BOA – Outer Gateways
Paweł Gzyl:

Dubstep ciągle żywy.

Pejzaż – Blues
Bartek Woynicz:

Nostalgiczna nóżka chodzi.

Jacaszek – Music For Film
Mateusz Piżyński:

To nie jest soundtrack, chociaż…

Sleeparchive – Trust
Paweł Gzyl:

Techno sprowadzone do loopów.

Trampique – Life Outside The Mirror
Jarek Szczęsny:

Melancholia codzienności.

Jan Wagner – Kapitel
Łukasz Komła:

Autentyczna bruzda.

Ian William Craig – Red Sun Through Smoke
Jarek Szczęsny:

Mgnienia poczucia straty.

Christian Löffler – Lys
Paweł Gzyl:

Piosenka jest dobra na wszystko?

Various Artists – Velvet Desert Music Vol. 2
Paweł Gzyl:

Soundtrack do współczesnego „acid westernu”.

Skalpel – Highlight
Bartek Woynicz:

Balsam na czas zarazy.

Electric Indigo – Ferrum
Paweł Gzyl:

W atomowym silosie.

Stian Westerhus – Redundance
Jarek Szczęsny:

Ucieczka od tradycyjnych piosenek.

Immortal Onion – XD [Experience Design]
Jarek Szczęsny:

Nie spodziewałem się ich tam spotkać.

Moses Sumney – græ Part 1
Jarek Szczęsny:

Przestrzeń okrojona ze skrajności.



Fern – Forsaken Exertion

Fern, czyli odległy…

Noon jako autor, niestety od kilku lat milczący (choć daje sygnały, że w tym roku może się to zmienić…), niejako na pocieszenie, zaczął odkrywać przed światem nowe talenty. Tym razem wydał nakładem swojej oficyny, debiut katowickiego producenta Tomasza Szepielaka. Ślązak w 10 instrumentalnych utworach kreśli bardzo sprawnie zaaranżowane syntetyczne szkice, które pomimo zimnej, zdystansowanej struktury mają w sobie coś organicznego. Są jak grafen, sztucznie uzyskany elektryczny przewodnik, ale z naturalną proweniencją.

Całość prawie 45-minutowego materiału, który oscyluje wokół formuły abstrakcyjnego hip-hopu, sprawia bardzo spójne wrażenie, do tego stopnia, że po pierwszym przesłuchaniu ciężko zapamiętać jakiś wybijający się fragment. Z każdym odsłuchem płyty odkrywamy jednak, że „Forsaken Exertion” to cyfrowa kopalnia, w której znajdujemy multum zakamuflowanych pokładów, a każdy odkryty korytarz prowadzi do następnego (spora w tym zasługa rewelacyjnej postprodukcji, do której zresztą S-33 nas już przyzwyczaiło). Fern utkał swój materiał z gęstej liczby dźwięków, ale udała mu się trudna sztuka utrzymania cienkiej granicy między wielowarstwowością a nadmiarem. Bardzo dojrzale i świadomie dobiera i moduluje fale akustyczne, dbając przy tym o kompatybilność brzmień jako całości.

Interesującym kluczem do omawianego debiutu jest kierowanie się w odbiorze nadanymi tytułami, które świetnie korespondują z muzyką. „Froschperspektive” sugeruje nam ciekawą zmianę punktu widzenia. Wyobrażeniowe wejście w skórę bezogonowego płaza, wraz z tłem zgotowanym nam przez Ferna tworzy niecodzienny eksperyment myślowy.”Gulls” z racji nieco „bachowskiego” sposobu prowadzenia melodii można by nazwać swoistym „electro-menuetem”, w którym odnajdziemy sporo odgłosów, kojarzących się z tytułowymi mewami. Tytuł utworu „Lagerkoller” oznacza stan psychiczny, w którym znalazł się, np. Jack Torrance pisząc pamiętne zdanie „All work and no play makes Jack a dull boy” lub o którym śpiewał kiedyś Nick Cave. W samym numerze intrygująca, basowa linia melodyczna pojawia się i znika na zgoła dubstepowych bębnach, a sam numer posiada co najmniej kilka ścieżek rytmiczno-melodycznych oddając tym samym atmosferę natłoku myśli.

„Lo-Pro-Fi” ma w sobie coś z klimatu okrutnych baśni. Na dzień dobry słyszymy pozytywkową melodyjkę, by za chwilę otoczyły nas liczne polifonie, zamglone pady, niezidentyfikowane kołatania czy skrzypnięcia. Do „Radio State” pomimo, że nie jest w zasadzie tanecznym numerem, z powodzeniem można by potańczyć electro boogie, znowuż kończące album „Strange Telescopes” przywodzi na myśl wyobrażenia nieregularnych obrazów ukazujących się przez Kosmiczny Teleskop Hubble’a.

Na „Forsaken Exertion” słychać, że Fern nasiąkł kiedyś hip-hopowym myśleniem, ale jest ono tylko odległą bazą do częstokroć dalekich wycieczek w krainy klasycznych eksperymentatorów pokroju Boards of Canada. Muzyka katowickiego producenta jest swego rodzaju abstrakcyjną lemowską opowieścią. Jak się okazuje warto wrócić do porzuconego niegdyś wysiłku i po dołożeniu sobie kolejnego trudu, stworzyć kawał niesztampowej muzyki, której cały czas brakuje nad Wisłą.

P.S. Warto wspomnieć, że z zawartością płyty harmonijnie współgra jej szata graficzna, za którą odpowiedzialna jest Aleksandra Żeromska (szkoda jedynie, że wydawnictwo nie zawiera książeczki, poszerzającej pomysł i klimat).

30.11.2013 | Nowe Nagrania

www.nowenagrania.bandcamp.com/music
www.soundcloud.com/nowenagrania

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.