The Primitive Painter – The Primitive Painter
Paweł Gzyl:

Dźwiękowy klejnot z dawnej epoki.

DIVVAS – Challenger Deep
Łukasz Komła:

W głębinach myśli.

The Exaltics & Heinrich Mueller – Dimensional Shifting
Paweł Gzyl:

Mistrzowska wersja detroitowego electro.

Julius Aglinskas – Daydreamer
Łukasz Komła:

W ambientowym zastygnięciu.

Soft Boi – So Nice
Paweł Gzyl:

O miłości w rytmie downtempo.

Ehh hahah – House ze skrzypcami w tle
Jarek Szczęsny:

Pod znakiem internetu.

Alva Noto – Xerrox Vol. 4
Mateusz Piżyński:

Czwarta odsłona cyklu Xerrox, na którą przyszło nam czekać pięć lat.

Various Artists – Kern Vol. 5 Mixed By Helena Hauff
Paweł Gzyl:

„For those who know”

Amnesia Scanner – Tearless
Paweł Gzyl:

Finowie serwują miłosne ballady.

Michael Lightborne – Ring Road Ring
Łukasz Komła:

Dźwiękowy świat obwodnicy w Coventry.

Christine Ott – Chimères (pour ondes Martenot)
Jarek Szczęsny:

Geometria dźwięków.

Deadbeat And Paul St. Hilaire – 4 Quarters Of Love And Modern Lash
Paweł Gzyl:

Scott i Paul medytują.

Vysoké Čelo – Űrkutatás
Jarek Szczęsny:

Grzechem byłoby nie skorzystać.

Ellen Allien – AurAA
Paweł Gzyl:

Hołd dla czasów, kiedy techno i trance były jednym.



Helado Negro – Canta Lechuza


Pod szyldem Helado Negro ukrywa się Roberto Carlos Lange, rocznik ’80, z krwi Ekwadorczyk, wychowany na Florydzie, obecnie zamieszkały na Brooklynie. Mikstura wyprodukowana z takiej mieszanki klimatów i kultur musi posiadać nieprzeciętne właściwości. Do tej pory można było jej skosztować słuchając nagranej w domowym studio, wydanej w 2009 roku płyty „Awe Owe”. Gatunkowo określono ją mianem latynoskiego psycho-funk-folku. W maju, pod postacią albumu „Canta Lechuza”, Helado Negro ukazał swoje nowe oblicze.

Debiutancka płyta przygotowywana była wraz z zespołem, do pracy nad kolejną Roberto zabrał się sam. Chcąc uchwycić na niej intymny klimat, zamienił brooklyński chaos na okolice Connecticut i leśną chatkę. Noce spędzał na werandzie, gdzie opatulony w ciepły koc popijał gorącą herbatę i wsłuchiwał się w pohukiwanie sów. To tylko moja wyobraźnia ale nie wykluczone, że tak było – hiszpański tytuł albumu nawiązuje właśnie do śpiewu tych ptaków. Jednak mi, bardziej niż z lasem, „Canta Lechuza” kojarzy się ze spędzoną na plażowych wydmach leniwą niedzielą. Hiszpański wokal Roberto, który momentami brzmi jak szept, hipnotyzuje już od samego początku. W kawałku „Globitos” wynurza się spod delikatnej fali dźwięków i niesie hen hen poza horyzont morza świadomości. Tak właśnie dryfuję sobie przez całe 39 minut trwania albumu. Gdy go zapętlę, mogę dryfować dłużej – wcale nie chce mi się wracać na brzeg. W błogi klimat, oprócz zmysłowego głosu Roberto, wprowadzają także delikatne, zupełnie nienachalne elektroniczne dźwięki. Mimo tego, że są dość jednostajne – nie nudzą. Spośród wszystkich jedenastu piosenek najbardziej energetyczną jest promująca album „Regresa”. Wesołą i zadziorną jest natomiast „Lechuguilla”. Poziom rozleniwienia wzrasta wraz z kolejnymi kawałkami tak, by przy końcowym „Alcanzar” osiągnąć maksimum.

Helado Negro zrealizował swoje założenie – udało mu się wciągnąć mnie, słuchacza, w intymną relację ze sobą i jego muzyką. Może być z siebie dumny. „Canta Lechuza” jest dokładnie tym, czego potrzebuję na czas letnich wakacji – niezobowiązująca, lekką, hiszpańsko brzmiącą przygodą. Ciekawe, czy Wy też dacie się jej uwieść.

asthmatickitty.com/helado-negro
heladonegro.virb.com
heladonegro.bandcamp.com

Asthmatic Kitty, 2011

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.