Fumiya Tanaka – Right Moment
Paweł Gzyl:

Spójna całość zbudowana z kontrastowych elementów.

Król – Nieumiarkowania
Jarek Szczęsny:

Nie chce nam mówić niczego wprost.

Burial – Tunes 2011-2019
Jarek Szczęsny:

Brama do innej rzeczywistości.

Zaumne – Contact
Jarek Szczęsny:

Niezwykła bliskość.

Various Artists – Consortium Vol. 1
Paweł Gzyl:

Z Albanii do Detroit.

ARRM – II
Jarek Szczęsny:

Dzieło spokoju.

Floating Points – Crush
Jarek Szczęsny:

Stare w służbie nowoczesności.

Stefan Goldmann – Veiki
Paweł Gzyl:

Najbardziej taneczny materiał niemieckiego producenta.

True – Made Of Glass
Łukasz Komła:

Pod rękę ze smutkiem i tańczmy!

Akwizgram – Nü romantik
Jarek Szczęsny:

Próg do przeskoczenia jest niewielki.

Claro Intelecto – In Vitro – Volume 1 & 2
Paweł Gzyl:

Piękna, ale niemodna muzyka.

Paweł Doskocz / Vasco Trilla – Hajstra
Jarek Szczęsny:

Nieprawidłowości w działaniu zmysłów.

Stenny – Upsurge
Paweł Gzyl:

Połamane rytmy zanurzone w ambiencie.

Justyna Steczkowska – Maria Magdalena. All Is One
Przemysław Solski:

Wędrówka duszy.



Big Mean Sound Machine – Contraband

Nie biją, nie ograbiają, ale sukcesywnie przemycają mało chodliwy towar, zwany afrobeatem.

Co jakiś czas można trafić na projekty, podejmujące w swojej twórczości wątki afrykańskie. Jednym z nich jest Big Mean Sound Machine. Całe szczęście amerykańska grupa, licząca trzynastu muzyków, nie lubi trzymać się sztywnych podziałów. Zespół od samego początku wszedł głęboko w afrobeatową stylistykę i nie tylko. Ich muzyka w równym stopniu oscyluje wokół jazzu, psychodelii z lat 60. i 70., funku, rocka, muzyki latynoskiej i bluesowej. To wszystko pojawiło się na debiutanckim albumie BMSM – „Ourobors” (2011 r.). Dwa lata później muzycy wydali drugą płytę pt. „Marauders”, stylistycznie zbliżoną do poprzedniej produkcji, choć słychać było, że artyści wciąż poszukują i eksperymentują z różnymi brzmieniami.

Na tegorocznym krążku – „Contraband” Amerykanie pokazali, że nadal są wierni swoim założeniom. Niezmiennie nad całością unosi się duch afrobeatu gdzieś z okolic Feli Kutiego, jak też nowojorskiej grupy Antibalas („In the Name of What?”, „Angriest Man in the World”). Wydaje się, że nagrania Big Mean Sound Machine są bardziej urozmaicone, w stosunku do tego, co proponuje Antibals. Dobrym przykładem jest kapitalny utwór „The Soothsayer”. Kompozycja „Whoa Gosh” z kolei przywodzi na myśl dokonania zespołu The Souljazz Orchestra. Jednak u BMSM jest zdecydowanie więcej psychodelii i brzmień syntezatorów („Junkies Everywhere”).

Niepodważalną siłą BMSM jest kreatywna umiejętność zamieniania prostego tematu w rozbudowaną i wielowarstwową muzyczną opowieść („Crime of Passion”). Na „Contraband” nie zabrakło też ukłonu w stronę arabskiego świata muzyki („Sweet Tooth”). Charakterystycznie brzmiące solówki gitarowe, jakie można spotkać w obrębie afrobeatowej konwencji, pojawiły się w tytułowym „Contraband”. Numer „Wolfpack” zaś ma wiele wspólnego z twórczością grupy Orchestre Poly Rythmo de Cotonou, która niebawem wystąpi na OFF Festivalu.

Mam wielką nadzieję, że uda się zespołowi Big Mean Sound Machine zaistnieć także na europejskim rynku. Z takim repertuarem, jaki prezentuje ten amerykański kolektyw, można wpisać się – i to bez jakichkolwiek kompleksów, do katalogu każdej poważnej wytwórni (co powiecie na Strut?). Członkowie BMSM w niezwykle twórczy sposób odczytują na nowo afrobeat. I nie traktują go jako substytut, a jako trzon, dający im energię do tworzenia niebylejakich pomysłów.

27.05.2014 | Angry Mom Records (winyl, CD)

 

Oficjalna strona zespołu »Profil na Facebooku »Profil na BandCamp »

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

1 Komentarz

  1. Iwona

    Witam, świetna muzyka,pozdrawiam!