Wpisz i kliknij enter

Belong – Common Era

W pracy „O pomieszaniu gatunków: science fiction a postmodernizm” Dominika Oramus pisze:

„Zamiast natury mamy filmy o przyrodzie ze zbliżeniami zwierząt, optycznym przyspieszeniem wzrostu roślin i zmian pór roku, specyficznym montażem i głosem z offu. Nie ma granic państw i stref klimatycznych, ekran warunkuje sposób naszego postrzegania. Do ekranu podobna jest w kształcie szyba samochodu. W >>Ameryce<< Jean Baudrillard zauważa, że we współczesnej, zautomatyzowanej cywilizacji patrzymy na świat zza takiej szyby, widząc szybko przesuwające się, pozbawione szczegółów fragmenty świata, którego jednym z najważniejszych elementów są przydrożne reklamy i neony. Techniki montażu stają się modelem życia psychicznego współczesnego człowieka, konsumenta mediów.”

Jeśli poszukiwać obrazów fundujących wyobraźnię gatunków, shoegaze można by powiązać z ekranem, którego wysoką rozdzielczość skonfigurowano na nikłą precyzję spojrzenia zza przymrużonych powiek. Tempo ma być ogromne, rozmazujące mijaną rzeczywistość do zunifikowanej ściany rozciągniętych, rozjarzonych barw i przeciągłych, jękliwych dźwięków o nierozróżnialnym tonie alikwot cichnących w molekułach instrumentu. Tempo ma być ogromne, ale osiągane przez hiperbezpieczny bolid, oddzielający pasażera od świata warstwą przezroczystego kewlaru. Oksymoroniczne wrażenie usypiającego dynamizmu generuje przyjemność z jazdy pociągiem, nawet jeśli podróż odbywana jest zdewastowanym środkowoeuropejskim taborem. W realiach shoegazeu prędkość jest formą bezruchu, paradoksalną techniką montażu, w której teledyskowemu natężeniu bodźców udaje się wygenerować nastrój melancholijnego réverie.

Samo słowo „szugejz” z miejsca pozwala zorientować się w usposobieniu muzyki i zaryzykować znajomość z nią. Szumiąca głoska na początku i jej wygaśnięcie w centrum wyrazu, po przeciągłej, wzmacniającej efekt samogłosce, jest jak próbna zabawa delayem, podprogowa ewokacja miniaturowej zamieci, srebrnych spodów liści olch, bielizny Marylin ujawnionej na ułamek szeleszczącej sekundy podrywem wiatru. Z nagła wyłonione twarde „g” równa się podłączeniu dystorcji, zapowiada mechanistyczne „z”, drugą zgrzytliwą głoskę, której twardość urywa frywolną zaczepkę „ej” – miękką, kontrolowaną dynamikę podciąganej wajchy. Trudno uwierzyć, że faktyczna geneza tej nazwy to nie logika onomatopej.

I taki właśnie etymologiczny shoegaze znalazł się na „Common Era”. Segregując kamuszki węgielne gatunku, Dietrich i Jones naśladują swój rodzinny Nowy Orlean: odbudowują się, powstają na nowo, w uproszczonej formie, lepiej wpasowanej w horyzont nowoczesnej muzyki, pertraktującej tylko z jednostkowym słuchaczem.

Do nagrania debiutanckiego „October Language” Belong wykorzystali m.in. Sequential Prophet-5, Roland Juno-106, Nord Micro Modular, Sherman Filterbank 1, Roland RE-201 Space Echo, Frostwave Resonator, Drawmer 1960, Focusrite ISA 220, Soundelux U195, Furman RV-1, General Vibe VectorSector, M-Audio Trigger Finger, Parker Fly Deluxe, a nawet Grado SR-325 i dzięki tym wszystkim maszynom doścignęli przodowników shoegazeu (piętnaście lat po „Loveless”) i chętnie puszczającego się z nim ambientu (pięć po „Endless Summer”). Już wtedy wiadomo było, że nikt nie nagra w temacie nic nowego, że chodzi tylko o hołd idolom artystycznej młodości, podzielenie z odbiorcami bardzo konkretnej fascynacji. Mimo wszystko można było słuchać tej płyty raz po raz, choćby po to, aby śledzić kolejne rozproszone regimenty śnieżek, zmieniających trajektorię w podmuchach wiatru o cechach geometrii (harmonie generowane przez manipulację feedbackiem).

„Come See”, otwierające drugi album Belong, pełni funkcję chwytliwej sygnalizacji wątków, zajmujących Belong w 2011 roku – równie epigońskich, co te zaprezentowane na debiucie, ale podanych w piosenkowej formie, angażującej melodyjny wokal. Wszystko tu jest deskrypcją idealnego odbiorcy, który kojarzy i Can i Sugar Plant, i „Far Away Trains Passing By” Shnaussa, i A. R. Kane, i Ride, i „Stargazer” Stella Luny, i Slowdive. Wymarzony adresat ma rozkoszować się erudycyjnym jacuzzi krautowych/shoegazowych 90, docenić dźwiękową reprezentację okładki zeszłorocznej płyty Women, uśmiechnąć się nad muśnięciami brit-gotyckiego makijażu (wczesne Elbow + The Cure w „A Walk”, typowo Smithowy, uginający się pod naporem niezasłużonej młodości, wokal w „Perfect Life”), a nawet odległymi skojarzeniem z Sigur Rós i Joy Division. Dodatkowe memo wysyła ideałowi jeszcze „Very Careful”, blend wszystkich poprzednich odniesień złożony na ołtarzu transowego nowofalowego piłowania.

Powielanie podstaw, podobnie jak na poprzedniej płycie, stylizowane jest na sięganie do marzenia o prawdach nie dających się zastraszyć byle zegarkiem. „Archetypic shoegaze”. To mógłby być całkiem niezły tag, jeśli chcieć poszaleć na laście. Jedyny prawdziwy problem trapiący tę melodyjną, przyjemną płytę, to że nie musieli jej nagrywać akurat Belong, mógł jakiś inny zespół albo inne zespoły, podzielające ich zainteresowania.

Kranky, 2011







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
4 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Bolo
Bolo
9 lat temu

Typowa dla naszego kraju recenzja, w której jakiś oczytany na wikipedii młot pisze o sobie zamiast o muzyce, której ani nie czuje, ani nie rozumie…

Heliosphaner
Heliosphaner
10 lat temu

Będąc fanem Belong od samego początku zmiana w stylu mnie porwała totalnie. Rewelacyjny klimat tak jak w poprzednich wydawnictwach. Jednak October Language pozostanie typowym brzmieniem Belong i ich najlepszym wydawnictwem.

Patryk T
Patryk T
10 lat temu

nie każdy musi się z tym zgodzić ale moim skromnym zdaniem album jest rewelacyjny, bardzo solidna pozycja wśród tegorocznych wydawnictw, bardzo polecam.

killia
killia
10 lat temu

po przeczytaniu tej recenzji bardzo dobrze jest posłuchać sobie Belong. polecam.

Polecamy