Giant Swan – Giant Swan
Paweł Gzyl:

Czy znany ze świetnych koncertów duet sprawdził się również w studiu?

Floating Spectrum – A Point Between
Jarek Szczęsny:

Cyfrowy pomnik przyrody.

Bleu Roi – Dark/Light
Łukasz Komła:

Wiosną ubiegłego roku wsłuchiwaliśmy się w singiel szwajcarskiego projektu Bleu Roi, a przed kilkoma dniami ukazała się ich nowa EP-ka „Dark/Light”, którą przybliżamy i jednocześnie o niej rozmawiamy z Jennifer Jans.

Traversable Wormhole – Regions Of Time
Paweł Gzyl:

Adam X wraca do projektu sprzed dekady.

Sudan Archives – Athena
Jarek Szczęsny:

Do diabła z dobrymi radami.

Planetary Assault Systems – Plantae
Paweł Gzyl:

W stronę psychodelii.

Sleep D – Rebel Force
Paweł Gzyl:

Muzyczny zapach minionego lata.

Levitation Orchestra – Inexpressible Infinity
Jarek Szczęsny:

Podpalacze wzniecają eutymię.

Innercity Ensemble – IV
Jarek Szczęsny:

Luz i bogactwo.

Grischa Lichtenberger – RE:PHGRP
Paweł Gzyl:

Free jazz w „rasterowej” wersji.

Jónsi & Alex Somers – Lost and Found
Jarek Szczęsny:

Dla przyjemnego słuchania.

Conforce – Dawn Chorus
Paweł Gzyl:

Mistrzowski popis holenderskiego producenta.

Tunes Of Negation – Reach The Endless Sea
Jarek Szczęsny:

Problem leży gdzie indziej.

BNNT is Jacek Sienkiewicz – Multiversion #5
Jarek Szczęsny:

Część piąta – finał.



Big Mean Sound Machine – Contraband

Nie biją, nie ograbiają, ale sukcesywnie przemycają mało chodliwy towar, zwany afrobeatem.

Co jakiś czas można trafić na projekty, podejmujące w swojej twórczości wątki afrykańskie. Jednym z nich jest Big Mean Sound Machine. Całe szczęście amerykańska grupa, licząca trzynastu muzyków, nie lubi trzymać się sztywnych podziałów. Zespół od samego początku wszedł głęboko w afrobeatową stylistykę i nie tylko. Ich muzyka w równym stopniu oscyluje wokół jazzu, psychodelii z lat 60. i 70., funku, rocka, muzyki latynoskiej i bluesowej. To wszystko pojawiło się na debiutanckim albumie BMSM – „Ourobors” (2011 r.). Dwa lata później muzycy wydali drugą płytę pt. „Marauders”, stylistycznie zbliżoną do poprzedniej produkcji, choć słychać było, że artyści wciąż poszukują i eksperymentują z różnymi brzmieniami.

Na tegorocznym krążku – „Contraband” Amerykanie pokazali, że nadal są wierni swoim założeniom. Niezmiennie nad całością unosi się duch afrobeatu gdzieś z okolic Feli Kutiego, jak też nowojorskiej grupy Antibalas („In the Name of What?”, „Angriest Man in the World”). Wydaje się, że nagrania Big Mean Sound Machine są bardziej urozmaicone, w stosunku do tego, co proponuje Antibals. Dobrym przykładem jest kapitalny utwór „The Soothsayer”. Kompozycja „Whoa Gosh” z kolei przywodzi na myśl dokonania zespołu The Souljazz Orchestra. Jednak u BMSM jest zdecydowanie więcej psychodelii i brzmień syntezatorów („Junkies Everywhere”).

Niepodważalną siłą BMSM jest kreatywna umiejętność zamieniania prostego tematu w rozbudowaną i wielowarstwową muzyczną opowieść („Crime of Passion”). Na „Contraband” nie zabrakło też ukłonu w stronę arabskiego świata muzyki („Sweet Tooth”). Charakterystycznie brzmiące solówki gitarowe, jakie można spotkać w obrębie afrobeatowej konwencji, pojawiły się w tytułowym „Contraband”. Numer „Wolfpack” zaś ma wiele wspólnego z twórczością grupy Orchestre Poly Rythmo de Cotonou, która niebawem wystąpi na OFF Festivalu.

Mam wielką nadzieję, że uda się zespołowi Big Mean Sound Machine zaistnieć także na europejskim rynku. Z takim repertuarem, jaki prezentuje ten amerykański kolektyw, można wpisać się – i to bez jakichkolwiek kompleksów, do katalogu każdej poważnej wytwórni (co powiecie na Strut?). Członkowie BMSM w niezwykle twórczy sposób odczytują na nowo afrobeat. I nie traktują go jako substytut, a jako trzon, dający im energię do tworzenia niebylejakich pomysłów.

27.05.2014 | Angry Mom Records (winyl, CD)

 

Oficjalna strona zespołu »Profil na Facebooku »Profil na BandCamp »

 

 

 

Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

1 Komentarz

  1. Iwona

    Witam, świetna muzyka,pozdrawiam!