Mech – Pearlgraphs
Jarek Szczęsny:

Lepiszcze do związania ze sobą grubych okruchów.

Craven Faults – Erratics & Unconformities
Jarek Szczęsny:

Syntezator modularny poszedł na wędrówkę.

Rhythm Baboon – W-Life
Bartek Woynicz:

Z Chicago do Gdańska.

Algiers – There Is No Year
Bartek Woynicz:

Misophonia, czyli 700 wersów wołania do ściany.

Leandro Fresco & Rafael Anton Irisarri – Una Presencia En La Brisa
Jarek Szczęsny:

Niepewność własnego słuchu.

Flaner Klespoza – Przygody i tajemnice
Jarek Szczęsny:

Debiut podwójny.

Max Andrzejewski’s Hütte – Hütte & Guests Play the Music of Robert Wyatt
Łukasz Komła:

Robert Wyatt na ujazzowionym spacerze.

Fumiya Tanaka – Right Moment
Paweł Gzyl:

Spójna całość zbudowana z kontrastowych elementów.

Król – Nieumiarkowania
Jarek Szczęsny:

Nie chce nam mówić niczego wprost.

Burial – Tunes 2011-2019
Jarek Szczęsny:

Brama do innej rzeczywistości.

Zaumne – Contact
Jarek Szczęsny:

Niezwykła bliskość.

Various Artists – Consortium Vol. 1
Paweł Gzyl:

Z Albanii do Detroit.

ARRM – II
Jarek Szczęsny:

Dzieło spokoju.

Floating Points – Crush
Jarek Szczęsny:

Stare w służbie nowoczesności.



HV / NOON

O wspólnej płycie, fotografii, zmęczeniu muzyką, o Sopocie, Warszawie i o wielu innych sprawach.

Wywiad z duetem producentów miał miejsce tuż przed premierą ich albumu HV/NOON, rozmawiało się dobrze, więc materiał ma dość znaczne rozmiary. Namawiam jednak do dłuższego zatrzymania się i lektury całości:

Pamiętacie kiedy po raz pierwszy nastąpiło spotkanie z Waszymi wzajemnymi nagraniami?
HV: Myślę, że ja wcześniej niż Mikołaj z moimi, bo ja miałem chyba z 16 lat. Zawsze mi się podobał Grammatik, płyta Pezet/Noon też była fajna, podobnie jak instrumentalne albumy – może właśnie te najbardziej. Bardzo długo miałem „Gry Studyjne” na wszystkich komórkach, które posiadałem. Jest to płyta, która nie wylatywała z mojej playlisty, a jest mało płyt, które by gościły u mnie w przenośnym odtwarzaczu dłużej niż powiedzmy dwa miesiące. Natomiast holenderskie wydanie „Bleak Output” na płycie winylowej kupiłem kiedyś od nieświadomego sprzedawcy na Jarmarku Dominikańskim za 10 zł.

A NOON?
N: W moim przypadku było tak, że… Właściwie to jest dobre pytanie, bo nie pamiętam. Nie jestem pewien czy ja znałem Twoje rzeczy zanim się poznaliśmy?
H: Kiedyś gadaliśmy o tym, że jak się poznaliśmy kilka lat temu w Gdańsku, to znałeś mój stary numer pt. „You”.
N: Tak, to mi się bardzo podobało i kiedy się poznaliśmy to od razu skojarzyłem ten kawałek, a Piotrek zaczął mi opowiadać o swoim materiale – to była „Algebra”. Przesłał mi pliki i trzymałem je na dysku, trochę się bałem tego przesłuchać.
H: (śmiech)
N: Głównie z przeczucia, że mi się spodoba… I kiedyś w nocy odpaliłem „Algebrę”, od razu napisałem do Piotrka, że chcę to wydać.

Czyli stosunkowo niedawno się poznaliście?
N: Krótka historia, rok 2012.

Podejrzewałem, że się jednak znacie dłużej. Zapadła decyzja o wydaniu „Algebry” w Nowych Nagraniach, widywaliście się przez to częściej?
H: Siłą rzeczy tak. Ja osobiście utrzymuję kontakt z moimi wydawcami. To są fajni ludzie i moi koledzy. Często tak jest, że ludzie którzy robią muzykę i wzajemnie ją szanują, naturalnie podejmują współpracę.
N: To jest świat małych labeli. Wszyscy się raczej znają lub kojarzą, są targi płytowe, wspólne imprezy. Jest dobry klimat do tego by ludzie się w środowisku wzajemnie wspierali.


HV/NOON – „1%”

A pamiętacie dokładny moment kiedy zapadła decyzja o wspólnej płycie?
H: Gadaliśmy ostatnio wiele razy, że nie do końca jest to jasne. Ja bym to skwitował, że jakoś tak samo wyszło.

Chciałbym zapytać o proces samego powstawiania materiału. Hatti, niedawno zamieszkałeś w Warszawie, więc pewnie w grę wchodził kontakt via internet?
H: Na początku zrobiłem wiele szkiców do tego projektu, natomiast później bardzo dużo jeździłem do Warszawy. Uczestniczyłem we wszystkich sesjach nagraniowych z wokalistami, którzy są na tej płycie. Po prostu chciałem być jak najwięcej fizycznie podczas powstawania tej płyty. Nie był więc to tylko projekt korespondencyjny.

Czyli generalnie szkice Piotra były podstawą do dalszego działania.
N: Od tego zaczęliśmy, te szkice nakreśliły klimat płyty. Potem ja się nimi zajmowałem, starałem się je ubrudzić, jednak potem często to jeszcze wracało do Piotrka.

Kiedyś dadaiści pisali opowiadania na zmianę w kilka osób, każda z nich pisała po zdaniu zmieniając tym samym zamysł „narracyjny” poprzednika, nie mieliście obaw wynikających ze wspólnej pracy?
N: Nie widziałem tego w ten sposób, że siedzimy obaj przy komputerze czy w studiu i coś wymyślamy. Była to praca niezależna. Myślę, że takie wspólne siedzenie i grzebanie w mojej naturze w ogóle nie leży.

Obydwaj macie bezpośredni kontakt facebookowy ze swoimi odbiorcami, w okolicach czerwca zapytałeś NOON „z kim tu coś nagrać?” Wiedziałeś już z kim?
N: To był gdzieś środek albo nawet 2/3 pracy nad tą płytą. szczerze mówiąc mieliśmy spory problem, bo nie widzieliśmy za wielu ludzi do współpracy… W rezultacie na tej płycie jest pięciu MC’s, pięciu raperów. Wczoraj mieliśmy wywiad w radiu i Hirek Wrona pytał nas jak byśmy nazwali tę płytę? Jaka to jest muzyka? W ogóle nie chciało mi przejść przez gardło, że to jest hiphopowe. Wydaje mi się, że na tej płycie raperzy są wokalistami. Generalnie osób, które mogłyby udźwignąć taki projekt nie ma za dużo.
H: Ja się bardzo cieszę, że się udało zaprosić tych ludzi i że się oni zgodzili. Nie miałem problemu z wytypowaniem potencjalnych zaproszeń.

Kilka dni temu Wojtek Sokół poinformował, że miał zaproszenie na płytę, ale nie dał rady czasowo. Ten Typ Mes nagrał swoją partię, ale ze względu na jej odbiegający od całości albumu charakter, nie weszła na płytę. Jest ktoś jeszcze kto się nie pojawił, a miał?
N: Ja chciałem zaprosić Jajonasza i to oczywiście zrobiłem. Po bardzo obiecującej rozmowie i zapewnieniu, że się odezwie po prostu zaginął. Przy tej płycie nie posyłaliśmy zaproszeń, mam na myśli, że nie dzwoniliśmy za ludźmi, nie prosiliśmy. Jeżeli ktoś chciał się dograć, to się dograł i tyle.
H: Wracając do tego, co mówił Mikołaj, to często kluczem była, no pomijając jakość wykonawczą, np. barwa głosu, takie bardziej muzyczne kwestie. I trochę szkoda, że Sokoła nie ma, bo uważam, że to jest jeden z ciekawszych głosów w Polsce.

Mikołaj jest kojarzony ze środowiskiem hiphopowym, ale Piotrek już totalnie nie.
H: Z tą muzyką faktycznie nie miałem nic wspólnego, ale zawsze miałem do niej jakąś słabość i ileś tam razy w życiu przeleciał mi przez głowę pomysł, by paru gości, którzy są na tej płycie, zaprosić do moich solowych produkcji. Dla mnie też ciekawe było robienie samej muzyki, ponieważ trochę jestem do niej nieprzyzwyczajony produkcyjnie. Nie znam patentów. Było to dla mnie zupełnie coś nowego i odświeżającego.


HV/NOON feat. Misia Furtak – „Nadważkość”

Od początku mieliście taki pomysł „idziemy w kolaboracje rapowe”?
H: Ale to jest istotne, że pół płyty jest instrumentalne, a pół z wokalami. Z całym szacunkiem dla tych świetnych wykonawców, ale jest to płyta mieszana. Wyszło dosyć ciekawie, bo brzmień na tej płycie jest naprawdę bardzo dużo. Niektóre mogłyby spokojnie funkcjonować na rynku brytyjskim, kojarzone z nurtami typu autonomic, są tam rzeczy 170 bpm, są numery bardziej hiphopowe i te które z hip-hopem nic wspólnego nie mają, są brzmienia NOON-a, są brzmienia HV, znajdziesz tam lata 80-te, dziwaczny sampling, field-recording, analog i cyfrę, są głosy żeńskie i męskie, rap o patologii w bloku i piękna, smutna, wielkomiejska „kołysanka”. Tam jest wszystko i była to czysta zabawa z tworzenia muzyki. Bez żadnych kalek, kopiuj/wklej, koniunkturalizmu. Naprawdę bardzo lubię tę płytę, lubię ją słuchać, ponieważ jest bardzo różnorodna, a z drugiej strony bardzo spójna.

Moim zdaniem to jest świetna sprawa, że tak to zrobiliście, bo nawet Ci młodzi słuchacze, zapatrzeni w polski rap, mogą się gdzieś tam załapać na coś szerszego, głębszego.
H: Faktycznie są tam takie brzmienia, na które słuchacz hip hopu czy też słuchacz chociażby nurtu autonomic, niekoniecznie wcześniej trafił i odwrotnie.
N: Śledzę polski hip-hop lewym uchem i często mam wrażnie, że jest mocno przewidywalny i nijaki. Kiedy ktoś mnie pyta, jakich producentów w środowisku widzę, to szczerze mówiąc w pierwszym odruchu wymieniam producentów z moich czasów, bo oni robili muzykę na poziomie prawie że nieosiągalnym dzisiaj. Muzycznie nie słyszałem praktycznie żadnej dobrej płyty, choć jest sporo solidnej produkcji, która wypełnia zapotrzebowanie, ale gdyby rapera na danej płycie nie było? To przeważnie nie ma w ogóle o czym mówić.
H: Fajne jest to, że udało się zaprosić kilku wokalistów, którzy są z trochę z innego pokolenia niż Mikołaj. Nie chodzi o pokolenie wiekowe, tylko pokolenie kulturowe, które robiło hip-hop na przełomie wieków. Są takie osoby jak Hades albo Małpa, moim zdaniem najlepsi młodzi MC’s w Polsce. Fajnie, że jest Misia Furtak, która jeśli chodzi o rzeczy związane z muzyką alternatywną, gitarową jest też kimś bardzo wyjątkowym na rodzimym rynku muzycznym. Są też weterani sceny, którzy nie są tu z przypadku, nie nagrali jakiś tam numerów na featuringu, tylko każdy nagrał utwór w zasadzie singlowy.

Chciałbym trochę odbiec od płyty. Interesuje mnie jaki wpływ na to jaka muzyka wychodzi Wam spod palców ma miejsce jako przestrzeń Was otaczająca? Wiem Hatti, że dużo podróżujesz, zbierasz nagrania terenowe, więc siłą rzeczy przesiąkasz tym gdzie jesteś, co potem ma pewnie wpływ na Twoją twórczość. Ostatnio na przykład byłeś na Białorusi, gdzie też podróżowałem i byłem zaskoczony tym krajem. Takie rzeczy mają na Was wpływ?
H: Tak, akurat na Białorusi bardzo mi się podobało. To straszne, co tam się dzieje w kontekście codziennego życia i polityki, natomiast odbiór muzyki i sam koncert wspominam jako jeden z lepszych w moim dotychczasowym dorobku. Miejsce jest mega istotne, pomijając konkretne miasto i atmosferę to np. nasza płyta powstawała głównie w Warszawie i Sopocie. Pierwsze to duże miasto, które powiedziałbym jest bardzo klimatyczne, jeśli można użyć tego obrzydliwego słowa jakim jest „klimatyczność”. Miasto dające energię nieporównywalną z niczym innym. Sopot natomiast jest bardzo spokojny i wyciszający.

Zwłaszcza zimą.
H: Tak, ja na przykład często odsłuchiwałem muzykę, którą robiliśmy właśnie na sopockiej plaży, szedłem promenadą i bardzo mi to pasowało. Oczywiście bardzo lubię robić muzykę w podróży, a że ten 2014 rok spędziłem cały w podróży, to pół płyty nagrałem na laptopie. Pamiętam, że w lipcu wracając z koncertu w czeskiej Pradze robiłem szkic w PKS-ie, który potem w domu stał się numerem, który wszedł na płytę.

A NOON?
N: Nie, to romantyczny mit. Pojechać w głusze i doznać olśnienia… Moim zdaniem kompletnie nie działa. Po prostu wszystko się zbiera w Tobie, a potem możesz tworzyć kompletnie wszędzie, tam gdzie czujesz się komfortowo. Ja po prostu muszę mieć miejsce, gdzie czuję się dobrze i mogę wtedy robić muzykę. Niestety jako, że jestem mocno analogowo-maszynowy, to to miejsce musi być konkretne, tzn. nie może to być autobus. Zresztą moja muzyka zawsze była związana z Warszawą.

No właśnie jest to symptomatyczne, że przecież obaj zrobiliście kawałki z Sopotem i Warszawą w tytułach. Te miasta chyba można powiedzieć bardzo wpływają na Waszą twórczość?
N: Myślę, że nie ma przypadków. Ten projekt jest tego mocnym wyrazem, że połączyliśmy style oraz miasta.


HV/NOON – „Haffner”

Tydzień temu miałem okazję nocować w hotelu na dworcu kolejowym w Duisburgu. Okno z mojego pokoju wychodziło na przeszkloną halę dworca, kursujące pociągi oraz na tył dużego neonu. Odpaliłem wówczas płytę Hatti’ego „Worship Nothing” i poczułem się jak bym przeniósł się na okładkę tego albumu. Wiem, że to wspomnienie na pewno zostanie na długo ze mną. Czy macie jakieś takie wspomnienie, gdzie muzyka jest ściśle powiązana z daną chwilą?
N: Pamiętam, że bardzo dla mnie ważnej kiedyś płyty „Endtroducing” Shadowa słuchałem w Londynie na słuchawkach. I pamiętam ten moment. Przyleciałem z nią ze sklepu i zgłupiałem.
H: ja natomiast pamiętam, że jakąś zimą czy najgorszą jesienią, stwierdziłem, że trochę nie mam nic do roboty i pomyślałem, że odwiedzę moją koleżankę, która grała koncert w niedalekiej Redzie. Jechałem wtedy zatłoczoną SKM-ką, nie było przyjemnie i pamiętam, że miałem wtedy ze sobą płytę zespołu Poliça. Puściłem to sobie – miałem akurat czas by tę płytę przesłuchać w całości i nie zapomnę jak po paru taktach po prostu zgłupiałem. To było tak dziwne uczucie, tak bardzo podobał mi się ten album, od A do Z, a był przesłuchiwany po raz pierwszy w tak niekomfortowych i okropnych warunkach, że zostało mi to w głowie, nastąpił zgrzyt – płyta jest wybitnie estetyczna, bardzo ładna produkcja, a tak nie współgrało to z miejscem, w którym pierwszy raz ją słyszałem. Mam też wspomnienie z pierwszym odsłuchem płyty zespołu Chromatics, pt. „Night Drive”. Jechałem pociągiem z Malmö do Kopenhagi mostem nad cieśniną Sund, następnie pociągiem z Kopenhagi do Aarhus i było to wyjątkowo przyjemne uczucie. Tam wszystko się zgadzało ze sobą, idealna symbioza muzyki z obrazem za oknem.

Nawiązując do tego wspomnienia z okładką, stwarzacie wrażenie osób zwracających dużą uwagę na kwestię graficzno-estetyczną. Zdaje się, że mówiłeś kiedyś Mikołaj, że masz około 300 zdjęć, które robisz aparatem średnioformatowym. Pewnie teraz już więcej?
N: Nie, wiele więcej nie ma. Pewnie wszystkich jakie zrobiłem aparatem średnioformatowym jest faktycznie z 300. Średni format jest na tyle wymagający i ciekawy, że klisza zawiera 12 zdjęć i często taka klisza u mnie leży po parę miesięcy w aparacie. Czasem jednak go biorę, robię zdjęcie i odkładam na dłuższy czas. To mi się też podoba, że to nie jest bezmyślne strzelanie. Kiedyś czytałem wywiad, gdzie ktoś stwierdził, że prawdziwa fotografia zaczyna się od 20 rolek dziennie. To był wywiad z początku lat 90. Trochę mnie to rozśmieszyło – no nie jest to mój styl. W sumie robię zdjęcia analogowe od chyba 8 lat, więc nie jest ich dużo.

W kwestii fotografii chyba bardziej ma znaczenie „oko”, niż kwestia sprzętu i ilość pstrykania?
N: Tutaj ma znaczenie też format, bo średni format to zdjęcia kwadratowe, czyli zdjęcia okładkowe. To, co się widzi może potem skończyć jako okładka. Małym obrazkiem robi się panoramę, z której trzeba coś wyciąć. Szczerze mówiąc, wszystkie okładki jakie robiłem są niewykadrowane. Nie jest tak, że się w komputerze coś tam układa, przycina. To jest też dla mnie fajne, w sensie wyzwania, takiego Zen.

A myślałeś, żeby się kiedyś podzielić?
N: Zdjęciami?

Tak, na jakiejś wystawie na przykład.
N: Nie, bo ja to robię głównie dlatego by powstała poligrafia. Bardzo nie lubię procesu projektowania okładek, to jest strasznie irytujące, mnóstwo błędów się pojawia, trwa to długo. Wymyśliłem więc, że będę robił zdjęcia – wrzucamy tytuł, napisy i do widzenia. Będę zadowolony i będzie to krótko trwało. Okazało się, że to też nie jest takie proste. Taka była mniej więcej geneza mojego robienia zdjęć.

Zmieniając trochę wątek – w swej wrażliwości muzycznej jawicie się gdzieś tam bardzo blisko siebie. Nawet gdy zapytałeś w necie, z kim miałbyś coś nagrać, to mi się Hatti pojawił na horyzoncie.
N: Trafiłem kiedyś na podcast Piotrka i mi się zajebiście podobał, bo tam był taki kogiel-mogiel, jakieś kawałki Kate Bush czy chyba Sade, potem dub, elektronika. Super.

Tak, ale to była dopiero połowa pytania, bo chciałem też zwrócić uwagę na pewne sprzeczności między Wami, oczywiście na ile można Was obserwować poprzez chociażby Wasze profile FB czy w wywiadach. Piotrek mi się jawi jako taki digger, który kopie, szuka nowej muzyki, bardzo różnej, tutaj Nick Cave, Sokół, tu My Bloody Valentine czy Burial. A Ty Mikołaj chyba nawet sam stwierdziłeś, że słuchasz muzyki tylko w aucie i w sumie raz leci muzyka dawna z Dwójki, a kiedy indziej radio ESKA. Byle coś tam było.
N: No nie byle coś tam było…
H: (śmiech)

W sensie, że włączasz radio i coś tam leci, ale nie, że sprawdzasz kolejne nowości i nie skupiasz się specjalnie na nowej muzyce.
N: Faktycznie nie szukam nowej muzyki. Internet mnie pod tym kątem totalnie wykończył. Nie znam źródeł, które mogłyby mi pod tym względem pomóc. Nie mam na to czasu. Słucham faktycznie tego, co mi jakimś przypadkiem wpadnie w ucho, ale nie jest to wszystko co leci.


HV/NOON feat. Eldo – „Wilk”

Nasz kolega redakcyjny Michał Fundowicz, ostatnio robił wywiad z Bartkiem Chacińskim i poruszył w nim temat odpoczynku od muzyki, czy też przesilenia muzyką. Macie takie doświadczenia?
H: Ponad rok temu, nie słuchałem muzyki prawie przez rok. Praktycznie nic. Zmęczyłem się muzyką. Jakąkolwiek. W domu słuchałem trochę muzyki klasycznej i to bardzo rzadko. Tudzież trochę jazzowych rzeczy. A z czego to do końca wynikało, że akurat jazzu? Nie do końca go rozumiem, bo jak słucham muzyki, to zawsze myślę, jak to zostało zrobione, bardzo analizuję. A ta muzyka mi się po prostu podobała stricte estetycznie i emocjonalnie, nie miałem pojęcia jak ona jest skonstruowana, zresztą tego materiału jest morze, nie znam wszystkiego i to jest bardzo przyjemne. Ale tak jak wcześniej powiedziałem bardzo długo nie słuchałem muzyki w ogóle i pamiętam, że było to bardzo dobre. Natomiast ostatnio znów słucham dużo i to głównie nowych rzeczy.
Jak przed tą przerwą słuchałem głównie starszych albumów i nie podobało mi się za dużo świeżych rzeczy, to teraz uważam, że jest sporo bardzo interesującej muzyki. Jestem totalnym fanem wytwórni Kranky. Jest to wytwórnia, w której wychodzą same świetne płyty. Tak jak się zastanawiałem nad 10 najlepszymi albumami z tego roku, to nie wiem czy z 8 nie będzie z jednej wytwórni.

A u Ciebie NOON jak jest?
N: We wrześniu czy październiku byłem 2 tygodnie w Sopocie i miałem możliwość korzystać z mieszkania, gdzie było bardzo dużo płyt. Jako, że byłem, poza swoim studiem i nie musiałem się zawodowo zajmować muzyką, to był to dobry moment by posłuchać czegoś nowego lub innego. Zacząłem przesłuchiwać płyty. Przesłuchałem ich z jakieś 30, jedna po drugiej i trafiłem na płytę Dave’a Brubecka, chyba 60-y któryś rok i nie wyjąłem tej płyty przez następne 12 dni. Spełniła wszystkie moje oczekiwania wobec muzyki, była przede wszystkim dobrze nagrana…
H: To chyba jest ta płyta o Japonii. („Jazz Impressions of Japan” – przyp. red.)
N: Tak, rzeczywiście. Potem przyjechałem do domu, kupiłem ją i nie przesłuchałem ponownie ani razu.. Niemniej jednak lubię trafiać na takie płyty, które są dla mnie wyjątkowe i zostają ze mną przez lata. Nie muszę mieć dużo płyt, nie muszę przesłuchiwać wszystkich płyt jakie wyszły danego roku. Mam kolekcję ważnych dla mnie płyt i co roku je przeglądam, po czym eliminuje tytuły, które nie przetrwały próby czasu. Trzymam się swojego kanonu, np. ta płyta Brubecka zostanie tam na długo.

A dopytując jeszcze o te przerwy od muzyki, sporo przebywasz w studiu, obcujesz z dźwiękiem, zatem musisz dużo słuchać. Zdarza Ci się uciekać od muzyki?
N: Tak, ale trudno nazwać słuchanie przez godzinę brzmienia, np. instrumentów perkusyjnych muzyką.

No tak, ale to też jest dźwięk.
N: Myślę, że jednak muzyka to coś więcej niż te kilka dźwięków, ale jednak pracując nad dźwiękiem o tym nie myślę. Nie spodziewałem się tego, ale tak jest. Kiedy byłem nastolatkiem był u nas w domu kolega mojego taty, który jest aktorem muzycznym. Ojciec puścił mu jakąś płytę i on od razu skwitował to: „a nie, nie, tu te harmonie banalne, to nie tak, itd.”. Natomiast słyszałem, jeszcze bardziej przerażające stwierdzenie, pod którym zaczynam się też podpisywać, a słyszałem je od jednego z lepszych realizatorów dźwięku w Polsce: „albo rodzina, albo dobre audio” i kiedyś mi się to wydawało śmieszne…

To jeszcze pytanie o koncerty. Ty Hatti miałeś ich ok. 60 z ostatnią trasą?
H: 65 występów było w tym roku, 7 krajów, 3 załamania nerwowe, 1 bijatyka przed występem.

Ciekawi mnie, tak jak mówiłeś o tym koncercie w Redzie, że sam też grałeś w takich miastach jak Wejherowo czy Słupsk, czyli tam gdzie generalnie mało się grywa.
H: Ja bardzo lubię grywać w takich miejscach. Odbiór jest często o wiele lepszy niż w dużych. Powiem Ci, że impreza w powiedzmy, no nie wiem,… w Opolu wychodzi z założenia lepiej, niż w Warszawie. Z mojego doświadczenia wynika, że dość łatwo udało się ułożyć te 60 koncertów, oprócz wydarzenia w Warszawie. Było to dość zaskakujące dla mnie, bo w paru miastach zdarzyło mi się wystąpić parę razy, a ze stolicą był problem. Trasa trwała od 31.01, a kończy się 26.12.

Pewnie trochę za wcześnie na to pytanie, ale planujecie jakieś koncerty z wspólną płytą?
N: Jest to na etapie planowania, ale niezbyt intensywnego, bo nie ma na to czasu. Natomiast nie będzie to proste, bo płyta z tyloma gośćmi nie będzie łatwa do przełożenia na regularną trasę.

Na pewno wielkim wydarzeniem był Twój powrót na scenę w tym roku. Pamiętam Cię jeszcze z koncertów z Grammatikiem i nagle po wielu latach, wróciłeś solowym koncertem na Off-ie. Ja akurat stałem koło Twojego taty, który był chyba mocno wzruszony i spalił Ci konkurs na odgadnięcie zmienionej wersji „Esiene”.
N: To musiałeś stać z przodu. Tak to był Maciek.

Chyba się świetnie czułeś wtedy na scenie, tak to wyglądało przynajmniej.
N: Trudno to nazwać powrotem, bo ja wcześniej nigdy nie grałem na żywo. Wcześniej po prostu grałem w “kapeli” hiphopowej, a jest to zupełnie co innego, bo wokalista skupia 95% uwagi na sobie, za nim może być tak naprawdę człowiek który robi wszystko na żywo, a może być też człowiek który odpala kompa i dla ludzi będzie dokładnie to samo. Natomiast w przypadku muzyki instrumentalnej wszystko się zmienia. Także na OFF-ie był mój pierwszy koncert. Dosłownie koncert. O to ludzie też pytali, już na samym festiwalu, czy będę grał z płyt. Wydawało się to raczej niepoważne.
H: Mam taką swoją refleksję na ten temat, że się mówi „o Noon wraca na scenę”, a z tego co wiem, to w sierpniu się odbył solowy debiut kolegi, a nie żaden powrót. Z jednej strony wielkie doświadczenie jako zespół, natomiast solo zagrałeś… 3 koncerty?
N: 4.
H: 4?
N: Tak, bo zaproszono mnie kiedyś w Berlinie na Festiwal Sztuki Polskiej i tam właśnie zagrałem z płyt, ale nie czułem się z tym specjalnie dobrze. Może dlatego później nie podejmowałem żadnych prób. A propozycja wyszła w końcu nie ode mnie, a od organizatorów OFF-a. Natomiast kwestia, że „NOON wraca!” to jest jakieś coroczne wydarzenie, nawet przy okazji reedycji płyty. W sumie każda okazja dobra. Teraz też tak jest, choć ja tak nie uważam.


HV/NOON – „Mono”

Przy „Grach Studyjnych” ukułeś termin muzyki totalnej, tworzonej różnymi sposobami jeśli chodzi o narzędzia jej tworzenia, ale na przykład o ile Hatti sięga po popularny ostatnio field recording to Ciebie chyba nie ciągnęło w tę stronę?
N: Nie, nigdy mnie nie ciągnęło w tę stronę. Zawsze mnie interesowała, np. synteza cyfrowa, komputerowa, ale dla mnie jest to nie do ogarnięcia. Odpalam takie VSTi, widzę 80 suwaków i mam 1 myszkę. Mój mózg jest po prostu wyłączony. Natomiast w aparaturze analogowej, gdzie mam 12 suwaków, wiem co każdy robi i mogę myśleć o tym co robię.
H: Field-recording był popularny w latach 70. Trzeba trochę wziąć w obronę VST, bo jeśli masz podłączony dobry kontroler MIDI, który ma bardzo wiele suwaków / pokręteł to widzę sam, że jest ogromna różnica od takiego machania myszką.
N: Miałem taki epizod po „Muzyce Poważnej”, kiedy się zainteresowałem VST i jak to ja poszedłem na całość, nakupowałem syntezatorów oraz kontrolerów, i spędziłem bezproduktywnie, myślę, że z 2 lata… Ale te brzmienia mi się po prostu podobają, jest to coś innego, taki arsenał do którego nie mam dostępu naturalnego, a dla Piotrka jest to jego strefa komfortu.
H: Natomiast ja przy okazji tej płyty, bawiłem się trochę samplingiem winylowym i jest to świetna zabawa, ale nie jestem w stanie sobie wyobrazić nagrania płyty tylko i wyłącznie na tym. To jest moim zdaniem proces tworzenia muzyki bliski obłędu. Szukanie milisekund w tonie gówna jakiś węgierskich płyt o przegniłych okładkach. Płyt, które są najczęściej koszmarne i mają czasem sekundę ładnego brzmienia. To było ciekawe i miałem dużo zabawy, teraz zaczynam rozumieć Mikołaja, że zwlekał z wydaniem płyty przez lata, bo proces jest tak długotrwały, że osobiście to wolałbym nagrać samemu na syntezatorach albo na gitarze. Zresztą na płycie jest fragment zagrany z ręki, ale ściągnięty z sampla. Jest takim samplocoverem. Pamiętam, że długo modyfikowałem ten sampel, ale coś tam ciągle nie grało, aż w końcu go wyrzuciłem i zagrałem to z ręki na podobnym brzmieniu.

Na koniec jeszcze chciałem zadać pytanie o Twoją płytę solową NOON. Jesteś w stanie zdradzić jakiś detal?
N: W sumie tę płytę już nagrałem jakiś czas temu i sobie leży na dysku, czekam teraz na moment kiedy do tego wrócę i będę to układać od nowa. Wydaje mi się, że zaproszę do tego 2 wokalistów. Nie raperów. Na razie tyle mogę powiedzieć.

A Hatti? Jakieś nowe remiksy, nagrania? Widziałem, że przypomniałeś ostatnio remiks „Great” autorstwa Andy’ego Stotta.
H: No tak, ten remiks ma już z 4 lata, ale mi się przypomniał przy okazji jego nowego albumu. Bardzo go lubię, zaskakuje z płyty na płytę. W ogóle się nie ogląda na żadne trendy. Pamiętam, że się bardzo ucieszyłem, bo miałem opcję wybrania osoby, która popełni ten remiks, a była to jedna z moich pierwszych produkcji, która wyszła na winylu. Pracuję obecnie z Kasią nad epką. Z Kasią, czyli Lady Katee, z którą występuję na żywo i mamy trochę nagranych demówek, kilka szkicy. Planuję też w miarę niedługo wydać jeszcze epkę instrumentalną. Mam dużo pomysłów, nagrywam też teraz płytę ze Stefanem Wesołowskim.

No właśnie widziałem zdjęcia z Radia Gdańsk.
H: Tak, Mikołaj trochę mnie wprowadzał w arkana dużego studia i to, było bardzo ciekawym przeżyciem. Złapałem bakcyla bo godzinie i operowanie, np. dużym stołem mikserskim i takimi też odsłuchami było zupełnie nowym i wciągającym doświadczeniem, do tego stopnia, że po chwili prosiłem realizatora, a raczej osobę odpowiedzialną za sprzęt, aby poszła sobie na kawę i zostawiła mnie z tym sprzętem sam na sam – tak też się stało ku mej wielkiej radości (śmiech).

Już na sam finał. Hatti kiedyś odpowiedział na nasz zestaw 3 pytań, ale może je zaktualizujemy? Czyli pytanie co obecnie molestuje Wasze uszy?
N: Ja słucham płyty, którą zrobiliśmy. Słucham jej w aucie od kiedy powstał master, czyli od początku tego miesiąca. Dobrze mi się jej słucha. Co chyba jest w ogóle ewenementem. Pierwsza, może druga płyta, z którą tak mam.
H: Różnych rzeczy słucham. Na przykład Fleetwood Mac, płyty „Tango in the Night”. Jestem zakochany po uszy w nowej płycie Grouper. Świetne nagranie. Podoba mi się duża cześć płyty Banks. Są to bardzo popowe historie, ale parę numerów jest naprawdę fajnych. Chelsea Wolfe, rewelacyjny koncert na OFF-ie. Wrażenie do dzisiaj. Bardzo ubolewałem, że finalnie nie odbył się warszawski koncert Warpaint, bo to kapela, którą bardzo lubię i namiętnie słucham. Ostatnio najczęściej mi towarzyszy płyta A Winged Victory for the Sullen, to jest wybitna rzecz, też chyba wydane w Kranky, płyta się nazywa „Atomos”. „Let No One Judge You”, czyli kompilacja nagrań z Iranu z pierwszych 3 dekad XX wieku, jedna z dziwniejszych i najbardziej hipnotycznych płyt jakie słyszałem, ale do tego Honest Jon’s praktycznie nas już przyzwyczaiło. Natomiast LP z wytwórni Type, czyli Pye Corner Audio „The Black Mill Tapes Volumes 3 & 4” to chyba najlepsza elektroniczna płyta roku 2014.

Dzięki piękne za rozmowę.

Bartek Woynicz

www.facebook.com/HVNOON
www.facebook.com/mbugajak
www.facebook.com/hattivattiPL
www.youtube.com/channel/UCdlNef8bNdlOQmZiL6MuqjA
www.soundcloud.com/nowenagrania

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarzy 6

  1. Bartek Woynicz

    Lechu,
    dzięki piękne, oczywiście „obcujesz”.
    pozdr

  2. lechu

    Bardzo ciekawa rozmowa!

    PS. „sporo przebywasz w studiu, optujesz z dźwiękiem, zatem musisz dużo słuchać” . chyba „obcujesz z dźwiękiem” miało być?

  3. garo

    co do Hadesa to wcale taki młody nie jest – poprosty chyba późno zrobiło się o nim głośno 🙂

  4. Super wywiad, żadne po łebkach, kawał dobrej roboty, no i muzyki 😉

  5. Bartek

    Dzięki, bardzo miło:)

  6. Otto

    Wielkie dzięki za wywiad, to chyba najciekawszy z duetem HV/NOON 🙂