Wpisz i kliknij enter

VA – 70 Years Of Sunshine

Chciałbym was zachęcić do uczczenia wraz z Monotype Records 70. rocznicy. No właśnie jakiej rocznicy? Czy mówi wam coś data 16 kwietnia 1943 roku? I nie chodzi tu wcale o wydarzenia związane z II wojną światową.

Był to piątek, 16 kwietnia 1943 roku, przerwałem moją pracę w laboratorium, ponieważ ogarnął mnie niecodzienny niepokój w połączeniu z lekkimi zawrotami głowy i po południu udałem się do domu. Gdy już byłem na miejscu, to niezwłocznie położyłem się i zasnąłem mając uczucie, że jestem w stanie nietrzeźwym. Był to stan podobny do snu z zamkniętymi oczami (światło dzienne było nieprzyjemnie rażące), podczas którego odebrałem nieprzerwany strumień fantastycznych obrazów, niezwykłych kształtów z intensywną grą kalejdoskopowych barw. Po około dwóch godzinach wszystko minęło.

– Dr. Albert Hofmann.

Tak w 1943 Dr. Albert Hofmann opisywał swoje przypadkowe zażycie narkotyku LSD. Wspomniana podróż szwajcarskiego naukowca z laboratorium do domu odbyła się na rowerze i przeszła do historii jako sformułowanie „Bicycle Day”. Po trzech dniach Dr. Hofmann przeprowadził ponownie eksperyment, ale już biorąc świadomie niewielką dawkę LSD. Dzień wynalezienia i zsyntetyzowania LSD stał się kluczowym momentem kształtującym świadomość odbiorców ówczesnej kontrkultury lub jak kto woli, kultury psychodelicznej.

Pierwsze upamiętnienie odkrycia LSD, które nie polegało na zbiorowym braniu tego narkotyku, lecz na smakowaniu muzyki, odbyło się pięćdziesiąt lat później, czyli w 1993 roku (w momencie kiedy w San Francisco szalała popularność sceny rave). I właśnie wtedy wytwórnia Silent Records wydała wyjątkowy podwójny zestaw CD pt. VA – „ 50 Years of Sunshine”, gdzie różni artyści złożyli swój muzyczny hołd na cześć odkryć Dr. Hofmanna. Kuratorem i producentem tego przedsięwzięcia był Kim Cascone.

Deprymujący stan świata skłonił Kima Cascone, aby znów, po dwudziestu latach, wskrzesić pamięć o eksperymentach Dr. Hofmanna.

Ku większemu zadowoleniu to polska oficyna Monotype Records opublikowała ten dwupłytowy album VA – „70 Years Of Sunshine”. Nie mogło być inaczej, pierwszy CD został nazwany „Ascent” („Wzlot”), gdzie aż roi się od znakomitych nazwisk ze świata muzyki elektronicznej czy improwizowanej. Kompilację otwiera japoński artysta Makoto Kawabata, doskonale wszystkim znany muzyk z grupy Acid Mothers Temple. Przy „Lost Milkyway” unosimy się ku niezwykłym stanom dzięki akustycznym gitarom Kawabaty i jego odrealnionych linii wokalnych.

Szpulę pogniecionych melodii rozwija w „Blue Sunshine” Domic Cramp (aka Lord Tang), po czym napięcie opada i w utworze „Border Feather” japoński ambientowiec Chihei Hatakeyama zwiększa dopuszczalną dawkę melancholii. Następnie pojawia się bardziej dynamiczny fragment „Octopi (Underwater Dub 2)”, niezwykle kosmicznego projektu Makyo z Tokio. Wyciszenia dostarcza nam „Scilla Im Scilla”, trwający dziesięć minut utwór amerykańskiego eksperymentatora Rafaela Antona Irisarri.

W pewnym momencie widzę, że jestem cały w różowych kropkach, gdyż następny kawałek „Don’t Worry Dear, I’ll Be Holding Your Hand” jest autorstwa Legendary Pink Dots. Halucynogenne właściwości zawiera kompozycja „Owsley” Tima Gray’a jako Ethernet, którego możecie kojarzyć z oficyną Kranky. Kalifornijski artysta Michael Bailey, ukrywający się pod pseudonimem Invisible Path, uderzył w dronową nutę bliską starym produkcjom dźwiękowym SF. Wzlot kończy ostatni track „Lifting the Veil” Phila Legarda. Brytyjczyk na nowo odczarował brzmienie akustycznej gitary i wzniósł się hen, hen daleko, gdzieś blisko indyjskich rag.

Nadszedł czas na drugi CD „Descent” („Zejście”), a rozimprowizowane schodzenie rozpoczął w „Bloodbury 1988” Andrew Liles z Nurse With Wound. W „Back On The Bus” potrząsa nami muzyka projektu Rapoon, jednego z członków słynnego Zoviet France. Tuż po nim czas na polski akcent w postaci nagrania „Come Down” Komory A, w którym sporo zaszyfrowanej elektroniki. Grupa dzielnie zbliża nasz umysł do przejścia w stan pełnej świadomości, lecz jeszcze zwiotczały i niepewny swoich myśli. Wciąż lecimy, ale jest już coraz bliżej ziemi za sprawą utworu „Sliding Spaces” Mike’a Rooke’ego.

Rozproszone kalejdoskopowe obrazy projektu Lonely Crowd ciągle migają w „It’s Getting Near Dawn”, ale już z mniejszym natężeniem. Ambientowy blask słońca wdziera się pod nasze powieki dzięki Mystical Sun. Z upojnych sytuacji pomaga wyjść dobrze nam znany kolega – to Mirt i jego doskonałe nagranie „Soul Disorder” sprawiło, że czuję pewny grunt pod nogami. Energetyczny IDM Ceremonial Dagger obija się od moich uszu w kawałku „Synesthesia”, który stanowi idealne przejście do niesamowitej dubowej kompozycji „How About That?” szwedzkiego duetu Cotton Ferox.

Ostatni odruch w kierunku przebudzenia płynie z nagrania „No One Plays Upon Your Mind” Andy’ego Rantzena z australijskiego Pelican Daughters. Oj miło Rantzen cuci naszą świadomość do życia.

Właśnie takie płyty jak „70 Years Of Sunshine” są wydawane w Polsce. Ja już dopisałem tę składankę do swojej listy najważniejszych albumów tego roku. Mogę tylko pogratulować wydawcom i mieć nadzieję, że Kim Cascone za jakiś czas wyda koleją kompilację, co by potwierdzało, że świat w jego oczach stał się jeszcze bardziej deprymujący. Życzę mu jednak, aby powód był bardziej optymistyczny, a wydanie następnej składanki zainspirowane lepszą kondycją naszej rzeczywistości.

16.04.2013 | Monotype Records

 

Fragmenty wszystkich nagrań z albumu „70 Years Of Sunshine” można odsłuchać na stronie Monotype Records i tam również zamówić ten materiał.

Strona Monotype Records »
Słuchaj na Soundcloud »







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
5 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Paweł Gzyl
8 lat temu

W filmie „LSD. Substancja Alberta Hoffmana”, który można obejrzeć u nas w Planete, sędziwy doktor mówi tuż przed swoją śmiercią, że żałuje, iż jego „odkrycie” zostało rozpowszechnione.

Paweł Gzyl
8 lat temu
Reply to  Łukasz Komła

A propos „otwarcia bram dla kosmopolitycznej świadomości” – Steve Turner w niezwykle ciekawej książce „Głód niebios” pisze: „R.E.L. Masters i Jean Houston, podczas swych słynnych badań klinicznych nad LSD w latach 60., stwierdzili, że u zaskakująco wysokiego odsetka badanych występują obrazy okultystyczne i pogańskie. Prawie połowa z nich widziała demony, a tylko 7 procent – anioły. Analogicznie, aż 67% badanych miało halucynacje, że bierze udział w rytuałach religijnych starożytnej Grecji, Rzymu lub Egiptu, a tylko 8% – w rytuałach chrześcijańskich, judaistycznych lub muzułmańskich. (…) To znaczy, że albo LSD wyzwalało demony, czyli tłumione lęki i złe wspomnienia, albo też uszkadzało mechanizmy, za pomocą których świadomość broni się przed inwazją złych sił”.

dsv
dsv
8 lat temu

Muza ala 70s, dzieci kwiaty:)

Polecamy