Wpisz i kliknij enter

Pole – Wald

Pierwszy album mistrza cyfrowego dubu od ośmiu lat.

Kiedy w 1998 roku ukazał się debiutancki album Stefana Betke pod pseudonimem Pole, zawarta na nim muzyka była zupełną nowością. Berliński producent sięgnął bowiem po dubowe struktury rytmiczne, ale zdekonstruował je na ambientową modłę, nasycając mocno wszelkiego rodzaju cyfrowymi defektami. Nic więc dziwnego, że materiał ten stał się szybko impulsem dla innych wykonawców do podążania tą samą drogą – czego efektem okazała się działalność takich twórców, jak Deadbeat czy Kit Clayton.

Dwa lata później Betke wspólnie z Barbarą Preisinger założył wytwórnię Scape, która na początku minionej dekady zaczęła wyznaczać kierunki rozwoju nowej elektroniki. Eksperymentował również Pole – nasycając swoją muzykę najpierw elementami hip-hopu, potem wpisując ją w formułę glitchowych eksperymentów i odsyłając do tradycji kosmische musik. Ostatni album firmowany tym szyldem Betke opublikował w 2007 roku – od tamtego czasu jedynie koncertował, uzupełniając występy trylogią EP-ek pod hasłem „Walgeschichten”.

Część znajdującego się na tych krążkach materiału trafiła na pierwszy od ośmiu lat nowy album niemieckiego producenta. „Wald” został zainspirowany wycieczkami artysty w porośnięte gęstym lasem góry. Usłyszane i zarejestrowane tam dźwięki otoczenia Pole wykorzystał jako bazę do stworzenia dziewięciu kompozycji, które zostały zebrane w trzy akty. Utwory słyszane wcześnie na „Waldgeschichten” pojawiają się w tym zestawie w wersjach zarejestrowanych „na żywo”. A wszystko to składa się spójną i stylową całość.


„Akt 1” otwiera glitchowa wariacja na temat zredukowanego funku, wypełniona brzęczącymi loopami i zgrzytliwymi efektami, podszytymi miarowym rytmem („Kautz”). W kolejnym nagraniu uderza już dubowa pulsacja, zanurzona w gąszczu cyfrowych trzasków, zza których przebijają się oniryczne smagnięcia klawiszy („Salamander”). Podobnie wypada trzeci utwór – choć tym razem żrący loop o noise’owej proweniencji wnosi poszarpaną partię syntezatorów o bardziej melodyjnym tonie.

Otwierająca „Akt 2” kompozycja „Myzel” ma psychodeliczne brzmienie, mieniąc się ambientowymi pasażami ozdobionymi pływającym basem. Więcej berlińskiego dubu wnosi „Wurzel” – szeleszcząc kruchymi breakami i wibrując rwanymi akordami. „Aue” znów tworzy eteryczny nastrój, koncentrując się na podwodnych brzmieniach płynnego basu i plumkających klawiszy, pogłębionych studyjnymi pogłosami.

„Akt 3” rozpoczyna „Kafer” – ponownie wprowadzając do zestawu lekko funkową pulsację skontrastowaną epickim pasażem soundtrackowych syntezatorów. Ślizgające się breaki wiodą „Fichte”, w którym dochodzi do syntezy brzęczących przesterów z łagodną elektroniką. Na finał niemiecki producent znów podkręca dubowe efekty, sprawiając że klawiszowa wariacja osadzona na miarowym rytmie brzmi w „Eichelhaher” niczym dzikie solo psychodelicznej gitary.

„Wald” w udany sposób przerzuca pomost między dawnymi i obecnymi fascynacjami Stefana Betke. Glitchowa obróbka dźwięku wpisana w dubowe konstrukcje rytmiczna staje się tutaj punktem wyjścia do zaimportowania nowych dźwięków, wywiedzionych zarówno z łagodnego ambientu, jak również z hałaśliwego noise’u czy psychodelicznego kraut rocka. Efekty są ciekawe – choć oczywiście nie wywołają już takiej rewolucji, jak pierwszy album berlińskiego twórcy sprzed siedemnastu lat. Dawni fani Pole’a mogą sięgać jednak po „Wald” śmiało – na pewno się nie rozczarują.

Pole Music 2015

www.pole-music.com

www.facebook.com/pages/pole-original







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Inline Feedbacks
View all comments
driv3r_
driv3r_
5 lat temu

Sporo powrotów po 10 latach ostatnio mamy. DJ Krush, St Germain…

Polecamy