Lawrence English – Lassitude
Jarek Szczęsny:

Doskonała pustka.

Elysia Crampton – ORCORARA 2010
Jarek Szczęsny:

Niepowstrzymana losowość.

Kaitlyn Aurelia Smith – The Mosaic of Transformation
Jarek Szczęsny:

Cały zestaw radosnych nastrojów.

Phillip Sollman – Monophonie
Paweł Gzyl:

Muzyczna maszyneria.

Vladislav Delay & Sly Dunbar & Robbie Shakespeare – 500-Push-Up
Paweł Gzyl:

„Rakka” uzupełniona o dubowy puls.

Zguba – Pomór
Jarek Szczęsny:

Nieustający marsz kostuchy.

Richu M – House Of The Vaporising Sun
Bartek Woynicz:

Ten tytuł mówi wszystko.

Maenad Veyl – Reassessment
Paweł Gzyl:

Muzyka z sali operacyjnej.

Flaner Klespoza – Wędrówka po lesie, w którym mieszkają bogowie i rosną wszechświaty
Jarek Szczęsny:

Spójna opowieść.

The Advent – Life Cycles
Paweł Gzyl:

Futurystyczne electro w oldskulowym stylu.

Field Works – Ultrasonic
Jarek Szczęsny:

Nietoperze jako podstawa twórcza.

Apparat – Capri-Revolution (Soundtrack)
Mateusz Piżyński:

Pierwsza odsłona serii muzyki filmowej Saschy Ringa.

Grischa Lichtenberger – KAMILHAN; il y a péril en la demeure
Paweł Gzyl:

Chrzęszczące ballady.

KeiyaA – Forever Ya Girl
Jarek Szczęsny:

Niepasujące do siebie puzzle.



Blond:ish – Welcome To The Present

Koniec z dowcipami o głupich blondynkach. Dziewczyny pokazują, że nie tylko taniec im w głowie.

Anastacia D’Elene i Vivie-Ann Bakos spotkały się osiem lat temu podczas Winter Music Conference w Miami. Od tamtej pory zajmowały się promowaniem imprez klubowych w swym rodzinnym Montrealu. Kiedy szybko zasłynęły z udanego cyklu pod hasłem „Blond:ish”, same postanowiły stanąć za deckami. W 2011 roku opublikowały swe pierwsze nagrania – i za każdym następnym wydawnictwem wkraczały do coraz wyższej ligi, awansując od wytwórni Noir, przez Get Physical, po Kompakt.

Dwie piękne blondynki szybko zdobyły sporą popularność, zawdzięczając ją nie tylko seksapilowi, ale też talentom do tworzenia efektownego tech-house’u o funkcjonalnym tonie. Nic więc dziwnego, że zjeździły ze swymi setami pół świata, zmieniając miejsce zamieszkania najpierw na Londyn, a potem na Meksyk. Największy wpływy miały jednak na obie dziewczyny wizyty w egzotycznych Indiach. Anastacia i Vivie-Ann przestało bowiem w pewnym momencie wystarczać nocne życie imprezowiczek – i odczuły głód duchowości.

Nic więc dziwnego, że ich debiutancki album ma więcej wspólnego z medytacyjnymi nagraniami realizowanymi przez natchnionych duchem new age artystów z lat 80. niż z klubowymi killerami, do jakich nas do tej pory przyzwyczaiły. To przede wszystkim pierwsza część zestawu, łącząca łagodnie bujające downtempo wypełnione dziecięcymi okrzykami („Shy Grass”), preparowany ambient z gitarą w roli głównej w stylu wczesnego The KLF („Los Pensamientos”) z tchnącym łagodną bryzą znad Balearów eterycznym chill outem podszytym odgłosami szumu morza („Lucy’s Affair”).

Miarowy puls tech-house’owego bitu uderza dopiero w „Endless Games” – ale zanim to nastąpi kompozycja rozwija się powoli od zawodzącej wokalizy, przez przeciągłe pasaże klawiszy, po łagodnie mruczący pochód basu. Jeszcze bardziej taneczny charakter ma „Nada Brahma”, zestawiając dźwięki płynącej wody z fortepianowymi kaskadami dźwięków. Tempo spowalnia dopiero „Moonvalley” osadzony na dubowym pulsie, ozdobionym azjatyckimi dźwiękami i wokalizami.

„Velvet Wave” i „Myein Caravan” wnoszą do albumu gorącą rytmikę podrasowanego na tribalową modłę łagodnego house’u. Oba utwory dalekie są od oczywistości swych gatunków – dziewczyny mocno nasycają je bowiem partiami „żywych” instrumentów, od westernowej gitary i jazzowego Rhodesa, po niepokojące piano i hipnotyczne conga. „Jupiter And Jaguar” i „Inner Jungle” wnoszą ze sobą bardziej kliniczne brzmienie kolońskiego tech-house’u. Ale i tu Anastacia i Vivie-Annie nie wahają się wprowadzić odrobiny egzotyki za sprawą arabskich melodii.

Ta ekscentryczna kombinacja newage’owej duchowości z klubową elektroniką i chilloutowym nastrojem mogła okazać się nie do zniesienia. Tymczasem materiał z „Welcome To The Present” brzmi całkiem dobrze – uwodząc kobiecą zmysłowością, egzotyczną melodyką i zawadiacką produkcją. Hipisowskie przesłanie miłości i pokoju wsparte hinduskimi odwołaniami może wydawać co bardziej doświadczonym życiowo słuchaczom nieco naiwne – ale jeśli uświadomimy sobie, że głoszą je dwie młode i piękne blondynki, będzie nam je o wiele łatwiej tolerować.

Kompakt 2005

www.kompakt.fm

www.facebook.com/KompaktRecords

www.blond-ish.com

www.facebook.com/Blondish

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarzy 5

  1. adamashnova

    Ahhh te blondynki…

  2. adamashnova

    Rewelacja Pawle!!! Przy tej okazji – tak mi się zebrało by w końcu wyrazić podziękowania za pozytywne zamieszanie jakie wprowadzacie w mój mikro świat muzyczny… 🙂 Od wielu lat nie ma dla mnie muzyki bez elektroniki a ściślej bez http://www.nowamuzyka.pl – świetna robota trzymajcie tak dalej! Ale ta płyta na mnie zadziałała hahahaha….!!!

    • Paweł Gzyl

      Miło, że pomagamy – miejmy nadzieję, że dalej tak będzie. Pozdrawiamy!

  3. noekeller

    Paweł, jak zawsze hity! Dziękuję 😀