Wpisz i kliknij enter

Hyetal – Modern Worship

Trwająca od kilku lat moda na dubstep, sprawiła, że wielu ambitniejszych słuchaczy odwróciło się plecami od tego gatunku. Chordy nafaszerowanych używkami dzieciaków, miotających się na parkietach modnych klubów w rytm muzyki Skrillexa (nazywanego – królem elektroniki!), zrobiła swoje. Raczej już nie wyskoczymy w towarzystwie z tekstem „A słyszeliście ten nowy dubstepowy album…”, bo narazić możemy się na ostracyzm i skrywane z trudem uśmiechy politowania znajomych. W tej sytuacji trochę zaryzykuję, ale, co tam – odpalcie Hyetal, to naprawdę fajny dubsteb.

W roku 2009 David Corney wypuścił dwa winylowe wydawnictwa: „Neon Speech” i „Pixel Rainbow Sequance”. Płyty narobiły sporo zamieszania na angielskiej scenie elektronicznej i o Davidzie zrobiło się głośno, także poza Wyspami. Przybierając ksywkę Hyetal i decydując się na granie dubstepu, młody producent doskonale wiedział, za co się bierze. Nie był jednym z tych gości, którzy bezmyślnie podążają za sezonowymi trendami, by wraz z nimi przeminąć.

Od debiutu Corney’a minęły już 3 lata i dzisiaj może się on pochwalić dwoma długogrającymi płytami, wspólnym projektem z Julio Bashmorem (kryjącym się pod nazwą Valeour), uznaniem krytyków i publiki. „Modern Worsip” potwierdza, że mamy do czynienia z artystą nietuzinkowym, zdolnym, wnikliwym i przekonującym. Na najnowszym krążku zbudował on na dubstepowym fundamencie, budzącą podziw konstrukcję, składającą się z perfekcyjnie dopasowanych do siebie elementów synth-popu, dream-popu, electro czy hip-hopu. Tak, sporo się tutaj dzieje.

hyetal-feature-4-4.12.2011

Album otwiera kawałek „Forefathers”, brzmiący jak wariacja na temat twórczości Men Without Hats. Szaleńczy w swojej formie zloopowany synth wymienia ciosy ze sterylnym, zimnym beatem.   Lata 80. stają przed oczami niczym żywe. Mocno współczesną rzeczą jest z kolei „The City Is Ouers”, z galopującym automatem perkusyjnym, eleganckimi klawiszami i enigmatycznym kobiecym wokalem. „LakeRider” to porcja gęstego, smolistego dubstepu , przyprawionego dream-popową posypką. Uwagę zwraca „Nothwest Pasanger” –  na pierwszy plan ponownie wysunięte są agresywne bębny, gdzieś z oddali docierają do nas oniryczne, ambientowe echa, rozbijające się o łagodny głos – śpiewającego gościnnie – Gwilyma Golda. „Jam The Network” powinien przypaść do gustu zwolennikom dźwięków spod znaku Chromatics. Ciekawie wypada, snujący się leniwie wśród anielskich chórów i rozmiękczonych beatów „Four Walls”. Podobnych „zwalniaczy” jest na „Modern Worsip” jeszcze kilka. Hyetal to nie tylko zawrotne tempa, ale i subtelne, cyzelowane do perfekcji łagodne melodie.

Słuchanie tej płyty to fascynująca nocna podróż. Wędrujemy ulicami miasta, nagle spływa na nas gęsta, czerwona mgła, od której nie ma sposobu uciec. Zatapiamy się w niej całości i przemierzamy nieznane tereny, rozświetlane jedynie rozmytym blaskiem neonów reklamowych. Ludzkie cienie przemykają dyskretnie tuż obok nas, kształty budynków są niewyraźne, mamy wrażenie, że oddalają się od nas i przybliżają. Noc pulsuje i przybiera dziwne formy. Ale, co zaskakujące, czujemy się bezpiecznie i jest nam, po prostu, dobrze…

Hyetal robi zdecydowany krok na przód, nie pozostawiając wiele miejsca na wątpliwości i złośliwości krytyków. „Modern Worsip” to bardzo dobry album, wyprodukowany przez jednego z najlepszych, obecnie, twórców muzyki elektronicznej z Wielkiej Brytanii. Nie mam, co do tego żadnych wątpliwości.







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy