Wpisz i kliknij enter

Ulli Bomans – Riven

Słychać w tych nagraniach, że Ulli Bomans zaczynał swą przygodę z nową elektroniką dwie dekady temu.

Solowa twórczość tego niemieckiego producenta nie jest zbyt okazała. Chociaż jest obecny na berlińskiej scenie elektronicznej od dłuższego czasu, zrealizował pod szyldem Schieres zaledwie dwie winylowe dwunastocalówki. Nie sposób jednak nie docenić jego wkładu w dokonania duetu Schrubbn, który tworzy od lat wspólnie z szefem Shitkatapult, Marco Haasem.

Tak się bowiem składa, że Ulli Bomans to przede wszystkim twórca sztuk wizualnych. Obecnie pracuje na stałe w Hamburgu i Bremie, a większość jego prac to szerokoformatowe kolaże, kojarzące się oczywiście z ideą samplingu w nowej elektronice. Nic więc dziwnego, że debiutancki album artysty dostajemy dopiero teraz – a ozdabia go fragment jego pracy „Missing Ships” z wystawy „Spoilpark”.

Zaczyna się niezwykle ciekawie – od zbasowanych akordów rodem z klasycznych nagrań D.A.F. Potem dołącza do nich miarowy puls, zamieniając „So What?” w arogancką wersję minimalowego techno. „Missing Ships” zgodnie ze swym tytułem ewokuje morskie skojarzenia – i rzeczywiście kompozycję wypełniają wolno kroczące akordy rodem z podwodnego dubu w stylu Porter Ricks. W utworze „Barbara” niemiecki producent sięga po motorykę bliższą brytyjskiej bass music – nasyca ją jednak radykalnie zdeformowanymi dźwiękami piano, które nadają całości wręcz lamentacyjny charakter.


„$55” znów przywołuje brzmienia klinicznego minimalu z minionej dekady. Bomans przyozdabia nagranie furkoczącym loopem imitującym odgłos nadlatującego helikoptera – zanurzając go w gęstwinie industrialnych szumów. „Curb Your Ego” to najbardziej rozbudowana kompozycja w zestawie. Niesie ją monotonny bit rodem z dub-techno, a głównym motywem aranżacyjnym wydaje się być żrący motyw w tle. Tymczasem w pewnym momencie z drugiego planu wyłania się pulsujący pasaż syntezatorowy, który w finale zdominowuje cały utwór orgią kakofonicznego zgiełku.

Druga część płyty brzmi jak hołd Bomann dla prostego i skocznego techno z połowy lat 90. Zaczyna się od „Dirty Yoga” – i kompozycja ta aż zaskakuje swym bezpośrednim tonem, łączącym rave’owe akordy ze zmysłowymi westchnieniami tajemniczej dziewczyny. „Spoilpark” niemal od razu uderza konkretnym przytupem, kontrastując ze sobą szurające efekty i kraftwerkowe klawisze. Prosto w twarz wali też „On Mars” – agresywne techno o miarowym rytmie w stylu „umpa umpa”, w którym główną rolę odgrywa wijący się przester o zaskakująco melodyjnym charakterze.

Skromna to kolekcja – ale dosyć ciekawie ilustrująca najważniejsze fascynacje muzyczne jej autora. Słychać w tych ośmiu nagraniach, że Ulli Bomans zaczynał swą przygodę z nową elektroniką dwie dekady temu. Upodobanie do postrzegania techno w kategoriach wyładowania surowej energii, niemiecki producent uzupełnia jednak bardziej finezyjnymi pomysłami, sięgającymi od berlińskiego dubu do kolońskiego minimalu. Dla miłośników elektroniki rodem znad Renu – rzecz warta poznania.

Shitkatapult 2014

www.shitkatapult.com

www.facebook.com/pages/Shitkatapult/14285029649

www.ullibomans.com







Jest nas 13 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy