Wpisz i kliknij enter

Q’Hey – Core

Jak się gra techno w Kraju Kwitnącej Wiśni?

Japonia od prawie dwóch dekad jest ważnym rynkiem nowej elektroniki. Szczególną popularnością cieszy się tam mocne techno – a to za sprawą ścisłej współpracy japońskich klubów z producentami z Berlina i Detroit. Jedną z najmłodszych tłoczni specjalizujących się w najcięższych odmianach muzyki tanecznej jest Torque.

Jej właściciel – didżej i producent Masa Ueda – powoli buduje swój katalog. Do tej pory ukazało się pięć winylowych dwunastocalówek firmowanych tym szyldem, a ich autorami byli w każdym przypadku japońscy artyści. Nie inaczej jest z pierwszym albumem wydanym przez Torque. Bo jego twórcą jest weteran tamtejszej sceny techno – Q’Hey.

Naprawdę nazywa się Masaya Kyuhei. Zadebiutował w 1998 roku – i to od razu dla własnej wytworni Moon Age. Potem obdzielał swymi nagraniami również inne tłocznie – choćby japońskie Plus i Kasuga czy belgijski MB Electronics. Jego popularność w Kraju Kwitnącej Wiśni ugruntował cykl klubowych imprez pod hasłem „Reboot”, odbywających się w tak popularnych tam klubach, jak Eleven czy Ageha.


Debiutancki album Q’Heya to hołd dla klasycznych form muzyki techno z lat 90. Nic więc dziwnego, że rozpoczyna się od ambientowego wstępu – kiedy jednak milknie „Accord”, w „Apache” uderzają sprężyste bity i warczące basy, wnosząc świdrujące loopy zanurzone w gęstwinie przemysłowych szumów. Podobnie wypada trzecia kompozycja w zestawie – wypełniony industrialnymi efektami „North Wind”. Dubowe pogłosy i metaliczne syntezatory stanowią z kolei o brzmieniu „Tied Up” – a wykorzystane w utworze bity, mają bardziej galopujące tempo.

Kolejna ambientowa miniatura to „Signal”. Po niej japoński producent znów bierze się do dosypywania węgla do pieca. „Jack” ma wyjątkowo bogatą aranżację – jest tu bowiem miejsce zarówno na pohukujący bas, jak również acidowy loop i niespodziewany atak toksycznego noise’u. Głównym elementem „Give Me” jest natomiast przetworzony głos – opleciony fabrycznymi odgłosami i podbity twardym pulsem.

„Montreaux” przynosi kolejną chwilę wytchnienia. A potem znowu spust surówki – bo energetyczny „Buddyroid” uderza zawodzącym skowytem przemysłowej syreny i sonicznymi akordami szorstkich syntezatorów. „Cut The Crap” i „Enter” są osadzone na nieco lżejszych rytmach – a ich budowa nosi piętno europejskiego minimalu z końca minionej dekady. Japoński producent nie odmawia sobie i tak ozdobienia obu kompozycji industrialnymi dźwiękami. Finałowy „Wasted Land” to znów prawdziwy wygar – brzmiący niczym sugestywne połączenie techno i EBM.

Q’Hey pozostaje wierny swym ulubionym brzmieniom od początku do końca. Tworzył taką muzykę piętnaście lat temu, tworzy ją i dzisiaj. O ile jednak w poprzednim dziesięcioleciu mógł być uznawany za epigona, obecnie trafia ze swoją debiutancką płytą w idealny czas. Dlatego „Core” to miła niespodzianka dla wszystkich wielbicieli klasycznego techno.

Torque 2013

www.torquebeat.com

www.djqhey.com

www.facebook.com/djqhey







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy

3 pytania – King Midas Sound

W walentynki ukazał się nowy album projektu Kevina Martina i Rogera Robinsona, a dziś gościmy ich w naszym cyklu mini wywiadów.