Wpisz i kliknij enter

Big Mean Sound Machine – Contraband

Nie biją, nie ograbiają, ale sukcesywnie przemycają mało chodliwy towar, zwany afrobeatem.

Co jakiś czas można trafić na projekty, podejmujące w swojej twórczości wątki afrykańskie. Jednym z nich jest Big Mean Sound Machine. Całe szczęście amerykańska grupa, licząca trzynastu muzyków, nie lubi trzymać się sztywnych podziałów. Zespół od samego początku wszedł głęboko w afrobeatową stylistykę i nie tylko. Ich muzyka w równym stopniu oscyluje wokół jazzu, psychodelii z lat 60. i 70., funku, rocka, muzyki latynoskiej i bluesowej. To wszystko pojawiło się na debiutanckim albumie BMSM – „Ourobors” (2011 r.). Dwa lata później muzycy wydali drugą płytę pt. „Marauders”, stylistycznie zbliżoną do poprzedniej produkcji, choć słychać było, że artyści wciąż poszukują i eksperymentują z różnymi brzmieniami.

Na tegorocznym krążku – „Contraband” Amerykanie pokazali, że nadal są wierni swoim założeniom. Niezmiennie nad całością unosi się duch afrobeatu gdzieś z okolic Feli Kutiego, jak też nowojorskiej grupy Antibalas („In the Name of What?”, „Angriest Man in the World”). Wydaje się, że nagrania Big Mean Sound Machine są bardziej urozmaicone, w stosunku do tego, co proponuje Antibals. Dobrym przykładem jest kapitalny utwór „The Soothsayer”. Kompozycja „Whoa Gosh” z kolei przywodzi na myśl dokonania zespołu The Souljazz Orchestra. Jednak u BMSM jest zdecydowanie więcej psychodelii i brzmień syntezatorów („Junkies Everywhere”).

Niepodważalną siłą BMSM jest kreatywna umiejętność zamieniania prostego tematu w rozbudowaną i wielowarstwową muzyczną opowieść („Crime of Passion”). Na „Contraband” nie zabrakło też ukłonu w stronę arabskiego świata muzyki („Sweet Tooth”). Charakterystycznie brzmiące solówki gitarowe, jakie można spotkać w obrębie afrobeatowej konwencji, pojawiły się w tytułowym „Contraband”. Numer „Wolfpack” zaś ma wiele wspólnego z twórczością grupy Orchestre Poly Rythmo de Cotonou, która niebawem wystąpi na OFF Festivalu.

Mam wielką nadzieję, że uda się zespołowi Big Mean Sound Machine zaistnieć także na europejskim rynku. Z takim repertuarem, jaki prezentuje ten amerykański kolektyw, można wpisać się – i to bez jakichkolwiek kompleksów, do katalogu każdej poważnej wytwórni (co powiecie na Strut?). Członkowie BMSM w niezwykle twórczy sposób odczytują na nowo afrobeat. I nie traktują go jako substytut, a jako trzon, dający im energię do tworzenia niebylejakich pomysłów.

27.05.2014 | Angry Mom Records (winyl, CD)

 

Oficjalna strona zespołu »
Profil na Facebooku »
Profil na BandCamp »







Jest nas 13 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Inline Feedbacks
View all comments
Iwona
Iwona
5 lat temu

Witam, świetna muzyka,pozdrawiam!

Polecamy