IRAH – Diamond Grid
Przemysław Solski:

Siatka utkana z ciekawości.

Strycharski Kacperczyk Szpura – I love you SDSS
Jarek Szczęsny:

Oglądanie nerwów.

!!! (Chk Chk Chk) – Wallop
Mateusz Piżyński:

Ciężkość punka z lekkością funka.

cover
Barker – Utility
Paweł Gzyl:

Transhumanistyczne przyjemności.

Monya – Straight Ahead
Paweł Gzyl:

Industrialne techno o pozytywnej energii.

Wojciech Golczewski – The Priests Of Hiroshima
Jarek Szczęsny:

Ścieżka dźwiękowa dla ery atomowej.

Múm – Yesterday Was Dramatic – Today Is OK
Paweł Gzyl:

Klasyk emotroniki.

Hildur Guðnadóttir – Chernobyl (OST)
Jarek Szczęsny:

Wyobrazić sobie niewyobrażalne.

Pruski – Black Birds
Jarek Szczęsny:

Wyszlifowany onyks.

Jaromir Kamiński, Rafał Warszawski, Palms Palms, Break Janek
Ania Pietrzak:

Beats & breaks idealne na koniec wakacji…

Lech Nienartowicz – Wrażenia i Mechanizmy
Jarek Szczęsny:

Pierwsze wrażenie.

The Future Eve feat. Robert Wyatt – KiTsuNe / Brian The Fox
Łukasz Komła:

Na łączach z Robertem Wyattem.

Rites of Fall – Towards the Blackest Skies
Jarek Szczęsny:

Im dalej w las, tym ciemniej.

Hula – Voice
Paweł Gzyl:

Łabędzi śpiew mistrzów industrialnego funku.



Maria Minerva – Cabaret Cixous

Estetyka amatorskich teledysków z YouTube to tylko jeden z przykładów utrzymującego się ostatnio trendu lo-fi. Zadziwiające są rozmiary popularności niepozornych klipów, stworzonych powszechnie dostępnymi narzędziami przy minimalnym nakładzie finansowym. Miliony widzów obejrzało „Numa Numa Dance” – filmik nakręcony kamerą internetową, w którym piksele czynią obraz ledwo widocznym, a dźwięk jest marnej jakości.

Z jednej strony fenomen gwiazd YouTube jest zjawiskiem pozytywnym – internetowe transmisje z prywatnych przestrzeni (sypialni, ogrodu, domowego studia) pozwalają odzyskiwać terytorium zawłaszczone przez profesjonalnych producentów muzycznych. Treści proponowane oddolnie, przez konsumentów, stają się konkurencyjne dla komercyjnych produktów (vide wczesny Soulja Boy). Z drugiej strony – dominująca na portalu śmieciowa estetyka wydaje się dla wielu nie do przyjęcia.

Tego rodzaju trashową poetykę w nowej elektronice stosuje konsekwentnie duet Hype Williams, zarówno w muzyce (winamp sound), jak i prostych teledyskach nakręconych telefonem komórkowym. Podobną drogą podąża pochodząca z Estonii Maria Minerva (właściwie Maria Juur), której utwory brzmią, jakby ich jakość była niższa niż 192 kb/s; natomiast klipy powstają wskutek skopiowania cyfrówką obrazu z ekranu laptopa. Przy wsparciu Not Not Fun Records – labelu z LA ceniącego nieszablonowość i dryg do eksperymentu – realizuje swoje najbardziej ekstrawaganckie pomysły.

„Cabaret Cixous” to wariacja na temat muzyki pop – zasłuchana w radiowych przebojach Maria odczytuje w nich ukryte przekazy. Z niewinnej piosenki ABBY wybiera najbardziej pikantne momenty; autorskie teksty nasącza erotycznym przekazem. Jej głos, mimo że przepuszczony przez efekty, nie traci zmysłowości – Estonka raz brzmi niczym zadziorna Debbie Harry, innym razem jak słodka Kate Bush.

W jej bibliotece sampli (być może pobranych z YouTube?) sporo miejsca zajmują popowe piosenki z lat 90., disco i dance. Z nich tworzy niewyraźnie terkoczące podkłady okraszone radośnie niedopracowanym bitem. Odprężająca muzyka zbliża się do ambientu – doskonale służy do zasypiania, wytwarza w zmęczonym umyśle zmysłowe fantazje. Pomiędzy majaczącymi ambient-piosenkami ukryta została prawdziwa perła – „Ruff Trade” to utwór, od którego trudno się oderwać, zwłaszcza po obejrzeniu teledysku z czarującą Marią.

Autorka „Cabaret Cixous” używa dyskotekowej kuli niczym dreamachine. Odblaski docierające pod przymknięte powieki wywołują hipnagogiczne omamy. Nie dla wszystkich będzie to przyjemne doznanie, wiele osób poczuje znużenie albo wręcz mdłości. Taki już urok eksperymentalnego glo-fi, przeznaczonego dla grona wtajemniczonych.

Not Not Fun | 2011

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze