Jazz Band Młynarski-Masecki – Płyta z zadrą w sercu
Jarek Szczęsny:

Jedna dla wszystkich.

Shapednoise – Aesthesis
Paweł Gzyl:

Nieznane mutacje basowych brzmień.

A Winged Victory for the Sullen – „The Undivided Five”
Mateusz Piżyński:

Ambientowe nowości z Ninja Tune

Enchanted Hunters – Dwunasty Dom
Krzysiek Stęplowski:

Czasem naprawdę warto czekać. Warto wypatrywać, nawet latami, jeśli tylko cierpliwość nagrodzona ma być w taki sposób.

Ecnahnted Hunters Dwunasty Dom
Rrose – Hymn To Moisture
Paweł Gzyl:

Techno w stylu Marcela Duchampa.

Trzaska/Mazurkiewicz/Szpura – North Meridian
Jarek Szczęsny:

Można się spocić od samego słuchania.

Giant Swan – Giant Swan
Paweł Gzyl:

Czy znany ze świetnych koncertów duet sprawdził się również w studiu?

Floating Spectrum – A Point Between
Jarek Szczęsny:

Cyfrowy pomnik przyrody.

Bleu Roi – Dark/Light
Łukasz Komła:

Wiosną ubiegłego roku wsłuchiwaliśmy się w singiel szwajcarskiego projektu Bleu Roi, a przed kilkoma dniami ukazała się ich nowa EP-ka „Dark/Light”, którą przybliżamy i jednocześnie o niej rozmawiamy z Jennifer Jans.

Traversable Wormhole – Regions Of Time
Paweł Gzyl:

Adam X wraca do projektu sprzed dekady.

Sudan Archives – Athena
Jarek Szczęsny:

Do diabła z dobrymi radami.

Planetary Assault Systems – Plantae
Paweł Gzyl:

W stronę psychodelii.

Sleep D – Rebel Force
Paweł Gzyl:

Muzyczny zapach minionego lata.

Levitation Orchestra – Inexpressible Infinity
Jarek Szczęsny:

Podpalacze wzniecają eutymię.



Maria Minerva – Cabaret Cixous

Estetyka amatorskich teledysków z YouTube to tylko jeden z przykładów utrzymującego się ostatnio trendu lo-fi. Zadziwiające są rozmiary popularności niepozornych klipów, stworzonych powszechnie dostępnymi narzędziami przy minimalnym nakładzie finansowym. Miliony widzów obejrzało „Numa Numa Dance” – filmik nakręcony kamerą internetową, w którym piksele czynią obraz ledwo widocznym, a dźwięk jest marnej jakości.

Z jednej strony fenomen gwiazd YouTube jest zjawiskiem pozytywnym – internetowe transmisje z prywatnych przestrzeni (sypialni, ogrodu, domowego studia) pozwalają odzyskiwać terytorium zawłaszczone przez profesjonalnych producentów muzycznych. Treści proponowane oddolnie, przez konsumentów, stają się konkurencyjne dla komercyjnych produktów (vide wczesny Soulja Boy). Z drugiej strony – dominująca na portalu śmieciowa estetyka wydaje się dla wielu nie do przyjęcia.

Tego rodzaju trashową poetykę w nowej elektronice stosuje konsekwentnie duet Hype Williams, zarówno w muzyce (winamp sound), jak i prostych teledyskach nakręconych telefonem komórkowym. Podobną drogą podąża pochodząca z Estonii Maria Minerva (właściwie Maria Juur), której utwory brzmią, jakby ich jakość była niższa niż 192 kb/s; natomiast klipy powstają wskutek skopiowania cyfrówką obrazu z ekranu laptopa. Przy wsparciu Not Not Fun Records – labelu z LA ceniącego nieszablonowość i dryg do eksperymentu – realizuje swoje najbardziej ekstrawaganckie pomysły.

„Cabaret Cixous” to wariacja na temat muzyki pop – zasłuchana w radiowych przebojach Maria odczytuje w nich ukryte przekazy. Z niewinnej piosenki ABBY wybiera najbardziej pikantne momenty; autorskie teksty nasącza erotycznym przekazem. Jej głos, mimo że przepuszczony przez efekty, nie traci zmysłowości – Estonka raz brzmi niczym zadziorna Debbie Harry, innym razem jak słodka Kate Bush.

W jej bibliotece sampli (być może pobranych z YouTube?) sporo miejsca zajmują popowe piosenki z lat 90., disco i dance. Z nich tworzy niewyraźnie terkoczące podkłady okraszone radośnie niedopracowanym bitem. Odprężająca muzyka zbliża się do ambientu – doskonale służy do zasypiania, wytwarza w zmęczonym umyśle zmysłowe fantazje. Pomiędzy majaczącymi ambient-piosenkami ukryta została prawdziwa perła – „Ruff Trade” to utwór, od którego trudno się oderwać, zwłaszcza po obejrzeniu teledysku z czarującą Marią.

Autorka „Cabaret Cixous” używa dyskotekowej kuli niczym dreamachine. Odblaski docierające pod przymknięte powieki wywołują hipnagogiczne omamy. Nie dla wszystkich będzie to przyjemne doznanie, wiele osób poczuje znużenie albo wręcz mdłości. Taki już urok eksperymentalnego glo-fi, przeznaczonego dla grona wtajemniczonych.

Not Not Fun | 2011

 

 

 

Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze