Wpisz i kliknij enter

Kabale Und Liebe – Realitivity

Holenderski producent czerpie z tradycji różnych gatunków tanecznej elektroniki, ale unika wtórności, zestawiając ze sobą pomysłowo odmienne dźwięki.

Wydanie pierwszego albumu po dwudziestu latach didżejskiej kariery nie jest niczym wyjątkowym na klubowej scenie. Liron Van Daalen nie spieszył się więc z realizacją debiutanckiej płyty, jak wielu jego innych kolegów po fachu. Choć zaczął nagrywać już w 2006 roku, do tej pory skupiał się wyłącznie na winylowych dwunastocalówkach. Startował z wystylizowanym minimalem, by z czasem zwrócić się w stronę bardziej klasycznego techno i house’u.

Ewolucję tę podsumowuje krążek zatytułowany „Realitivity”. Holenderski didżej i producent firmuje go swym pseudonimem, zapożyczonym od klasycznego dramatu Fridricha Schillera – „Intryga i miłość”. Zanim niderlandzki twórca zabrał się do pracy nad tym materiałem, zmienił całkowicie sposób realizowania muzyki. Odstawił na bok komputer i zasiadł za analogowymi syntezatorami. Stąd wszystkie kompozycje na albumie zrodziły w czasie studyjnych jamów – nadając całości surowe i szorstkie brzmienie.

Takie granie trafia idealnie w swój czas. Już rozpoczynający właściwą część płyty „The Hunter” bucha gorącą energią, niesioną przez szurające bity, zgrzytliwe loopy i rozwibrowane klawisze. W kręgu nowojorskiego garage house’u pozostaje również „Dim” – choć tym razem Van Daalen nasyca miarowy rytm bardziej dubową pulsacją. Wraz z „Bats N’Butterflies” przenosimy się do Chicago – ponieważ bombastyczne basy i suche uderzenia automatu perkusyjnego uzupełnione mroczną narracją przywołują echa klasyki z Wietrznego Miasta.


Potem następuje zaskakujący zwrot akcji. „Lima Sweet Dreams” wprowadza bowiem na płytę połamaną rytmikę rodem z UK garage’u. Klaskane breaki i popiskujące efekty prowadzą nas wprost do „Fat’ish’ Ass”. To kolejna niespodzianka – bo tym razem holenderski producent stawia na bujający Miami Bass, łącząc frykcyjne rytmy z zawadiackim rapem i kraftwerkowymi syntezatorami. Podobne brzmienia wracają dopiero pod koniec albumu. W „Pop Artro” otrzymujemy bowiem dubstepowa miniaturę, a finałowy „1535’08 10” uderza miarowym pulsem mechanicznego electro, wnosząc chłodny powiew metalicznych klawiszy.

Zanim jednak krążek dobiegnie końca, składamy wraz z Kabale Und Liebe wizytę w Detroit. To oznacza oczywiście masywne techno ze szkoły Jeffa Millsa. Otrzymujemy je w dwóch kompozycjach – „Can I Have S’Amore” i „Too Many Circuses, Not Enough Freaks” (świetny tytuł!) – dzięki którym rozbrzmiewają acidowe loopy, laboratoryjne efekty i dronowe wyziewy. Nieco lżejszą odmianę klubowej muzyki z Motor City otrzymujemy w dwóch innych utworach. „Sammy Hoboken” i „Nordlove” przywołują wspomnienie solidnego tech-house’u spod znaku Blake’a Baxtera. Stąd tutaj twarde bity i zwaliste basy, ale też kosmiczne arpeggia i soundtrackowe smyczki.

Chociaż „Realitivity” przynosi dosyć różnorodny materiał, nie rozpada się on pod względem stylistycznym na osobne bloki. Dzięki analogowej produkcji, wszystkie kompozycje łączy to samo brzmienie – tryskające naturalną energią i nasycone seksualną zmysłowością. W efekcie, amerykański house i techno łagodnie łączy się z brytyjską bass music. Holenderski producent czerpie z tradycji wszystkich tych gatunków, ale unika wtórności, zestawiając ze sobą pomysłowo odmienne dźwięki. Stąd debiutancki album Kabale Und Liebe robi dobre wrażenie – i zapamiętujemy ten ekscentryczny pseudonim, aby śledzić dalsze poczynania jego właściciela.

Soweso 2014

www.soweso.nl

www.facebook.com/Soweso.Music

www.kabaleundliebe.nl

www.facebook.com/Kabale.und.Liebe.Official







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
4 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
trackback

[…] materiał, nie rozpada się on pod względem stylistycznym na osobne bloki. Dzięki analogowej produkcji, wszystkie kompozycje łączy to samo brzmienie – tryskające naturalną energią i nasycone […]

jedrek
jedrek
6 lat temu

Spoko czasem jak pamietam niektore net labele trzymaly poziom , pamietam textone np i super idm owy label z litwy ale nazwa mi uciekla – byli megazajebisci

Jedrek
Jedrek
6 lat temu

Startował chyba w jakimś net labelu kiedy była faktycznie moda na minimale komputerowe

Polecamy