Ansome – Hands Of The Harbour
Paweł Gzyl:

Punkowy gest.

Lapalux – Amnioverse
Ania Pietrzak:

Jak zachwyca?

Various Artists – X – Ten Years Of Artefacts
Paweł Gzyl:

Techno w swej najbardziej pomysłowej wersji.

Julek Płoski – śpie
Jarek Szczęsny:

Coś nowego.

Karenn – Grapefruit Regret
Paweł Gzyl:

Pariah i Blawan improwizują.

Moor Mother – Analog Fluids Of Sonic Black Holes
Jarek Szczęsny:

Hałas i chaos.

Jazz Band Młynarski-Masecki – Płyta z zadrą w sercu
Jarek Szczęsny:

Jedna dla wszystkich.

Shapednoise – Aesthesis
Paweł Gzyl:

Nieznane mutacje basowych brzmień.

A Winged Victory for the Sullen – „The Undivided Five”
Mateusz Piżyński:

Ambientowe nowości z Ninja Tune

Enchanted Hunters – Dwunasty Dom
Krzysiek Stęplowski:

Czasem naprawdę warto czekać. Warto wypatrywać, nawet latami, jeśli tylko cierpliwość nagrodzona ma być w taki sposób.

Ecnahnted Hunters Dwunasty Dom
Rrose – Hymn To Moisture
Paweł Gzyl:

Techno w stylu Marcela Duchampa.

Trzaska/Mazurkiewicz/Szpura – North Meridian
Jarek Szczęsny:

Można się spocić od samego słuchania.

Giant Swan – Giant Swan
Paweł Gzyl:

Czy znany ze świetnych koncertów duet sprawdził się również w studiu?

Floating Spectrum – A Point Between
Jarek Szczęsny:

Cyfrowy pomnik przyrody.



Blond:ish – Welcome To The Present

Koniec z dowcipami o głupich blondynkach. Dziewczyny pokazują, że nie tylko taniec im w głowie.

Anastacia D’Elene i Vivie-Ann Bakos spotkały się osiem lat temu podczas Winter Music Conference w Miami. Od tamtej pory zajmowały się promowaniem imprez klubowych w swym rodzinnym Montrealu. Kiedy szybko zasłynęły z udanego cyklu pod hasłem „Blond:ish”, same postanowiły stanąć za deckami. W 2011 roku opublikowały swe pierwsze nagrania – i za każdym następnym wydawnictwem wkraczały do coraz wyższej ligi, awansując od wytwórni Noir, przez Get Physical, po Kompakt.

Dwie piękne blondynki szybko zdobyły sporą popularność, zawdzięczając ją nie tylko seksapilowi, ale też talentom do tworzenia efektownego tech-house’u o funkcjonalnym tonie. Nic więc dziwnego, że zjeździły ze swymi setami pół świata, zmieniając miejsce zamieszkania najpierw na Londyn, a potem na Meksyk. Największy wpływy miały jednak na obie dziewczyny wizyty w egzotycznych Indiach. Anastacia i Vivie-Ann przestało bowiem w pewnym momencie wystarczać nocne życie imprezowiczek – i odczuły głód duchowości.

Nic więc dziwnego, że ich debiutancki album ma więcej wspólnego z medytacyjnymi nagraniami realizowanymi przez natchnionych duchem new age artystów z lat 80. niż z klubowymi killerami, do jakich nas do tej pory przyzwyczaiły. To przede wszystkim pierwsza część zestawu, łącząca łagodnie bujające downtempo wypełnione dziecięcymi okrzykami („Shy Grass”), preparowany ambient z gitarą w roli głównej w stylu wczesnego The KLF („Los Pensamientos”) z tchnącym łagodną bryzą znad Balearów eterycznym chill outem podszytym odgłosami szumu morza („Lucy’s Affair”).

Miarowy puls tech-house’owego bitu uderza dopiero w „Endless Games” – ale zanim to nastąpi kompozycja rozwija się powoli od zawodzącej wokalizy, przez przeciągłe pasaże klawiszy, po łagodnie mruczący pochód basu. Jeszcze bardziej taneczny charakter ma „Nada Brahma”, zestawiając dźwięki płynącej wody z fortepianowymi kaskadami dźwięków. Tempo spowalnia dopiero „Moonvalley” osadzony na dubowym pulsie, ozdobionym azjatyckimi dźwiękami i wokalizami.

„Velvet Wave” i „Myein Caravan” wnoszą do albumu gorącą rytmikę podrasowanego na tribalową modłę łagodnego house’u. Oba utwory dalekie są od oczywistości swych gatunków – dziewczyny mocno nasycają je bowiem partiami „żywych” instrumentów, od westernowej gitary i jazzowego Rhodesa, po niepokojące piano i hipnotyczne conga. „Jupiter And Jaguar” i „Inner Jungle” wnoszą ze sobą bardziej kliniczne brzmienie kolońskiego tech-house’u. Ale i tu Anastacia i Vivie-Annie nie wahają się wprowadzić odrobiny egzotyki za sprawą arabskich melodii.

Ta ekscentryczna kombinacja newage’owej duchowości z klubową elektroniką i chilloutowym nastrojem mogła okazać się nie do zniesienia. Tymczasem materiał z „Welcome To The Present” brzmi całkiem dobrze – uwodząc kobiecą zmysłowością, egzotyczną melodyką i zawadiacką produkcją. Hipisowskie przesłanie miłości i pokoju wsparte hinduskimi odwołaniami może wydawać co bardziej doświadczonym życiowo słuchaczom nieco naiwne – ale jeśli uświadomimy sobie, że głoszą je dwie młode i piękne blondynki, będzie nam je o wiele łatwiej tolerować.

Kompakt 2005

www.kompakt.fm

www.facebook.com/KompaktRecords

www.blond-ish.com

www.facebook.com/Blondish

 

 

 

Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarzy 5

  1. adamashnova

    Ahhh te blondynki…

  2. adamashnova

    Rewelacja Pawle!!! Przy tej okazji – tak mi się zebrało by w końcu wyrazić podziękowania za pozytywne zamieszanie jakie wprowadzacie w mój mikro świat muzyczny… 🙂 Od wielu lat nie ma dla mnie muzyki bez elektroniki a ściślej bez http://www.nowamuzyka.pl – świetna robota trzymajcie tak dalej! Ale ta płyta na mnie zadziałała hahahaha….!!!

    • Paweł Gzyl

      Miło, że pomagamy – miejmy nadzieję, że dalej tak będzie. Pozdrawiamy!

  3. noekeller

    Paweł, jak zawsze hity! Dziękuję 😀