Chouk Bwa & The Ångströmers – Vodou Alé
Łukasz Komła:

Voodoo z przyszłości.

Ben Lukas Boysen – Mirage
Jarek Szczęsny:

Pokaz iluzji.

Siema Ziemia – Siema Ziemia
Jarek Szczęsny:

Dodatkowe skurcze mięśni.

Fluxion – Perspectives
Paweł Gzyl:

Nostalgia po grecku.

Lawrence English – Lassitude
Jarek Szczęsny:

Doskonała pustka.

Elysia Crampton – ORCORARA 2010
Jarek Szczęsny:

Niepowstrzymana losowość.

Kaitlyn Aurelia Smith – The Mosaic of Transformation
Jarek Szczęsny:

Cały zestaw radosnych nastrojów.

Phillip Sollman – Monophonie
Paweł Gzyl:

Muzyczna maszyneria.

Vladislav Delay & Sly Dunbar & Robbie Shakespeare – 500-Push-Up
Paweł Gzyl:

„Rakka” uzupełniona o dubowy puls.

Zguba – Pomór
Jarek Szczęsny:

Nieustający marsz kostuchy.

Richu M – House Of The Vaporising Sun
Bartek Woynicz:

Ten tytuł mówi wszystko.

Maenad Veyl – Reassessment
Paweł Gzyl:

Muzyka z sali operacyjnej.

Flaner Klespoza – Wędrówka po lesie, w którym mieszkają bogowie i rosną wszechświaty
Jarek Szczęsny:

Spójna opowieść.

The Advent – Life Cycles
Paweł Gzyl:

Futurystyczne electro w oldskulowym stylu.



Maria Minerva – Cabaret Cixous

Estetyka amatorskich teledysków z YouTube to tylko jeden z przykładów utrzymującego się ostatnio trendu lo-fi. Zadziwiające są rozmiary popularności niepozornych klipów, stworzonych powszechnie dostępnymi narzędziami przy minimalnym nakładzie finansowym. Miliony widzów obejrzało „Numa Numa Dance” – filmik nakręcony kamerą internetową, w którym piksele czynią obraz ledwo widocznym, a dźwięk jest marnej jakości.

Z jednej strony fenomen gwiazd YouTube jest zjawiskiem pozytywnym – internetowe transmisje z prywatnych przestrzeni (sypialni, ogrodu, domowego studia) pozwalają odzyskiwać terytorium zawłaszczone przez profesjonalnych producentów muzycznych. Treści proponowane oddolnie, przez konsumentów, stają się konkurencyjne dla komercyjnych produktów (vide wczesny Soulja Boy). Z drugiej strony – dominująca na portalu śmieciowa estetyka wydaje się dla wielu nie do przyjęcia.

Tego rodzaju trashową poetykę w nowej elektronice stosuje konsekwentnie duet Hype Williams, zarówno w muzyce (winamp sound), jak i prostych teledyskach nakręconych telefonem komórkowym. Podobną drogą podąża pochodząca z Estonii Maria Minerva (właściwie Maria Juur), której utwory brzmią, jakby ich jakość była niższa niż 192 kb/s; natomiast klipy powstają wskutek skopiowania cyfrówką obrazu z ekranu laptopa. Przy wsparciu Not Not Fun Records – labelu z LA ceniącego nieszablonowość i dryg do eksperymentu – realizuje swoje najbardziej ekstrawaganckie pomysły.

„Cabaret Cixous” to wariacja na temat muzyki pop – zasłuchana w radiowych przebojach Maria odczytuje w nich ukryte przekazy. Z niewinnej piosenki ABBY wybiera najbardziej pikantne momenty; autorskie teksty nasącza erotycznym przekazem. Jej głos, mimo że przepuszczony przez efekty, nie traci zmysłowości – Estonka raz brzmi niczym zadziorna Debbie Harry, innym razem jak słodka Kate Bush.

W jej bibliotece sampli (być może pobranych z YouTube?) sporo miejsca zajmują popowe piosenki z lat 90., disco i dance. Z nich tworzy niewyraźnie terkoczące podkłady okraszone radośnie niedopracowanym bitem. Odprężająca muzyka zbliża się do ambientu – doskonale służy do zasypiania, wytwarza w zmęczonym umyśle zmysłowe fantazje. Pomiędzy majaczącymi ambient-piosenkami ukryta została prawdziwa perła – „Ruff Trade” to utwór, od którego trudno się oderwać, zwłaszcza po obejrzeniu teledysku z czarującą Marią.

Autorka „Cabaret Cixous” używa dyskotekowej kuli niczym dreamachine. Odblaski docierające pod przymknięte powieki wywołują hipnagogiczne omamy. Nie dla wszystkich będzie to przyjemne doznanie, wiele osób poczuje znużenie albo wręcz mdłości. Taki już urok eksperymentalnego glo-fi, przeznaczonego dla grona wtajemniczonych.

Not Not Fun | 2011

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze