Wpisz i kliknij enter

Caroline – Verdugo Hills

 

Caroline Lufkin urodziła się na Okinawie, w Japonii. Obdarzona osobliwą barwą głosu nagrywa piosenki będące muzycznym odpowiednikiem spaceru w chmurach. A że tą zdolnością nie wszyscy są obdarzeni warto przekonać się jakie to uczucie. Zwłaszcza że pop tworzony przez tę śpiewającą płynną angielszczyzną Japonkę jest idealnym antidotum na gwałtem wdzierającą się do mózgu radiową sieczkę.

‘Verdugo Hills’ to przede wszystkim ciepłe elektroniczne brzmienia. Produkcja albumu stoi na bardzo wysokim poziomie – nie uświadczymy tu dłużyzn, dźwiękowych mielizn ani rozczarowującego uczucia déjà vu. Melodie obracają się wokół sennych ambientowych pasaży, do których wprowadzany jest ciekawie zaakcentowany rytm korzeniami sięgający trip-hopu oraz IDM’owych sieci precyzyjnie utkanych z cyfrowych szmerów i zadrapań, uzupełniany lekkimi partiami gitary akustycznej oraz nieśmiałymi ozdobnikami w postaci dzwoneczków lub oszczędnymi dźwiękami pianina. Caroline nie daje jednak popaść w znużenie, czego koronnym dowodem jest utwór ‘Snow’ – głęboki puls, rwane partie instrumentów dętych oraz zamykające całość pełne werwy solo na werblu pokazują, jak ogromny potencjał kryje się w jej muzyce. Szkoda tylko, że nie uświadczymy choćby jednego utworu w jej ojczystym języku – element tego typu egzotyki z pewnością wpłynąłby pozytywnie na całokształt prezentowanego na albumie materiału.

Bez drażniącej maniery kreowania na siłę przebojowych refrenów, za to z dobrymi, niekoniecznie przyjaznymi radiu pomysłami, Caroline przez trzydzieści pięć minut walczy o to, by nie skończyć w jednej szufladzie ze sporym gronem bezbarwnych ‘female vocalists’ produkujących średnio pasjonujące piosenki o miłości. Jej muzyka jest urocza, lecz nieprzesłodzona. Ciekawe zaaranżowana, lecz nieprzekombinowana. Szczera i emocjonalna.

Z jednej strony ‘Verdugo Hills’ jest dobrą popową produkcją, z drugiej jednak pozostawia lekki niedosyt. I to jest w tym chyba najpiękniejsze – nieuchwytny klimat poszczególnych kompozycji zachęca do obcowania z albumem, nie daje o sobie zapomnieć. Caroline Lufkin spóźniła się z tą płytą osiem lat. Szkoda, gdyż jej muzyka śmiało mogłaby znaleźć się na ścieżce dźwiękowej do ‘Lost In Translation’, co osobiście uznaję za mocną rekomendację.

Temporary Residence Limited | 25.01.2011

3/5







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
2 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
author
author
9 lat temu

przypomina to troche mum, dlatego po 3. kawalku nie da sie sluchac. muzyka tak bez charakteru jak slowo chillout.

dadaista
dadaista
9 lat temu

Słiiiitaśne 😉

Polecamy