SCSI-9 – Squares & Circles
Paweł Gzyl:

Pierwszy nowy album projektu od siedmiu lat.

Sarathy Korwar – More Arriving
Jarek Szczęsny:

Muzyka migracji.

Sandro Perri – Soft Landing
Jarek Szczęsny:

Chłód melodii.

Rhys Fulber – Ostalgia
Paweł Gzyl:

„I’m living in the 80s”

IRAH – Diamond Grid
Przemysław Solski:

Siatka utkana z ciekawości.

Strycharski Kacperczyk Szpura – I love you SDSS
Jarek Szczęsny:

Oglądanie nerwów.

!!! (Chk Chk Chk) – Wallop
Mateusz Piżyński:

Ciężkość punka z lekkością funka.

cover
Barker – Utility
Paweł Gzyl:

Transhumanistyczne przyjemności.

Monya – Straight Ahead
Paweł Gzyl:

Industrialne techno o pozytywnej energii.

Wojciech Golczewski – The Priests Of Hiroshima
Jarek Szczęsny:

Ścieżka dźwiękowa dla ery atomowej.

Múm – Yesterday Was Dramatic – Today Is OK
Paweł Gzyl:

Klasyk emotroniki.

Hildur Guðnadóttir – Chernobyl (OST)
Jarek Szczęsny:

Wyobrazić sobie niewyobrażalne.

Pruski – Black Birds
Jarek Szczęsny:

Wyszlifowany onyks.

Jaromir Kamiński, Rafał Warszawski, Palms Palms, Break Janek
Ania Pietrzak:

Beats & breaks idealne na koniec wakacji…



Nosaj Thing – Fated

Elektroniczna melancholia w służbie abstrakcyjnego hip-hopu.

Trzeci w przeciągu sześciu lat album błyskotliwego producenta z Los Angeles nie przynosi w porównaniu do jego dotychczasowych nagrań spektakularnej volty stylistycznej. Nadal poruszamy się w przestrzeniach ukonstytuowanych na fundamentach abstrakcyjnego hip-hopu, w którego teren zaglądają atrybuty innych gatunków takich jak glitch-hop czy dub step. Nosaj Thing idąc tropem swoich mistrzów pokroju Madliba, J Dilla’i czy FlyLo zawarł sporo na dość krótkim albumie (34 minuty), bo 15 stosunkowo krótkich utworów (średnio po 2:24), nie dając się tym samym do końca „najeść” każdym z rozpoczętych pomysłów. Ten zabieg sprawdza się tu jednak całkiem dobrze, z racji że poszczególne kawałki zanurzone są w jednolitym sosie, to po konsumpcji całości pozostaje pożądane u słuchacza wrażenie nasycenia z lekką ochotą na dokładkę.

Podobnie jak na poprzednim krążku Amerykanina, na pierwszy plan wysuwają się nagrania z wokalami, które to spotykamy w utworach singlowych. W „Don’t Mind” słyszymy niespieszne, ciepłe klawiszowe arpeggia, muskane gdzieniegdzie hammondowym akordem, a nade wszystko spowijane soulowym głosem Whoarei (współpracownika samego Kendricka Lamara), który to mając na myśli efekt lo-fi nagrał swoją partię przez telefon. Wysokie pitchowanie samplowanych wokaliz splatane z oszczędnym śpiewem gościa to majstersztyk.


Nosaj Thing feat. Chance The Rapper – „Cold Stares”

Pomimo, że Jason Chung produkował już tracki dla raperów (Kid Cudi, Chance The Rapper) to swego rodzaju krokiem naprzód jest zaproszenie jednego z nich na płytę, wybór padł na tego drugiego, czyli 22-letniego reprezentanta Chicago, twórcę docenionego krążka „Acid Rap” z 2013 roku. „Cold Stares” z jego udziałem podąża smolistym i oszczędnym krokiem, a gdyby odjąć wszelkie wokale i tak nieliczne perkusje jakie zamieszkują ten numer, pozostał by nam niemal ambientowy szkielet. Chance The Rapper poza nawijaniem zwrotek zaśpiewuje tu również refren:

Cold stares in the night, tears roll down
Another sad clown sittin’ in the room
Eyes rain tears but do you really love me

Na „Fated” Nosaj kontynuuje serię nagrań dedykowanych światłu – tym razem spotykamy się z piątą odsłoną pt. „Light#5″opartą na odgłosach przypominających zaciąganie się powietrzem. Poza tym na albumie odnajdziemy sporo charakterystycznych dla jego twórczości dźwięków tracących swą modalność, ześlizgujących się z przypisanej im harmoniki ( „Sci”, „Varius”, „Uv3”), są też spotkania z nieomal footworkowymi cykaczami („Watch”), swobodne zabawy rytmiką (kapitalne „Let You”) czy nienachalne wokalizy („A” czy „2K” z gościnnym udziałem Katie Gately).


Nosaj Thing – „Let You”

Nosaj Thing przyzwyczaił już swoich fanów do wysoko postawionej poprzeczki jeśli chodzi o walory akustyczne swych propozycji, nie inaczej jest tym razem. Wrażenia słuchowe w aspekcie stereofoniczności, pełni brzmienia i jego selektywności są naprawdę rewelacyjne. Całość materiału zdaje się być bardziej oszczędna i wyciszona od swych poprzedników, pomimo że tak jak na „Drift” i „Home” można po głębszym wsłuchaniu się odnaleźć mnóstwo smakowitych detali.

„Fated” to przepiękny i melancholijnie zwiewny album, osadzony głównie w elektronice, okraszony akustycznymi czy też analogowo ciepłymi brzmieniami, sprawiający wrażenie jakby był soundtrackiem do jakiejś tragicznej historii miłosnej, dziejącej się w jeszcze trudnej do wyobrażenia cyfrowej przyszłości – choć jak pisze sam twórca: „Fated is what you can’t explain, so it’s best to just listen”.

05.05.15 | Innovative Leisure

www.facebook.com/nosajthing
www.nosajthingil.bandcamp.com/album/fated

 

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.