Ansome – Hands Of The Harbour
Paweł Gzyl:

Punkowy gest.

Lapalux – Amnioverse
Ania Pietrzak:

Jak zachwyca?

Various Artists – X – Ten Years Of Artefacts
Paweł Gzyl:

Techno w swej najbardziej pomysłowej wersji.

Julek Płoski – śpie
Jarek Szczęsny:

Coś nowego.

Karenn – Grapefruit Regret
Paweł Gzyl:

Pariah i Blawan improwizują.

Moor Mother – Analog Fluids Of Sonic Black Holes
Jarek Szczęsny:

Hałas i chaos.

Jazz Band Młynarski-Masecki – Płyta z zadrą w sercu
Jarek Szczęsny:

Jedna dla wszystkich.

Shapednoise – Aesthesis
Paweł Gzyl:

Nieznane mutacje basowych brzmień.

A Winged Victory for the Sullen – „The Undivided Five”
Mateusz Piżyński:

Ambientowe nowości z Ninja Tune

Enchanted Hunters – Dwunasty Dom
Krzysiek Stęplowski:

Czasem naprawdę warto czekać. Warto wypatrywać, nawet latami, jeśli tylko cierpliwość nagrodzona ma być w taki sposób.

Ecnahnted Hunters Dwunasty Dom
Rrose – Hymn To Moisture
Paweł Gzyl:

Techno w stylu Marcela Duchampa.

Trzaska/Mazurkiewicz/Szpura – North Meridian
Jarek Szczęsny:

Można się spocić od samego słuchania.

Giant Swan – Giant Swan
Paweł Gzyl:

Czy znany ze świetnych koncertów duet sprawdził się również w studiu?

Floating Spectrum – A Point Between
Jarek Szczęsny:

Cyfrowy pomnik przyrody.



Lucy – Banality Of Evil

W 1963 roku niemiecka teoretyk polityczny Hannah Arendt opublikowała słynną do dziś pracę „Eichmann w Jerozolimie: rzecz o banalności zła”. Postawiła w niej szokującą tezę głoszącą, że najbardziej zbrodniczych czynów wcale nie dopuszczają się socjopaci i psychopaci, ale zwykli ludzie, kiedy obowiązujące w danym państwie prawo uznaje je za coś normalnego. Te zainspirowane Holokaustem rozważania znalazły swój muzyczny wyraz niespełna pięćdziesiąt lat później – a podjął je na swym najnowszym wydawnictwie włoski producent Lucy.

Krążek otwiera krótka impresja na temat syntezatorowej linii zapożyczonej z nagrania szwedzkiego duetu Roll The Dice – „Superior Orders”. Jej tytuł odnosi się do prawniczego terminu oznaczającego uniewinniane żołnierzy z popełnianych na wojnie zbrodni ze względu na fakt, iż wykonywali oni rozkazy przełożonych.

Po tym wstępie Lucy przechodzi do konkretów – „Stanford Prison” to jeden z najlepszych utworów w jego dyskografii. Podstawę kompozycji stanowi zdubowany bit o tektonicznym brzmieniu, na który nakładają się kolejne fale zdegenerowanego szumu. Wszystko to pobija rozjeżdżona partia dronowych klawiszy – tworząca paranoiczny klimat osaczenia. Ma to oczywiście swoje wyjaśnienie w tytule – bo odnosi się on do słynnego eksperymentu psychologicznego przeprowadzonego w 1971 roku na uniwersytecie w Stanford, w ramach którego najpierw jedni ochotnicy byli strażnikami a drudzy więźniami, a potem – zamieniano ich role.

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/1941975-02.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=1941975-02″ allowscriptaccess=”always”]

„Milgram Experiment” to zwrot w stronę zdecydowanie bardziej połamanej rytmiki. Niepokojący klimat budują tutaj nie tylko lodowate pasaże metalicznych klawiszy, ale również zapętlony fragment ludzkiego głosu. „I began to feel that I was losing my identity” – to fragment wypowiedzi jednego z uczestników tytułowego eksperymentu, podczas którego psycholog społeczny Stanley Milgram badał w 1961 roku posłuszeństwo człowieka wobec autorytetów.

I wreszcie „Asch Paradigm” – najbardziej eksperymentalna kompozycja w tym zestawie. Rozważana na temat ludzkiego konformizmu oparte na badaniach przeprowadzonych w 1956 roku przez amerykańskiego psychologa, Lucy rozpisuje na radykalny prepar. Maksymalnie spowolnione akordy zdubowanych klawiszy splecione ze zdeformowanym głosem jakiegoś mamroczącego mężczyzny wnoszą industrialny wyziew, który poraża swym toksycznym brzmieniem.

Nowa płyta w katalogu Stroboscopic Artefacts to kolejny przyczynek do dyskusji na temat intelektualnych odniesień w nowej elektronice. Ale nie tylko – to również kolejny krok w coraz śmielszych eksperymentach szefa berlińskiej wytwórni. Wygląda na to, że przekraczanie wszelkich granic – muzycznych i myślowych – będzie jedynym stałym punktem w jego niezwykłej twórczości.

Stroboscopic Artefacts 2012

www.stroboscopicartefacts.com

 

 

 

Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarze 4

  1. Rogal

    no i zwięzła recenzja, w końcu. Bez „onirycznych plam, miękkich fal basline’u, medytacji” i innych osobistych impresji 😉

  2. Rogal

    genialny krążek

  3. keisuke

    Bardzo ciekawy koncept. Jestem pod wrażeniem, jak Stroboscopic Artefacts się rozkręca. Choć muzycznie bardziej czuję np. Jenssenową interpretację Nordheima i jego Les Fleurs Du Mal wg Baudelaire’a, niż formę dub czy minimal, to i tak jest świetnie. Poza tym – idąc za przykładem EP-ek Monad od I do X – mam nadzieję, że będzie ciąg dalszy. A więc czekam na „Zło. Wyzwanie rzucone nowej elektronice” 🙂

  4. Łukasz

    rzeczywiście dosyć odważny temat, szczególnie teraz. Niedawno był proces Andersa Breivika… A muzycznie?- świetna robota