Jacaszek – Music For Film
Mateusz Piżyński:

To nie jest soundtrack, chociaż…

Sleeparchive – Trust
Paweł Gzyl:

Techno sprowadzone do loopów.

Trampique – Life Outside The Mirror
Jarek Szczęsny:

Melancholia codzienności.

Jan Wagner – Kapitel
Łukasz Komła:

Autentyczna bruzda.

Ian William Craig – Red Sun Through Smoke
Jarek Szczęsny:

Mgnienia poczucia straty.

Christian Löffler – Lys
Paweł Gzyl:

Piosenka jest dobra na wszystko?

Various Artists – Velvet Desert Music Vol. 2
Paweł Gzyl:

Soundtrack do współczesnego „acid westernu”.

Skalpel – Highlight
Bartek Woynicz:

Balsam na czas zarazy.

Electric Indigo – Ferrum
Paweł Gzyl:

W atomowym silosie.

Stian Westerhus – Redundance
Jarek Szczęsny:

Ucieczka od tradycyjnych piosenek.

Immortal Onion – XD [Experience Design]
Jarek Szczęsny:

Nie spodziewałem się ich tam spotkać.

Moses Sumney – græ Part 1
Jarek Szczęsny:

Przestrzeń okrojona ze skrajności.

Blind Boy De Vita – Cumpà
Łukasz Komła:

Z cienia w ogień!

Camea – Dystopian Love
Paweł Gzyl:

Futurystycznie i kobieco.



Blue Hawaii – Untogether

Czuje się tak, jakbym znalazł 100 zł na ulicy – moim szczęśliwym banknotem jest Blue Hawaii i ich debiutancka płyta.

Właściwie to tak wyglądało. No, prawie. Z grzeczną nieuwagą ignorowałem randomowe stacje internetowe które przeszkadały ciszy, czyniąc swoje drobne codzienności. Ignorancja się opłaciła, bo po jakimś bezpłciowym elevator music zatrzymałem się i przysłuchałem dziwnie znajomym i dziwnie dawno niesłyszanym dźwiękom.

Tym, co przykuło moją uwagę, był utwór „Try To Be”, kompletnie nieznanej dla mnie grupy Blue Hawaii.

Zespół tworzą tajemniczy „Agor” i „Raph” – o ile ośmioutworowa, debiutancka EPka „Blooming Summer” (2010) emanowała ciepłem, to „Untogether”, wzorem sinusoidy, dryfuje w odmienny nastrój. Może to następstwo procesu, w jakim był tworzony – artyści tworzyli go na odległość, „untogether”.

Gdy dotarłem do całości, poczułem jakiś cyfrowy smutek tropików i analogowe łzy skapujące na komputer, który rodzi później takie kalejdoskopowe dźwięki. Od początku słyszalna jest melodyka post-dubstepu, urok lo-fi i rozrzuconych wszędzie strzępów syntezatorów, instrumentów…

Można utonąć w głębi – są elektroniczne sztukaterie, gitarowe flirty, wśród chóralnych, zamglonych kobiecych wokali, wypełniających powietrze hipnotycznymi wizjami. Dream pop z toną melancholii, stalowych oczu i chłodnego uśmiechu, niosącego gęsią skórkę.

Postmodernistyczny kombajn przyniósł tu wiele dobrych rzeczy: jakby Soap&Skin i Enya na kwasie, trochę szumi Mount Kimbie, trochę Air France, dużo wpływów i niejednoznaczności. To jest złoty strzał – poświęćcie chwilkę tej płycie.

Arbutus, 2013

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarzy 5

  1. gat

    A jacy tam oni tajemniczy. Agor to Alexander Cowan, a Ra to Raphaelle Standell-Preston z Braids. Brzmią jak Grimes, z tej samej wytwórni.

  2. Dominika

    stwierdzenie o znalezieniu 100zł, idealne.
    Lecz dla mnie to milion.
    Ta muzyka, czuć ją w każdej części ciała, każdy dźwięk to milion nowych doznań i emocji.
    piękne, magiczne, nadzwyczajne!

    Rhye- znam byli ze mna długo, lecz teraz czas odpocząć. Witaj Blue Hawaii!

  3. Krytyk

    Oj piękna, piękna! Tak jak płyty Alice Russell i Rhye. Chciałbym tu zobaczyć recenzje ‚Women’.

  4. PolskiBandyta

    Piękna płyta!!!!!!!!!!!!!!!!!