SCSI-9 – Squares & Circles
Paweł Gzyl:

Pierwszy nowy album projektu od siedmiu lat.

Sarathy Korwar – More Arriving
Jarek Szczęsny:

Muzyka migracji.

Sandro Perri – Soft Landing
Jarek Szczęsny:

Chłód melodii.

Rhys Fulber – Ostalgia
Paweł Gzyl:

„I’m living in the 80s”

IRAH – Diamond Grid
Przemysław Solski:

Siatka utkana z ciekawości.

Strycharski Kacperczyk Szpura – I love you SDSS
Jarek Szczęsny:

Oglądanie nerwów.

!!! (Chk Chk Chk) – Wallop
Mateusz Piżyński:

Ciężkość punka z lekkością funka.

cover
Barker – Utility
Paweł Gzyl:

Transhumanistyczne przyjemności.

Monya – Straight Ahead
Paweł Gzyl:

Industrialne techno o pozytywnej energii.

Wojciech Golczewski – The Priests Of Hiroshima
Jarek Szczęsny:

Ścieżka dźwiękowa dla ery atomowej.

Múm – Yesterday Was Dramatic – Today Is OK
Paweł Gzyl:

Klasyk emotroniki.

Hildur Guðnadóttir – Chernobyl (OST)
Jarek Szczęsny:

Wyobrazić sobie niewyobrażalne.

Pruski – Black Birds
Jarek Szczęsny:

Wyszlifowany onyks.

Jaromir Kamiński, Rafał Warszawski, Palms Palms, Break Janek
Ania Pietrzak:

Beats & breaks idealne na koniec wakacji…



Kabale Und Liebe – Realitivity

Holenderski producent czerpie z tradycji różnych gatunków tanecznej elektroniki, ale unika wtórności, zestawiając ze sobą pomysłowo odmienne dźwięki.

Wydanie pierwszego albumu po dwudziestu latach didżejskiej kariery nie jest niczym wyjątkowym na klubowej scenie. Liron Van Daalen nie spieszył się więc z realizacją debiutanckiej płyty, jak wielu jego innych kolegów po fachu. Choć zaczął nagrywać już w 2006 roku, do tej pory skupiał się wyłącznie na winylowych dwunastocalówkach. Startował z wystylizowanym minimalem, by z czasem zwrócić się w stronę bardziej klasycznego techno i house’u.

Ewolucję tę podsumowuje krążek zatytułowany „Realitivity”. Holenderski didżej i producent firmuje go swym pseudonimem, zapożyczonym od klasycznego dramatu Fridricha Schillera – „Intryga i miłość”. Zanim niderlandzki twórca zabrał się do pracy nad tym materiałem, zmienił całkowicie sposób realizowania muzyki. Odstawił na bok komputer i zasiadł za analogowymi syntezatorami. Stąd wszystkie kompozycje na albumie zrodziły w czasie studyjnych jamów – nadając całości surowe i szorstkie brzmienie.

Takie granie trafia idealnie w swój czas. Już rozpoczynający właściwą część płyty „The Hunter” bucha gorącą energią, niesioną przez szurające bity, zgrzytliwe loopy i rozwibrowane klawisze. W kręgu nowojorskiego garage house’u pozostaje również „Dim” – choć tym razem Van Daalen nasyca miarowy rytm bardziej dubową pulsacją. Wraz z „Bats N’Butterflies” przenosimy się do Chicago – ponieważ bombastyczne basy i suche uderzenia automatu perkusyjnego uzupełnione mroczną narracją przywołują echa klasyki z Wietrznego Miasta.


Potem następuje zaskakujący zwrot akcji. „Lima Sweet Dreams” wprowadza bowiem na płytę połamaną rytmikę rodem z UK garage’u. Klaskane breaki i popiskujące efekty prowadzą nas wprost do „Fat’ish’ Ass”. To kolejna niespodzianka – bo tym razem holenderski producent stawia na bujający Miami Bass, łącząc frykcyjne rytmy z zawadiackim rapem i kraftwerkowymi syntezatorami. Podobne brzmienia wracają dopiero pod koniec albumu. W „Pop Artro” otrzymujemy bowiem dubstepowa miniaturę, a finałowy „1535’08 10” uderza miarowym pulsem mechanicznego electro, wnosząc chłodny powiew metalicznych klawiszy.

Zanim jednak krążek dobiegnie końca, składamy wraz z Kabale Und Liebe wizytę w Detroit. To oznacza oczywiście masywne techno ze szkoły Jeffa Millsa. Otrzymujemy je w dwóch kompozycjach – „Can I Have S’Amore” i „Too Many Circuses, Not Enough Freaks” (świetny tytuł!) – dzięki którym rozbrzmiewają acidowe loopy, laboratoryjne efekty i dronowe wyziewy. Nieco lżejszą odmianę klubowej muzyki z Motor City otrzymujemy w dwóch innych utworach. „Sammy Hoboken” i „Nordlove” przywołują wspomnienie solidnego tech-house’u spod znaku Blake’a Baxtera. Stąd tutaj twarde bity i zwaliste basy, ale też kosmiczne arpeggia i soundtrackowe smyczki.

Chociaż „Realitivity” przynosi dosyć różnorodny materiał, nie rozpada się on pod względem stylistycznym na osobne bloki. Dzięki analogowej produkcji, wszystkie kompozycje łączy to samo brzmienie – tryskające naturalną energią i nasycone seksualną zmysłowością. W efekcie, amerykański house i techno łagodnie łączy się z brytyjską bass music. Holenderski producent czerpie z tradycji wszystkich tych gatunków, ale unika wtórności, zestawiając ze sobą pomysłowo odmienne dźwięki. Stąd debiutancki album Kabale Und Liebe robi dobre wrażenie – i zapamiętujemy ten ekscentryczny pseudonim, aby śledzić dalsze poczynania jego właściciela.

Soweso 2014

www.soweso.nl

www.facebook.com/Soweso.Music

www.kabaleundliebe.nl

www.facebook.com/Kabale.und.Liebe.Official

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarze 4

  1. jedrek

    Spoko czasem jak pamietam niektore net labele trzymaly poziom , pamietam textone np i super idm owy label z litwy ale nazwa mi uciekla – byli megazajebisci

  2. Jedrek

    Startował chyba w jakimś net labelu kiedy była faktycznie moda na minimale komputerowe

Kto linkował?

  1. Kabale Und Liebe – Realitivity | kulturalniecak