraną wspólnie z berlińskim guru nowej elektroniki – Janem Jelinkiem. Płyta, której wydawcą został label ~scape, ukazała się w listopadzie ubiegłego roku i zebrała znakomite recenzje. Była to jedna z najważniejszych prób połączenia elektronicznych eksperymentów z żywym graniem, a może inaczej, próba przełożenia żywych partii na język nowej elektroniki…nurt ten staje się coraz bardziej powszechny, wydaje się, że dzięki niemu elektroniczni twórcy znaleźli drugi oddech, z przyjemnością odchodząc od wyeksploatowanych rejonów cliq-hopu czy innych glitch-brzmień [sam Jelinek jest odpowiedzialny za jeden z najważniejszych albumów nowej estetyki – mowa o „Lopp-finding-jazz-records”].
Trio Triosk nie jest jednak kolektywem elektronicznym – to bardziej futurystyczno-jazzowy zespół, garściami sięgający po elektronikę, jednak budujący swe kompozycje w oparciu o stricte jazzową formę. Laurence Pike [perkusja], Adrian Klumpes [panino, rhodes, klawisze] i Ben Waples [kontrabas, bas elektryczny] to młodzi australijczycy, którzy w 2001 roku postanowili powołać do życia Triosk i szukać własnych dróg wyrazu. Wspomniana współpraca z Jelinkiem [płyta powstawała korespondencyjnie, muzycy wysyłali sobie kolejne partie dźwięków] okazała się przełomem dla muzycznej wrażliwości Triosk. Ich debiutancki krążek, wydany przez Leaf Label „Moment returns” to kontynuacja brzmień i rozwiązań znanych z „1+3+1”. Ewidentnie zafascynowani mikro-elektoniką panowie z Triosk postanowili wejść z nią w dłuższy romans, oferując słuchaczom płytę pełną nowoczesnego, eksperymentalnego jazzu, płytę będącą wynikiem improwizacji podlanych sporą dawką elektronicznych smaczków. Delikatnie zarysowane ramy każdego z kawałków są tylko początkiem ich późniejszej dynamiki: wystarczy wspomnieć narastający, znakomity „Love Chariot” czy najdłuższy na płycie, 9-minutowy „I am a beatiful and unique snowflake”. Mimo wszechobecnej elektroniki najważniejsze role grają na „Moment Returns” żywe isntrumenty – przede wszystkim perkusja, pianino i kontrabas. Słucha się tego znakomicie, myśli odlatują gdzieś w stronę Norwegii, gdzie przecież takie „nowe koncepcje jazzu” stają się coraz bardziej popularne i wyrafinowane. Siłą nowej płyty Triosk jest właśnie jej wyrafinowanie – tak kompozycjne, jak i realizacyjne [elektronika nie jest tutaj nachalna, choć bez niej płyta na pewno nie byłaby tak kusząca].
Mimo, iż to tylko 38 minut muzyki – jest tu czego słuchać. Kilka świetnych kompozycji, sporo brzmieniowych smaczków, dopracowana, choć nie zabijająca improwizacji produkcja. Triosk debiutują w dobrym stylu, czego – słuchając „1+3+1” – właściwie można się było spodziewać. Polecamy.
2004







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy