Strycharski Kacperczyk Szpura – I love you SDSS
Jarek Szczęsny:

Oglądanie nerwów.

!!! (Chk Chk Chk) – Wallop
Mateusz Piżyński:

Ciężkość punka z lekkością funka.

cover
Barker – Utility
Paweł Gzyl:

Transhumanistyczne przyjemności.

Monya – Straight Ahead
Paweł Gzyl:

Industrialne techno o pozytywnej energii.

Wojciech Golczewski – The Priests Of Hiroshima
Jarek Szczęsny:

Ścieżka dźwiękowa dla ery atomowej.

Múm – Yesterday Was Dramatic – Today Is OK
Paweł Gzyl:

Klasyk emotroniki.

Hildur Guðnadóttir – Chernobyl (OST)
Jarek Szczęsny:

Wyobrazić sobie niewyobrażalne.

Pruski – Black Birds
Jarek Szczęsny:

Wyszlifowany onyks.

Jaromir Kamiński, Rafał Warszawski, Palms Palms, Break Janek
Ania Pietrzak:

Beats & breaks idealne na koniec wakacji…

Lech Nienartowicz – Wrażenia i Mechanizmy
Jarek Szczęsny:

Pierwsze wrażenie.

The Future Eve feat. Robert Wyatt – KiTsuNe / Brian The Fox
Łukasz Komła:

Na łączach z Robertem Wyattem.

Rites of Fall – Towards the Blackest Skies
Jarek Szczęsny:

Im dalej w las, tym ciemniej.

Hula – Voice
Paweł Gzyl:

Łabędzi śpiew mistrzów industrialnego funku.

Christian Scott aTunde Adjuah – Ancestral Recall
Jarek Szczęsny:

Raróg zwyczajny.



Cassy – Donna

Nowe otwarcie w biografii Cassy. Czy udane?

Ponieważ Catherine Britton w najważniejszych momentach swej artystycznej biografii była związana z berlińskimi klubami Berghain i Panorama Bar, niewielu uczestników prowadzonych przez nią imprez wie, że tak naprawdę jest ona Austriaczką i zaczynała stawiać pierwsze kroki na elektronicznej scenie u boku najważniejszych twórców techno drugiej połowy lat 90. w Wiedniu – Pink Elina i Electric Indigo. Kiedy ta czarnowłosa studentka muzyki klasycznej zasmakowała w nowych brzmieniach, nie było już odwrotu – i najpierw została wokalistką, a potem didżejką. Występując w kontynentalnych klubach poznała Luciano, który z kolei wprowadził ją w arkana rodzącego się na początku minionej dekady minimalu.

Dzięki temu, kiedy w 2003 roku przeprowadziła się do Berlina, niemal od razu stanęła za deckami w Panorama Barze, którzy szefowie Berghain oddali lżejszym odmianom muzyki klubowej. Grane tam sety uczyniły z niej jedną z najbardziej rozpoznawalnych didżejek na scenie techno i house ostatnich lat. Co więcej – w naturalny sposób przyczyniły się do tego, że młoda Austriaczka zaczęła tworzyć własne nagrania. Ponieważ były udane – trafiały od razu do katalogów tak znanych tłoczni, jak Perlon czy Souvenir. W pewnym momencie coś jednak zazgrzytało – Catherine rozstała się z mężem, wyprowadziła się ze stolicy Niemiec i przeniosła do USA. Tam znalazła nową miłość – i będąc w ciąży postanowiła wreszcie nagrać swój pierwszy album.

„Donna” jest  w tym kontekście podsumowaniem dotychczasowej kariery naszej bohaterki. Mamy tu przede wszystkim tak typowy dla jej wcześniejszych produkcji minimalowy house. To takie nagrania, jak „Feel”, „Back” czy „What If” – oparte na kruchej, ale hipnotycznej rytmice, podrasowane łagodną elektroniką, nie cofające się przed wokalnym wstawkami. Bliżej tego, co Cassy grała w swych setach w Panorama Barze są utwory lokujące się w formule europejskiej odmiany deep house’u. „All I Do” i „Keep Trying” uwodzą głębszą rytmiką, eterycznym rozmarzeniem i zmysłowym śpiewem. Wiedeńska producentka pokazuje jednak, że potrafi sięgnąć po skrajniejszą formę ekspresji – zarówno twarde i mroczne techno w „Move”, jak również nostalgiczne disco w „Without You”.

Mniej przekonywujące wydają się być na „Donnie” wycieczki w stronę mainstreamowego popu. Dziś to również muzyka taneczna – i z powodzeniem grana w modnych klubach. Nic więc dziwnego, że Cassy próbuje swoich sił w tego typu repertuarze. W efekcie otrzymujemy tutaj bujające downtempo ozdobione partiami matowego Rhodesa w „Strange Relationship”, przypominającą nieco klasyczne przeboje Sade balladę „You Gotta Give”, czy zabarwioną latynoską rytmiką i melodyką piosenkę „Cuando”. W tej wersji niestety austriacka producentka nie wypada zbyt przekonująco. Być może zbyt skromne warunki wokalne sprawiają, że te kompozycje przegrywają z nowoczesnym techno i house’m w jej wykonaniu.

Tak czy siak „Donny” słucha się z przyjemnością. W niektórych momentach poziom albumu wzrasta, w kilku nieco opada, ale jako całość zestaw ten broni się spójnym brzmieniem i nastrojem. Cassy jest teraz szczęśliwa – i słychać to w jej muzyce. Ciepła i organiczna elektronika zgrabnie współgra z jej eterycznym głosem, raz za razem popadającym w lekko dyskotekowy (czy może raczej funkowy) falset, tworząc wspólnie bardzo kobiecą i zmysłową całość. Nie jest to oczywiście wydawnictwo, które odmieni losy techno czy house’u – ale z powodzeniem umili nam tegoroczne lato, zarówno domowe wieczory, jak i klubowe noce.

Aus Music 2016

www.ausmusic.co.uk

www.facebook.com/ausmusicuk

www.cassyofficial.com

www.facebook.com/cassyofficial

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.