KTLH – Azathoth
Jarek Szczęsny:

Egzorcyści będą mieć pełne ręce roboty.

Koenraad Ecker & Frederik Meulyzer – Carbon
Paweł Gzyl:

Wizyta na Spitsbergenie.

Planetary Assault Systems – Live At Cocoon Ibiza
Paweł Gzyl:

Techno z saksofonem? Czemu nie!

Olo Walicki & Jacek Prościński – Llovage
Jarek Szczęsny:

Uciekająca sekcja rytmiczna.

Abul Mogard – Kimberlin
Maciej Kaczmarski:

Elegia na odejście.

Tobias Preisig – Diver
Łukasz Komła:

Skoncentrowana powódź.

Lee Gamble – Exhaust (Flush Real Pharynx Part 2)
Paweł Gzyl:

Powrót do korzeni.

Various Artists – Pop Ambient 2020
Paweł Gzyl:

Ambient jak skała.

FKA Twigs – Magdalene
Jarek Szczęsny:

Jedno płuco.

Sarin – Moral Cleansing
Paweł Gzyl:

EBM wyszlifowany na najwyższy połysk.

Mary Komasa – Disarm
Przemysław Solski:

Rozbrójmy się.

Black Sea Dahu – No Fire in the Sand
Łukasz Komła:

Tonąc w lekkości.

DJ Shadow – Our Pathetic Age
Jarek Szczęsny:

Ilość nie przekłada się na jakość.

Shanti Celeste – Tangerine
Paweł Gzyl:

Na poprawę nastroju.



Tycho – Dive

Dorastając w Sacramento, młody Scott Hansen słuchał głównie progresywnego rocka, czym zdecydowanie wyróżniał się wśród rówieśników. Dopiero przeprowadzka na studia graficzne w San Francisco sprawiła, że odkrył nową elektronikę. Kiedy odczuł potrzebę przełożenia własnych uczuć i fascynacji na dźwięki, okazało się że lekcje gry na gitarze i klawiszach, które pobierał w dzieciństwie, staną się bardzo przydatne.

Ponieważ głównym zajęciem Hansena jest tworzenie grafiki użytkowej pod pseudonimem ISO50, jego muzyczna kariera rozwijała się drobnymi krokami. Zadebiutował w 2004 roku albumem „Sunset Projector”, który jednak ze względu na słabą promocję przepadł na amerykańskim rynku. Zwróciła nań jednak uwagę wytwórnia Merck i dwa lata później dokonała reedycji jego rozszerzonej wersji pod tytułem „Past Is Prologue”. To z kolei sprawiło, że produkcjami Tycho zainteresowała się Ghostly International. Efektem tego jest trzeci (a właściwie drugi) album artysty zrealizowany pod szyldem Tycho – „Dive”.

Pierwsza część płyty intryguje. Amerykański producent sięga po połamane struktury rytmiczne, podszywa je zdubowanymi pochodami basu i uzupełnia sążnistymi pasażami syntezatorów o perlistej barwie („The Walk”). Próbuje przy tym uniknąć oczywistej rytmiki, eksperymentując z jej spowolnianiem i przyspieszaniem w ramach jednej kompozycji („Daydream”). I sięga zgodnie z obowiązującą modą do lat 80. Raz efektem tego są nowofalowe partie bębnów i basu o tanecznym charakterze w stylu New Order („Hours”), a kiedy indziej – mrugnięcie okiem do pop-rockowej klasyki z tamtych czasów w rodzaju nagrań duetu Hall & Oats, niebezpiecznie ocierające się jednak o melodyjny kicz („Dive”).

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/1844331-02.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=1844331-02″ allowscriptaccess=”always”]

Naprawdę porywającą muzykę przynosi dopiero druga połowa płyty. Zaczyna się od gitarowego arpeggia w stylu Steve`a Hillage`a, które otwiera „Costal Break” – prowadząc potem do wysmakowanej syntezy progresywnego rocka z klasycznym ambientem, którego nie powstydziłby się sam Brian Eno. Potem pojawia się zaskakująco nośne połączenie smolistego podkładu rytmicznego o dubowej proweniencji z zimnofalowym dudnieniem głębokiego basu i zawodzącymi pasażami syntezatorów rodem z kosmische musik („Ascesnion”).

I wreszcie coś dla tych, którzy tęsknią za nowymi nagraniami Boards Of Canada. „Adrift” i „Epigram” przywołują bowiem w stylowy sposób dokonania tej szkockiej formacji. Hansen wpisuje tutaj bajkowe melodie wygrane na tęsknych syntezatorach w połamany kontekst rytmiczny, uzupełniając to wszystko subtelnymi partiami akustycznej gitary. Obie kompozycje robią naprawdę duże wrażenie – na czas ich trwania ożywa cudownie nostalgiczny IDM sprzed dekady, czyściutki i niewinny, wolny od wszelkich późniejszych naleciałości.

A na finał coś zupełnie wyjątkowego: tętniący pulsem głębokiego techno pastoralny ambient, w którym egzystują obok siebie pasaże melancholijnych gitar (uwaga – o melodyce rodem z country!) i wibrujące kaskady zdubowanych klawiszy. „Elegy” przywołuje echa z jeszcze dalszej przeszłości – choćby zapomnianych nagrań brytyjskiego duetu Ultramarine czy psychodelicznych wojaży Mixmastera Morrisa.

Niezwykle urokliwa ta płyta – pełna chwytających za serce wdzięcznych melodii, tworząca ulotny klimat nieuchwytnej zadumy, przenosząca nas w czas zawsze arkadyjskiej młodości. Posłuchajcie!

Ghostly International 2011

www.ghostly.com

www.myspace.com/ghostlyinternational

www.tychomusic.com

www.myspace.com/tycho

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarzy 5

  1. elkoza

    Nie do opisania…piękna muzyka 🙂

  2. crimson

    „The Walk” jest świetny, ale „Elegy” po prostu cudowny…muzyka jak z najpiękniejszego snu

  3. Heliosphaner

    „Adrift” jest najbardziej Boardowe. Bardzo przyjemny album, zresztą jak niemal wszystko co można przybliżyć mniej lub bardziej do twórczości Boards Of Canada. Ale porównując całość wydawnictwa – bliżej do Ulricha Schnaussa.

  4. Randal

    Tycho jak zwykle z klasą, sympatyczna płytka w sam raz na wyczekiwanie nowości ze strony BoC oh tak marzenia… recenzja jak najbardziej na + 🙂

  5. killia

    mi się podoba końcówka. tak należy mówić o tej płycie 🙂