Function – Existenz
Paweł Gzyl:

Opus magnum Dave’a Sumnera.

Bella Boo – Once Upon a Passion
Jarek Szczęsny:

Z półprzymkniętymi oczami.

Shed – Oderbruch
Paweł Gzyl:

Szperając w zbiorowej pamięci.

KTLH – Azathoth
Jarek Szczęsny:

Egzorcyści będą mieć pełne ręce roboty.

Koenraad Ecker & Frederik Meulyzer – Carbon
Paweł Gzyl:

Wizyta na Spitsbergenie.

Planetary Assault Systems – Live At Cocoon Ibiza
Paweł Gzyl:

Techno z saksofonem? Czemu nie!

Olo Walicki & Jacek Prościński – Llovage
Jarek Szczęsny:

Uciekająca sekcja rytmiczna.

Abul Mogard – Kimberlin
Maciej Kaczmarski:

Elegia na odejście.

Tobias Preisig – Diver
Łukasz Komła:

Skoncentrowana powódź.

Lee Gamble – Exhaust (Flush Real Pharynx Part 2)
Paweł Gzyl:

Powrót do korzeni.

Various Artists – Pop Ambient 2020
Paweł Gzyl:

Ambient jak skała.

FKA Twigs – Magdalene
Jarek Szczęsny:

Jedno płuco.

Sarin – Moral Cleansing
Paweł Gzyl:

EBM wyszlifowany na najwyższy połysk.

Mary Komasa – Disarm
Przemysław Solski:

Rozbrójmy się.



Tuxedomoon & Cult With No Name – Blue Velvet Revisited

Nowe spojrzenie na kultowy film Davida Lyncha, ale z perspektywy dokumentalisty i słynnych muzyków.

Ta niecodzienna historia rozpoczęła się w 1985 roku, kiedy to amerykański reżyser przygotowywał się do kręcenie swego nowego obrazu, pt. „Blue Velvet” (1986). Wówczas Lynch zaprosił na plan filmowy do Wilmington (w stanie Karolina Północna) młodego niemieckiego reżysera Petera Braatza, aby ten uwiecznił w swoich kadrach ten wyjątkowy czas. Braatz miał nieograniczony dostęp do ekipy jak i reżysera, dzięki temu spędził mnóstwo godzin za kulisami robiąc wywiady i tysiące zdjęć.

Pomysł na wskrzeszenie nieznanego dotąd dokumentu zrodził się w głowie Braatza w lipcu 2013 roku, w momencie wsłuchiwania się w nagrania z albumu „Above as Below” brytyjskiego duetu Cult With No Name. W dalszej kolejności do projektu „Blue Velvet Revisited” dołączyli amerykańscy muzycy z Tuxedomoon. Oba zespoły spotkały się w marcu 2014 roku na wspólnym koncercie w Berlinie i od tamtej pory zaczęli pracować nad ścieżką dźwiękową do filmu Braatza.

David Lynch on the set of Blue Velvet, 1985 (photo by Peter Braatz)

Lynch_and_rossellini_by_Peter_Braatz_lores

Lynch_by_Peter_Braatz_lores_02

01blue_velvet_revisited_by_Peter_Braatz_loresfot. Peter Braatz

Na krążku „Blue Velvet Revisited” znalazło się trzynaście kompozycji utrzymanych w dużej mierze w sennym, intymnym i melancholijnym klimacie (wiadomo, nie mogło być inaczej!). W kapitalnym utworze „The Slow Club” chropowate brzmienie basu autorstwa członka Tauxedomoon wprowadza nas w niezwykle przyjemny trans, w „Lumberton” jesteśmy bliżej współczesnej klasyki, zaś w „Do It For Van Gogh” zrobiło się niemal ambientowo (słychać m.in. harmonijkę ustną, fortepian, saksofon). Znajome dźwięki basu powracają w „So Fucking Suave”, ale tym razem z udziałem trąbki Luca Van Lieshouta (fragment nabrał lekko jazzowych rumieńców). W „Now It’s Dark” również wiodą prym subtelne dźwięki trąbki w otoczeniu elektroniczno-fortepianowych podkładów.

Z kolei w „Dorothy” wysunął się na pierwszy plan saksofon i ledwie słyszalny głos kobiecy. W „Lincoln Street” gościnnie pojawił się sam John Foxx – to chyba najbardziej eksperymentalny fragment na całym albumie. Dynamiczna miniatura „A Candy Colored Clown”, wręcz o progresywnym zabarwieniu, prowadzi nas w mroczne objęcia nagrania „Frank” (jak pamiętamy, w postać Franka Bootha wcielił się Dennis Hopper). W „Alligator Briefcase” pulsująca elektronika w stylu kosmische musik płynie przy frazach trąbki i klarnetu. „Jeffrey Nothing” to ballada zatopiona w krautrockowo-jazzowej elegancji. W „Until The Robins Come” mamy fortepianowe repetycje i saksofon niczym u Jana Garbarka. Finał należy do kompozycji „Don”, w której swoją obecność zaznaczyły świetne partie skrzypiec.

Słuchając soundtracku duetu Tuxedomoon & Cult With No Name, warto jednak pamiętać, że jest to muzyka stworzona do filmu Petera Braatza, a nie do obrazu Davida Lyncha. Muzykom udało się nie popaść w rutyniarstwo i wyjść daleko poza krąg oczywistych skojarzeń z twórczością Angelo Badalamenti’ego. „Blue Velvet Revisited” to autonomiczne dzieło, które istnieje także bez udziału filmowych ujęć.

16.10.2015 | Crammed Discs

 

Strona Crammed Discs »Profil na Facebooku »

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.