Various Artists – Air Texture Vol. VII
Paweł Gzyl:

Rrose i Silent Servant serwują ambient? Niemożliwe!

Siavash Amini & Saåad – All Lanes Of Lilac Evening
Jarek Szczęsny:

Bez szwów.

Villaelvin – Headroof
Jarek Szczęsny:

Tylko bardziej.

Juno – Young Star
Jarek Szczęsny:

Infiltracja jazzu.

Lonker See – Hamza
Jarek Szczęsny:

Zawsze krok przed nami.

Men With Secrets – Psycho Romance And Other Spooky Ballads
Paweł Gzyl:

Erudycyjne ćwiczenie z ejtisowego electro.

Riverrun – The Same Silent Hill
Przemysław Solski:

Muzyka z krajobrazu.

Yogtze – Yogtze
Jarek Szczęsny:

Będzie filmowo.

Wacław Zimpel – Massive Oscillations
Jarek Szczęsny:

Letarg duchowy.

Hula – Shadowland
Paweł Gzyl:

Jak ambient przenikał industrial.

Nicolas Godin – Concrete and Glass
Mateusz Piżyński:

Elektroniczny aksamit, który już dobrze znamy.

Ghost In The Machine – Breaking The Seal
Paweł Gzyl:

Czego można się spodziewać po płycie, na której jeden z utworów nosi tytuł „Napalm Breath”?

Jachna/Ziołek/Buhl – Animated Music
Jarek Szczęsny:

Poszerzanie improwizacyjnej wrażliwości.

Recondite – Dwell
Ania Pietrzak:

Chłodna obserwacja rzeczywistości.



Tuxedomoon & Cult With No Name – Blue Velvet Revisited

Nowe spojrzenie na kultowy film Davida Lyncha, ale z perspektywy dokumentalisty i słynnych muzyków.

Ta niecodzienna historia rozpoczęła się w 1985 roku, kiedy to amerykański reżyser przygotowywał się do kręcenie swego nowego obrazu, pt. „Blue Velvet” (1986). Wówczas Lynch zaprosił na plan filmowy do Wilmington (w stanie Karolina Północna) młodego niemieckiego reżysera Petera Braatza, aby ten uwiecznił w swoich kadrach ten wyjątkowy czas. Braatz miał nieograniczony dostęp do ekipy jak i reżysera, dzięki temu spędził mnóstwo godzin za kulisami robiąc wywiady i tysiące zdjęć.

Pomysł na wskrzeszenie nieznanego dotąd dokumentu zrodził się w głowie Braatza w lipcu 2013 roku, w momencie wsłuchiwania się w nagrania z albumu „Above as Below” brytyjskiego duetu Cult With No Name. W dalszej kolejności do projektu „Blue Velvet Revisited” dołączyli amerykańscy muzycy z Tuxedomoon. Oba zespoły spotkały się w marcu 2014 roku na wspólnym koncercie w Berlinie i od tamtej pory zaczęli pracować nad ścieżką dźwiękową do filmu Braatza.

David Lynch on the set of Blue Velvet, 1985 (photo by Peter Braatz)

Lynch_and_rossellini_by_Peter_Braatz_lores

Lynch_by_Peter_Braatz_lores_02

01blue_velvet_revisited_by_Peter_Braatz_loresfot. Peter Braatz

Na krążku „Blue Velvet Revisited” znalazło się trzynaście kompozycji utrzymanych w dużej mierze w sennym, intymnym i melancholijnym klimacie (wiadomo, nie mogło być inaczej!). W kapitalnym utworze „The Slow Club” chropowate brzmienie basu autorstwa członka Tauxedomoon wprowadza nas w niezwykle przyjemny trans, w „Lumberton” jesteśmy bliżej współczesnej klasyki, zaś w „Do It For Van Gogh” zrobiło się niemal ambientowo (słychać m.in. harmonijkę ustną, fortepian, saksofon). Znajome dźwięki basu powracają w „So Fucking Suave”, ale tym razem z udziałem trąbki Luca Van Lieshouta (fragment nabrał lekko jazzowych rumieńców). W „Now It’s Dark” również wiodą prym subtelne dźwięki trąbki w otoczeniu elektroniczno-fortepianowych podkładów.

Z kolei w „Dorothy” wysunął się na pierwszy plan saksofon i ledwie słyszalny głos kobiecy. W „Lincoln Street” gościnnie pojawił się sam John Foxx – to chyba najbardziej eksperymentalny fragment na całym albumie. Dynamiczna miniatura „A Candy Colored Clown”, wręcz o progresywnym zabarwieniu, prowadzi nas w mroczne objęcia nagrania „Frank” (jak pamiętamy, w postać Franka Bootha wcielił się Dennis Hopper). W „Alligator Briefcase” pulsująca elektronika w stylu kosmische musik płynie przy frazach trąbki i klarnetu. „Jeffrey Nothing” to ballada zatopiona w krautrockowo-jazzowej elegancji. W „Until The Robins Come” mamy fortepianowe repetycje i saksofon niczym u Jana Garbarka. Finał należy do kompozycji „Don”, w której swoją obecność zaznaczyły świetne partie skrzypiec.

Słuchając soundtracku duetu Tuxedomoon & Cult With No Name, warto jednak pamiętać, że jest to muzyka stworzona do filmu Petera Braatza, a nie do obrazu Davida Lyncha. Muzykom udało się nie popaść w rutyniarstwo i wyjść daleko poza krąg oczywistych skojarzeń z twórczością Angelo Badalamenti’ego. „Blue Velvet Revisited” to autonomiczne dzieło, które istnieje także bez udziału filmowych ujęć.

16.10.2015 | Crammed Discs

 

Strona Crammed Discs »Profil na Facebooku »

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.