BNNT – Middle West
Jarek Szczęsny:

Gorzka pigułka.

Ansome – Hands Of The Harbour
Paweł Gzyl:

Punkowy gest.

Lapalux – Amnioverse
Ania Pietrzak:

Jak zachwyca?

Various Artists – X – Ten Years Of Artefacts
Paweł Gzyl:

Techno w swej najbardziej pomysłowej wersji.

Julek Płoski – śpie
Jarek Szczęsny:

Coś nowego.

Karenn – Grapefruit Regret
Paweł Gzyl:

Pariah i Blawan improwizują.

Moor Mother – Analog Fluids Of Sonic Black Holes
Jarek Szczęsny:

Hałas i chaos.

Jazz Band Młynarski-Masecki – Płyta z zadrą w sercu
Jarek Szczęsny:

Jedna dla wszystkich.

Shapednoise – Aesthesis
Paweł Gzyl:

Nieznane mutacje basowych brzmień.

A Winged Victory for the Sullen – „The Undivided Five”
Mateusz Piżyński:

Ambientowe nowości z Ninja Tune

Enchanted Hunters – Dwunasty Dom
Krzysiek Stęplowski:

Czasem naprawdę warto czekać. Warto wypatrywać, nawet latami, jeśli tylko cierpliwość nagrodzona ma być w taki sposób.

Ecnahnted Hunters Dwunasty Dom
Rrose – Hymn To Moisture
Paweł Gzyl:

Techno w stylu Marcela Duchampa.

Trzaska/Mazurkiewicz/Szpura – North Meridian
Jarek Szczęsny:

Można się spocić od samego słuchania.

Giant Swan – Giant Swan
Paweł Gzyl:

Czy znany ze świetnych koncertów duet sprawdził się również w studiu?



Helado Negro – Canta Lechuza


Pod szyldem Helado Negro ukrywa się Roberto Carlos Lange, rocznik ’80, z krwi Ekwadorczyk, wychowany na Florydzie, obecnie zamieszkały na Brooklynie. Mikstura wyprodukowana z takiej mieszanki klimatów i kultur musi posiadać nieprzeciętne właściwości. Do tej pory można było jej skosztować słuchając nagranej w domowym studio, wydanej w 2009 roku płyty „Awe Owe”. Gatunkowo określono ją mianem latynoskiego psycho-funk-folku. W maju, pod postacią albumu „Canta Lechuza”, Helado Negro ukazał swoje nowe oblicze.

Debiutancka płyta przygotowywana była wraz z zespołem, do pracy nad kolejną Roberto zabrał się sam. Chcąc uchwycić na niej intymny klimat, zamienił brooklyński chaos na okolice Connecticut i leśną chatkę. Noce spędzał na werandzie, gdzie opatulony w ciepły koc popijał gorącą herbatę i wsłuchiwał się w pohukiwanie sów. To tylko moja wyobraźnia ale nie wykluczone, że tak było – hiszpański tytuł albumu nawiązuje właśnie do śpiewu tych ptaków. Jednak mi, bardziej niż z lasem, „Canta Lechuza” kojarzy się ze spędzoną na plażowych wydmach leniwą niedzielą. Hiszpański wokal Roberto, który momentami brzmi jak szept, hipnotyzuje już od samego początku. W kawałku „Globitos” wynurza się spod delikatnej fali dźwięków i niesie hen hen poza horyzont morza świadomości. Tak właśnie dryfuję sobie przez całe 39 minut trwania albumu. Gdy go zapętlę, mogę dryfować dłużej – wcale nie chce mi się wracać na brzeg. W błogi klimat, oprócz zmysłowego głosu Roberto, wprowadzają także delikatne, zupełnie nienachalne elektroniczne dźwięki. Mimo tego, że są dość jednostajne – nie nudzą. Spośród wszystkich jedenastu piosenek najbardziej energetyczną jest promująca album „Regresa”. Wesołą i zadziorną jest natomiast „Lechuguilla”. Poziom rozleniwienia wzrasta wraz z kolejnymi kawałkami tak, by przy końcowym „Alcanzar” osiągnąć maksimum.

Helado Negro zrealizował swoje założenie – udało mu się wciągnąć mnie, słuchacza, w intymną relację ze sobą i jego muzyką. Może być z siebie dumny. „Canta Lechuza” jest dokładnie tym, czego potrzebuję na czas letnich wakacji – niezobowiązująca, lekką, hiszpańsko brzmiącą przygodą. Ciekawe, czy Wy też dacie się jej uwieść.

asthmatickitty.com/helado-negro
heladonegro.virb.com
heladonegro.bandcamp.com

Asthmatic Kitty, 2011

 

 

 

Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.