Wpisz i kliknij enter

Luke Abbott – Wysing Forest

Dyrygując syntezatorami.

Pochodzący z Norfolk producent zafascynowany analogowym sprzętem już na swym pierwszym singlu „‚B,B,B,B,B,B,B,B,B,B,B,B,B,B,B,B'” z 2006 roku ujawnił swoje ciągoty do szaleństw spod znaku Apex Twina. Późniejsze produkcje, a zwłaszcza głośny, długogrający debiut „Holkham Drones” wydany dla oficyny Jamesa Holdena, skierowały jednak etykiety lecące w jego stronę w kierunku połączenia legend krautrocka (utwór „Brazil”!) pokroju Cluster czy Neu! z tuzami z Boards of Canada czy Plaid.

Teraz po 4 latach od debiutu otrzymujemy drugi album, który jest efektem 6-cio tygodniowej rezydencji w Wysing Arts Centre w Cambridgeshire. Pod koniec 2012 artysta nagrywał tam bardzo dużo stereofonicznych improwizacji, częstokroć grając je przed małą publicznością lub też na wolnym powietrzu polany. W przeciwieństwie do poprzedniego albumu Abbott nie starał się komponować utworów tylko dał się ponieść temu co „wychodziło” z niego. Po zakończeniu stacjonowania przez kolejny rok producent pracował nad edycją materiału, ostrożnie dbając by rdzeń muzyki nie zamienił się w szereg niezrozumiałych efektów. Przy okazji tworzenia nowego krążka, Anglik wspominał o dużej inspiracji wynikającej z kontaktu z naturą (stąd m. in. nazwy utworów i albumu), ale też w postaci uduchowionego jazzu spod znaku Alice Coltrane, Sun Ra, Dona Cherry’ego czy Pharoaha Sandersa.

Już po pierwszym przesłuchaniu „Wysing Forest”, można stwierdzić, że norfolczyk zminimalizował rolę bitu na rzecz większej płaszczyznowości swojej muzyki. Całość materiału została wygenerowana przy pomocy laptopa, Tempestu, czyli automatu perkusyjnego Dave’a Smitha i oczywiście syntezatora modularnego, z którym Abbott bezsprzecznie jest kojarzony i z każdym kolejnym nagraniem dokłada kolejną cegiełkę do zostania czołowym wirtuozem tego instrumentu.


Luke Abbott – „Amphis” (live)

Największe wrażenie robi ponad 12 minutowy „Amphis” z szybkim rytmicznie początkiem otoczonym odgłosami z syntetycznej dżungli, przez którą przebijają się promienie dostojnych akordów oraz przesypujące się niczym w klepsydrze dźwiękowe ziarna. W okolicach połowy utwór zaczynają podlizywać kwaśne synth-jęzory, które z czasem swoją intensyfikacją wyznaczają zenit napięcia w kompozycji, po czym ostatnie 3,5 minuty to powolne wygasanie filmowo brzmiących padów.

„Free Spirit” rozpoczynają ciepłe, rozlewające się klawisze, które zostają rozfastrygowane przez zimne igły syntezatora oraz pobrzmiewające elctrobassy. Rytm numeru dyktują tylko sztuczne fale dźwiękowe, nie pojawia się w nim żaden element perkusyjny. W mocno nostalgicznym, wielościeżkowym „The Balance of Power” wspaniale budowane napięcie generowane jest głównie przez umiejętne rozplanowanie ściszania/podgłaśniania kolejnych partii melodyczno-rytmicznych, w kulminacyjnym momencie całość utworu przykrywa wibrująca, patetyczna wylewka z nakładających się modulowanych składników. Ciekawym, bo politycznie zaangażowanym kawałkiem jest „Free Migration” gdzie antyfarage’owy wydźwięk mamy odnaleźć w dość tanecznym charakterze, triolowo-transowych melodiach oraz ogromnym spiętrzeniu syntezatorowej piany.

Luke Abbott – „Free Migration”

Czy „Wysing Forest” powtórzy sukces długogrającego debiutu Brytyjczyka? Raczej nie, ale z pewnością jest to mocna pozycja, która powinna być zauważona w gąszczu tegorocznych premier. Tym bardziej cenna, że pozostaje na przekór modom wierna analogowej retro stylistyce, poprzez którą udanie łączy swego rodzaju melancholijność, z brzmieniową nerwowością, niekiedy bliską nawet dysonansowi. Tak jak kiedyś Kantor zdawał się dyrygować falami Bałtyku, tak Abbott zdaje się mieć jakąś magiczną batutę, za pomocą której steruje syntetycznymi falami generowanych dźwięków.

23.06.14 | Border Community

www.lukeabbottmusic.com
www.soundcloud.com/border-community
www.bordercommunity.com







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Inline Feedbacks
View all comments
Łukasz Komła
7 lat temu

Bardzo ciekawy album!

Polecamy