Wpisz i kliknij enter

Guillaume & The Coutu Dumonts – Twice Around The Sun

Dwa albumy wydane przez projekt francusko-kanadyjskiego producenta w minionych latach, ustaliły jego reputację jako utalentowanego specjalisty od organicznego house`u o afrykańskich korzeniach. Szczególnie wyraziście objawiało się to podczas występów formacji na żywo – choćby i na naszym festiwalu Audioriver. Nic więc dziwnego, że Guillaume Coutu Dumont koncentrował się głównie na koncertach – odkładając pracę w studio na później. Po dwóch latach oczekiwania otrzymujemy jednak trzeci album jego zespołu.

Pierwsza część „Twice Around The Sun” stanowi ciekawe rozwinięcie wcześniejszych pomysłów producenta. Dominuje tutaj oczywiście house – ale pomysłowo podrasowany najpierw na funkową, a potem tribalową modłę. Otwierający płytę „Time Outta Joint” zaprasza nas w kosmiczną podróż – tak, jak to miał w zwyczaju dawniej czynić sam George Clinton na albumach Funkadelika czy Parliamentu. Okazuje się, że po drodze trzeba będzie jednak zawadzić o Czarny Ląd – co dzieje się w wypełnionymi plemiennym pulsem perkusjonaliów „Cascading Thoughts” i „Last Call (When Space Is The Bass)”. Przywoływane już samymi tytułami nagrań motywy rodem z kina sci-fi mają jednak za każdym razem swoje odpowiedniki w muzyce –  o czym świadczą choćby kosmiczne syntezatory w pierwszym i wokoderowe brzmienia w drugim z utworów.

W centrum zestawu Coutu Dumont umieszcza hipnotycznego killera – to wpisany w kontekst ekstatycznego deep house`u „Morning Gun”, rozciągający się między energetycznym pobrzękiwaniem masywnego basu a pulsującymi falami skorodowanego szumu. Kontrapunktem dla tej kompozycji jest uspokajający „Twice Around The Sun”. Tym razem kanadyjski producent sięga po spowolnioną rytmikę o hip-hopowej proweniencji – wypełniając przestrzeń między twardymi bitami tak pozornie nie pasującymi do siebie elementami, jak rozwibrowane arpeggia i zawodzące klawisze z jednej oraz jamajski zaśpiew o tęsknym tonie i subtelnie tkane akordy gitary z drugiej strony. Wszystko to jednak składa się na wyjątkowo spójną całość – urzekającą smutnym tchnieniem dalekich tropików.

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/2030236-02.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=2030236-02″ allowscriptaccess=”always”]

W drugą część albumu wprowadza nas soundtrackowy „Ten Thousand Feet” – jakby zanurzona w ambientowym sosie wolno płynąca wersja funkowego tematu ze słynnego „Shafta”. To jednak dopiero preludium – od „Constellation” muzyka z albumu wchodzi bowiem na zdecydowanie wyższe obroty. Rytmika tego i następnych nagrań staje się bardziej transowa – balansując swobodnie między techno a house`m. Dla kontrastu z tymi wyrazistymi bitami, reszta konstrukcji poszczególnych nagrań ma zdecydowanie bardziej klimatyczny charakter. We wspomnianym „Constellation” kanadyjski producent splata sample sfuzzowanej gitary z nastrojową partią saksofonu i ciepło pohukującymi klawiszami. „Discotic Space Capsule” wsparty na hipnotycznym pochodzie basu uwodzi zmysłowym śpiewem Jawa z tria dOP, oplecionym pojedynczymi uderzeniami matowych klawiszy. A w „Man, Woman And Soul” trafiamy na minimalowy groove niosący eteryczną narrację zatopioną w studyjnych pogłosach.

W finale płyty Coutu Dumonts wstępuje na wyżyny swego talentu – „Solar Flare” to chicagowski house podbity rave`owymi pohukiwaniami syntezatora basowego SH101, w którym mistyczny oddech wnoszą afrykańskie śpiewy zestawione z klimatyczną wokalizą Dave`a Aju i jamajska partią rwanej gitary. Brzmi to niemal jak religijny hymn o ekumenicznym tonie – wyśpiewany przez ziemskie plemię ku chwale wiecznej Światłości.

„Twice Around The Sun” stanowi bez wątpienia najwybitniejsze dokonanie kanadyjskiej formacji. To imponująca synteza „czarnej” mistyki z klubową energią, rozpisana na bogaty zestaw dźwięków rodem z dawnych epok i naszej współczesności. Tym razem Ikar rzeczywiście sięgnął Słońca.

Circus Company 2012

www.circuscompany.fr

www.facebook.com/circuscompany

www.facebook.com/pages/Guillaume-the-Coutu-Dumonts







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
4 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
karolina
karolina
8 lat temu

” – to wpisany w kontekst ekstatycznego deep house`u „Morning Gun””

z tego co widzę, to chyba „Morning Gin”

Paide
Paide
8 lat temu

Wysmakowana płyta. Dzięki Paweł za tip.

Polecamy