Wpisz i kliknij enter

Kerridge – Fatal Light Attraction

Punkowa bezceremonialność zamiast metalowej precyzji.

Jednym z najbardziej efektownych momentów ubiegłorocznej edycji Atonal Festivalu w Berlinie, było audiowizualne show Samuela Kerridge’a, przygotowane wspólnie z parą artystów, Adriejem Boleslavskym i Marią Judovą. Stworzony przez nich specjalny system oświetlenia reagował bezpośrednio na ruchy i dźwięki generowane przez brytyjskiego producenta, tworząc na umieszczonym za nim wielkim ekranie fantazyjny teatr cieni.

Kerridge dał się ponieść podczas koncertu. Pochylony nad swymi maszynami wpadł w trans, nie zważając na upływający czas. Kiedy powoli upłynęła godzina przeznaczona na jego prezentację, kręcący się na zapleczu sceny Lustmord, który miał grać po nim, zaczął zachowywać się coraz bardziej nerwowo. Grający Brytyjczyk nie zauważał znaków dawanych mu przez technicznych, a gdy jeden z nich podszedł do niego, odepchnął go w zapamiętaniu.

W efekcie koncert trwał niemal półtorej godziny, z czego większość muzyki miała zdecydowanie improwizowany charakter. Tymczasem teraz dostajemy nakładem angielskiej wytwórni Downwards zestaw siedmiu nagrań, które stanowiły bazę show Kerrdge’a na Atonalu. Płyta trwa niespełna czterdzieści minut – mogłaby się więc mieć do rozbuchanego występu jak ubogi kuzyn do swego bogatego krewnego. Tak jednak nie jest. Co sprawdza się na żywo, niekoniecznie bowiem dobrze wypada podczas domowego odsłuchu.

Zdając sobie sprawę z tej prawdy, Kerridge serwuje nam skondensowaną wersję tego, co stanowiło o istocie „Fatal Light Attraction”. W porównaniu do jego zeszłorocznego albumu, muzyka z zestawu dla Downwards ma bardziej rytmiczny charakter. Oczywiście nie jest to techno, choć rwany bit bliski tej stylistyce znajdujemy we „FLA 1”. Kiedy indziej Brytyjczyk atakuje plemienną bombardierką o metalicznym brzmieniu („FLA 2”) lub redukuje podkład do minimalistycznego pulsu rodem z dokonań Raster Noton („FLA 4”). Najlepiej wypadają tu jednak tektoniczne uderzenia o marszowym tonie, wprawiające głośniki w niepokojące drżenie („FLA 5” i „FLA 6”).

Więcej też w nowej muzyce Kerridge’a przestrzeni. Tu już nie ma miejsca na gęste i duszne struktury dźwiękowe o niemal metalowej proweniencji, jak na „Always Offended Never Ashamed”. Tym razem Anglik koncentruje się na wściekłych eksplozjach smażącego się dźwięku o wysokich częstotliwościach („FLA 3”) lub nerwowo rozedrganych warkotach głębokich basów („FLA 4”). W większości utworów pojawia się przetworzony głos producenta, poddany psychodelicznym deformacjom rodem z Throbbing Gristle czy Cabaret Voltarie („FLA 3” czy „FLA 7”).

Ta skondensowanie dzikiej energii, zapamiętanej z występu Kerridge’a na berlińskim festiwalu, do postaci krótkiej płyty robi dobre wrażenie. Przycięcie rozimprowizowanej muzyki do formy siedmiu zwartych kompozycji sprawiło bowiem tylko, że eksplodują one z większą mocą. Brytyjski producent tym razem bliższy jest punkowej bezceremonialności niż metalowej precyzji. Stosując podobny zestaw dźwięków, jak na swych dwóch poprzednich krążkach, uzyskuje jednak zdecydowanie inny efekt. To radykalny rodzaj ekspresji – ale ciągle świeży i ożywczy.

Downwards 2016

www.facebook.com/pages/Downwards-Records

www.facebook.com/pages/Samuel-Kerridge







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy