SCSI-9 – Squares & Circles
Paweł Gzyl:

Pierwszy nowy album projektu od siedmiu lat.

Sarathy Korwar – More Arriving
Jarek Szczęsny:

Muzyka migracji.

Sandro Perri – Soft Landing
Jarek Szczęsny:

Chłód melodii.

Rhys Fulber – Ostalgia
Paweł Gzyl:

„I’m living in the 80s”

IRAH – Diamond Grid
Przemysław Solski:

Siatka utkana z ciekawości.

Strycharski Kacperczyk Szpura – I love you SDSS
Jarek Szczęsny:

Oglądanie nerwów.

!!! (Chk Chk Chk) – Wallop
Mateusz Piżyński:

Ciężkość punka z lekkością funka.

cover
Barker – Utility
Paweł Gzyl:

Transhumanistyczne przyjemności.

Monya – Straight Ahead
Paweł Gzyl:

Industrialne techno o pozytywnej energii.

Wojciech Golczewski – The Priests Of Hiroshima
Jarek Szczęsny:

Ścieżka dźwiękowa dla ery atomowej.

Múm – Yesterday Was Dramatic – Today Is OK
Paweł Gzyl:

Klasyk emotroniki.

Hildur Guðnadóttir – Chernobyl (OST)
Jarek Szczęsny:

Wyobrazić sobie niewyobrażalne.

Pruski – Black Birds
Jarek Szczęsny:

Wyszlifowany onyks.

Jaromir Kamiński, Rafał Warszawski, Palms Palms, Break Janek
Ania Pietrzak:

Beats & breaks idealne na koniec wakacji…



Halfway Festival 2013 w Białymstoku – relacja, zdjęcia i wideo

W dniach 28 – 30 czerwca odbyła się druga edycja Halfway Festival w Białymstoku. W tym roku organizatorzy postawili w znacznym stopniu na Skandynawię.

Halfway Festival (W połowie drogi) to projekt przygotowany przez Operę i Filharmonię Podlaską – Europejskie Centrum Sztuki w Białymstoku oraz Komitet Kultury Takk.

W 2012 roku podczas pierwszej edycji Halfway’a wystąpiły m.in. takie gwiazdy jak Wovenhand, Martin Hall czy The Mountain Goats. Przeczytajcie naszą relację z dwóch części ubiegłorocznej odsłony festiwalu: Songwriting Op!Era Festival i Op!Era Folk Festival.

Warto przypomnień też ideę jaką kierują się organizatorzy:

Prezentujemy artystów ważnych, odważnych, ciekawych, choć niekoniecznie najbardziej w Polsce medialnych. Nikogo nie wyróżniamy. Headlinerami są wszyscy, którzy do Białegostoku przyjadą i zagrają, headlinerem jest dla nas także publiczność. Halfway Festival to impreza podczas której nikt nie powinien się spieszyć. Nikogo nie przeganiamy ze sceny, nie wyciągamy wtyczek ze wzmacniaczy i bardzo liczymy na bisy…

Powyższe słowa są wtłaczane w życie festiwalowe i nie jest to kolejny manifest dobrych intencji, rozsyłanych w materiałach promocyjnych. Jeśli ktoś z was zawitał na Halfway Festival w tym lub poprzednim roku, to z pewnością zgodzi się z moimi słowami. Na brak widzów amfiteatr nie mógł narzekać, a z drugiej strony – każdy znalazł dla siebie odpowiednie miejsce, w którym mógł przeżywać te wyjątkowe koncerty. W tym roku na deskach amfiteatru, którego akustyka zadowoli najbardziej wybrednych słuchaczy, wystąpiło trzynastu artystów.

Pierwszy dzień festiwalu rozpoczął białostocki zespół Wilhelm Jerusalem. Grupę tworzą bardzo młodzi ludzie, lecz poważnie myślący o muzyce. Przygotowali repertuar całkowicie akustyczny, w oparciu o zestaw instrumentów smyczkowych, ale z gitarą w tle, gdzie piątym instrumentem był głos lidera.

Wilhelm Jerusalem

fot. Rafał Woliński/WronaART

Tuż po Wilhelm Jerusalem na scenę wskoczyła Anna von Hausswolff ze Szwecji, grająca na organach. Towarzyszył jej znakomity zespół muzyków, który tworzył idealny klimat do wokalnych i instrumentalnych popisów von Hausswolff. Był to jej pierwszy koncert w Polsce. Na jesieni artystka wystąpi na tegorocznej edycji Iceland Airwaves.

Anna von Hausswolff

Anna von Hausswolff 2

fot. Rafał Woliński/WronaART

Ten piątkowy i wyjątkowo chłodny wieczór miał zakończyć występ niezwykłej grupy Under Byen z Danii. Under Byen to zespół istniejący już prawie dwadzieścia lat, który wystąpił po raz pierwszy w Polsce. Jak dla mnie, to bez wątpienia najważniejszy zespół tegorocznej odsłony Halfway’a. Koncert Duńczyków może nie był za długi (trwał około sześćdziesięciu minut), ale warto było czekać lata aby zobaczyć ich na żywo, a był to wyjątkowy koncert pod każdym względem. Nawet problem techniczny, który pojawił się w połowie, niespecjalnie mnie wytrącił z rytmu.

Zespół wyszedł na scenę w pięcioosobowym składzie. Niezwykły głos Henriette Sennenvaldt rozpływał się po wszystkich zakamarkach, który to dodatkowo przepuszczała przez różne efekty. Nils Gröndahl grający na skrzypcach, znaczną część koncertu spędził klęcząc, a to z prostego powodu, bo przed nim leżała masa różnych elektronicznych urządzeń. Często odkładał skrzypce, a chwytał za gałki, eksperymentując z elektroniką. Morten Svenstrup grał na wiolonczeli, kiedy to po chwili wstawał i wystukiwał cudowne dźwięki z marimby. Na najwyższym poziomie były też partie Andersa Stochholma, grane na syntezatorze, samplerze i gitarze. Już teraz wiem, że warto się wybrać na ich koncert, choćby był na Wyspie Wielkanocnej.

Under Byen

Under Byen - 2

Under Byen - 3

fot. Rafał Woliński/WronaART

Drugi dzień imprezy otworzył nasz polski songwriter Bobby The Unicorn. Na początku roku pisałem o jego debiutanckiej EP-ce „The Bravery” – tutaj.

Bobby The Unicorn

fot. Kasia i Michał Heller, Michał Kość / OiFP

Później przyszedł czas na występ zespołu HandmadE z Białorusi.

HandemadE

fot. Kasia i Michał Heller, Michał Kość / OiFP

W zeszłym roku Sóley zagrała na Halfway wraz z Sin Fang, a tym razem artystka z Islandii wystąpiła solo.

Soley

Soley 2

fot. Kasia i Michał Heller, Michał Kość / OiFP

Koncert pełen energii zafundowała nam SoKo z Francji. Nagrywa od 2007 roku, lecz dopiero w 2012 roku ukazała się jej debiutancka płyta „I Thought I Was an Alien”.

SoKo 1

SoKo 2

fot. Kasia i Michał Heller, Michał Kość / OiFP

Ale najważniejszy koncert drugiego dnia odbył się tuż po 23:00, kiedy na scenę wkroczył Sivert Høyem – były członek norweskiego zespołu Madrugada. Høyem to songwriter z krwi i kości, a do tego obdarzony mocnym i głębokim głosem. Ten wieczór zdecydowanie należał do Siverta, który dał niezapomniany koncert. Artysta polskiej publiczności zaprezentował się po raz pierwszy.

Sivert Hoyem 1

Sivert Hoyem 2

Sivert Hoyem 3

fot. Kasia i Michał Heller, Michał Kość / OiFP

Trzeci dzień festiwalu rozpoczął się od deszczu, a w jego towarzystwie zagrał Markas Palubenka z Litwy.

Markas Palubenka

fot. Kasia i Michał Heller, Michał Kość / OiFP

Żywiołowy i doskonały set zaprezentował austriacki kwintet Gin Ga. Nie widziałem osób siedzących w miejscu. Panowie wychodzili na bis kilka razy, a to już wiele mówi. Kilka dni temu zespół wystąpił na tegorocznej edycji poznańskiej Malty.

Gin Ga 1

Gin Ga 2

fot. Kasia i Michał Heller, Michał Kość / OiFP

Trio w piżamach, czyli czas aby na deskach amfiteatru pojawili się członkowie projektu Domowe Melodie, którzy ostatnio zagrali również na Open’erze.

Domowe Melodie 1

Domowe Melodie 2

fot. Kasia i Michał Heller, Michał Kość / OiFP

Po drobnych zmianach w programie na scenę weszła gwiazda wieczoru Emilíana Torrini. Obok Björk i Sigur Rós najważniejsza postać islandzkiej sceny muzycznej. W maju tego roku ukazała się najnowsza płyta artystki „Tookah”, z której to kilka nagrań Torrini zagrała. W 2002 roku do współpracy zaprosił ją sam Peter Jakcson. Torrini wykonała piosenkę „Gollum’s Song”, która znalazła się w drugiej części filmowej trylogii „Władca Pierścieni”.

Emilíana Torrini 1

Emilíana Torrini 2

Emilíana Torrini 3

fot. Kasia i Michał Heller, Michał Kość / OiFP

Koniec tego dnia i całego festiwalu pozostał w rękach amerykańskiej grupy Local Natives z Los Angeles. W 2013 roku wydali swój drugi krążek „Hummingbird”, który zebrał świetne recenzje. Zagrali późną nocą i udowodnili, że są zespołem, który jest gotowy aby dać show na każdej scenie, choćby na Glastonbury czy Roskilde. Był to pierwszy koncert Local Natives w Polsce.

Local Natives 1

Local Natives 2

Local Natives 3

fot. Kasia i Michał Heller, Michał Kość / OiFP

 

Strona Halfway Festival »
 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarze 3

  1. Uwielbiam momenty, gdy artysta jedzie przez pół Europy z przeświadczeniem, że da koncert, gdzie raczej nie sprzeda płyt, nikt go nie zna i jednym słowem – jest duża szansa, że będzie drętwo, a mimo że faktycznie może znać go niewielka część widzów, zostaje naprawdę ciepło przyjęty. Podczas festiwalu było kilka momentów, w których publiczność dała odczuć Høyemowi, że jednak przynajmniej część z jego twórczości nie jest jej obca. Sivert dał się zaskoczyć jednak najbardziej tym, że ktoś słyszał o zawieszonej w 2008 roku grupie Madrugada. Zagrał kilka utwór z tamtych czasów, sporo z solowej ścieżki, ale dla mnie i tak wygrał wersją I’m On Fire Bruce’a Springsteena.

  2. To nie do końca moje klimaty, ale super atmo widzę. Świetna relacja, dzięki.

  3. jki

    Słyszałem że świeny festiwal, za rok przyjadę:)