Jeff Parker & The New Breed – Suite For Max Brown
Łukasz Komła:

Projekcja magicznych obrazów.

Various Artists – Air Texture Vol. VII
Paweł Gzyl:

Rrose i Silent Servant serwują ambient? Niemożliwe!

Siavash Amini & Saåad – All Lanes Of Lilac Evening
Jarek Szczęsny:

Bez szwów.

Villaelvin – Headroof
Jarek Szczęsny:

Tylko bardziej.

Juno – Young Star
Jarek Szczęsny:

Infiltracja jazzu.

Lonker See – Hamza
Jarek Szczęsny:

Zawsze krok przed nami.

Men With Secrets – Psycho Romance And Other Spooky Ballads
Paweł Gzyl:

Erudycyjne ćwiczenie z ejtisowego electro.

Riverrun – The Same Silent Hill
Przemysław Solski:

Muzyka z krajobrazu.

Yogtze – Yogtze
Jarek Szczęsny:

Będzie filmowo.

Wacław Zimpel – Massive Oscillations
Jarek Szczęsny:

Letarg duchowy.

Hula – Shadowland
Paweł Gzyl:

Jak ambient przenikał industrial.

Nicolas Godin – Concrete and Glass
Mateusz Piżyński:

Elektroniczny aksamit, który już dobrze znamy.

Ghost In The Machine – Breaking The Seal
Paweł Gzyl:

Czego można się spodziewać po płycie, na której jeden z utworów nosi tytuł „Napalm Breath”?

Jachna/Ziołek/Buhl – Animated Music
Jarek Szczęsny:

Poszerzanie improwizacyjnej wrażliwości.



Lawrence – A Day In The Life

Muzyka niemieckiego producenta odmienia naszą percepcję najbliższego otoczenia.

Peter Kersten, Toshiya Kawasaki i Stefan Marx współpracują ze sobą od wielu lat. Pierwszy tworzy rozmarzoną elektroniką pod szyldem Lawrence, drugi wydaje ją nakładem swej tokijskiej wytwórni Mule Musiq, a trzeci – ozdabia te nagrania oryginalną grafiką. Swego rodzaju artystyczna celebracją tego „trójkąta” jest najnowsza płyta hamburskiego producenta – „A Day In The Life”.

To powrót Kerstena do klasycznej muzyki ambient. No – może nie tak całkiem klasycznej, bo w ciągu czterech dekad jej istnienia przyzwyczailiśmy się, że większość twórców tego gatunku stawia głównie na epickie formy muzyczne. Tymczasem niemiecki artysta serwuje nam coś dokładnie przeciwnego – kolekcję kruchych i zwiewnych miniatur, z których żadna nie trwa dłużej niż cztery minuty.

Część kompozycji z „A Day In The Life” ma konstrukcję opartą na dwóch planach. Pierwszy stanowią zapętlone akordy, tworzące podskórny rytm nagrania, a drugą – przestrzenne pasaże klawiszy. Tak brzmi otwierający krążek „Horses”, a także umieszczone nieco dalej „Marlen” czy „Blue Mountain”. W kilku innych utworach słychać wyraźny wpływ kosmische musik z lat 70. – to choćby minimalistyczne wariacje syntezatorowe w „Fainting”, „Simmer” i „Bonheur”.

Najciekawiej wypadają bardziej rozbudowane nagrania. „Lucy, Lucy” zaskakuje ciekawym zestawieniem podwodnych klawiszy z kroczącym pochodem basu. W „Nowhere Is A Place” i „Dreams Are Dead” trafiamy na dubową obróbkę dźwięku, która zgrabnie koresponduje z kosmicznymi efektami. „The Visit” i finałowy „Lost In Joy” wprowadzają z kolei na album glitchowy wątek – łącząc przestrzenne syntezatory z chrzęszczącymi trzaskami i stukami.

„A Day In The Life” to skromna i intymna płyta. Te niepozorne miniatury dźwiękowe mają jednak niezwykły urok. Kiedy dźwięki z albumu wypełniają pokój, robi się ciepło, spokojnie i przytulnie. W ten niezwykły sposób muzyka niemieckiego producenta odmienia naszą najbliższą przestrzeń. A przynajmniej jej psychiczną percepcję. Czyż nie tak właśnie powinien działać idealny ambient?

Mule Musiq 2014

www.mulemusiq.com

www.facebook.com/filmsandwindows

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.