Sarathy Korwar – More Arriving
Jarek Szczęsny:

Muzyka migracji.

Sandro Perri – Soft Landing
Jarek Szczęsny:

Chłód melodii.

Rhys Fulber – Ostalgia
Paweł Gzyl:

„I’m living in the 80s”

IRAH – Diamond Grid
Przemysław Solski:

Siatka utkana z ciekawości.

Strycharski Kacperczyk Szpura – I love you SDSS
Jarek Szczęsny:

Oglądanie nerwów.

!!! (Chk Chk Chk) – Wallop
Mateusz Piżyński:

Ciężkość punka z lekkością funka.

cover
Barker – Utility
Paweł Gzyl:

Transhumanistyczne przyjemności.

Monya – Straight Ahead
Paweł Gzyl:

Industrialne techno o pozytywnej energii.

Wojciech Golczewski – The Priests Of Hiroshima
Jarek Szczęsny:

Ścieżka dźwiękowa dla ery atomowej.

Múm – Yesterday Was Dramatic – Today Is OK
Paweł Gzyl:

Klasyk emotroniki.

Hildur Guðnadóttir – Chernobyl (OST)
Jarek Szczęsny:

Wyobrazić sobie niewyobrażalne.

Pruski – Black Birds
Jarek Szczęsny:

Wyszlifowany onyks.

Jaromir Kamiński, Rafał Warszawski, Palms Palms, Break Janek
Ania Pietrzak:

Beats & breaks idealne na koniec wakacji…

Lech Nienartowicz – Wrażenia i Mechanizmy
Jarek Szczęsny:

Pierwsze wrażenie.



Lawrence – A Day In The Life

Muzyka niemieckiego producenta odmienia naszą percepcję najbliższego otoczenia.

Peter Kersten, Toshiya Kawasaki i Stefan Marx współpracują ze sobą od wielu lat. Pierwszy tworzy rozmarzoną elektroniką pod szyldem Lawrence, drugi wydaje ją nakładem swej tokijskiej wytwórni Mule Musiq, a trzeci – ozdabia te nagrania oryginalną grafiką. Swego rodzaju artystyczna celebracją tego „trójkąta” jest najnowsza płyta hamburskiego producenta – „A Day In The Life”.

To powrót Kerstena do klasycznej muzyki ambient. No – może nie tak całkiem klasycznej, bo w ciągu czterech dekad jej istnienia przyzwyczailiśmy się, że większość twórców tego gatunku stawia głównie na epickie formy muzyczne. Tymczasem niemiecki artysta serwuje nam coś dokładnie przeciwnego – kolekcję kruchych i zwiewnych miniatur, z których żadna nie trwa dłużej niż cztery minuty.

Część kompozycji z „A Day In The Life” ma konstrukcję opartą na dwóch planach. Pierwszy stanowią zapętlone akordy, tworzące podskórny rytm nagrania, a drugą – przestrzenne pasaże klawiszy. Tak brzmi otwierający krążek „Horses”, a także umieszczone nieco dalej „Marlen” czy „Blue Mountain”. W kilku innych utworach słychać wyraźny wpływ kosmische musik z lat 70. – to choćby minimalistyczne wariacje syntezatorowe w „Fainting”, „Simmer” i „Bonheur”.

Najciekawiej wypadają bardziej rozbudowane nagrania. „Lucy, Lucy” zaskakuje ciekawym zestawieniem podwodnych klawiszy z kroczącym pochodem basu. W „Nowhere Is A Place” i „Dreams Are Dead” trafiamy na dubową obróbkę dźwięku, która zgrabnie koresponduje z kosmicznymi efektami. „The Visit” i finałowy „Lost In Joy” wprowadzają z kolei na album glitchowy wątek – łącząc przestrzenne syntezatory z chrzęszczącymi trzaskami i stukami.

„A Day In The Life” to skromna i intymna płyta. Te niepozorne miniatury dźwiękowe mają jednak niezwykły urok. Kiedy dźwięki z albumu wypełniają pokój, robi się ciepło, spokojnie i przytulnie. W ten niezwykły sposób muzyka niemieckiego producenta odmienia naszą najbliższą przestrzeń. A przynajmniej jej psychiczną percepcję. Czyż nie tak właśnie powinien działać idealny ambient?

Mule Musiq 2014

www.mulemusiq.com

www.facebook.com/filmsandwindows

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.