A Winged Victory for the Sullen – „The Undivided Five”
Mateusz Piżyński:

Ambientowe nowości z Ninja Tune

Enchanted Hunters – Dwunasty Dom
Krzysiek Stęplowski:

Czasem naprawdę warto czekać. Warto wypatrywać, nawet latami, jeśli tylko cierpliwość nagrodzona ma być w taki sposób.

Ecnahnted Hunters Dwunasty Dom
Rrose – Hymn To Moisture
Paweł Gzyl:

Techno w stylu Marcela Duchampa.

Trzaska/Mazurkiewicz/Szpura – North Meridian
Jarek Szczęsny:

Można się spocić od samego słuchania.

Giant Swan – Giant Swan
Paweł Gzyl:

Czy znany ze świetnych koncertów duet sprawdził się również w studiu?

Floating Spectrum – A Point Between
Jarek Szczęsny:

Cyfrowy pomnik przyrody.

Bleu Roi – Dark/Light
Łukasz Komła:

Wiosną ubiegłego roku wsłuchiwaliśmy się w singiel szwajcarskiego projektu Bleu Roi, a przed kilkoma dniami ukazała się ich nowa EP-ka „Dark/Light”, którą przybliżamy i jednocześnie o niej rozmawiamy z Jennifer Jans.

Traversable Wormhole – Regions Of Time
Paweł Gzyl:

Adam X wraca do projektu sprzed dekady.

Sudan Archives – Athena
Jarek Szczęsny:

Do diabła z dobrymi radami.

Planetary Assault Systems – Plantae
Paweł Gzyl:

W stronę psychodelii.

Sleep D – Rebel Force
Paweł Gzyl:

Muzyczny zapach minionego lata.

Levitation Orchestra – Inexpressible Infinity
Jarek Szczęsny:

Podpalacze wzniecają eutymię.

Innercity Ensemble – IV
Jarek Szczęsny:

Luz i bogactwo.

Grischa Lichtenberger – RE:PHGRP
Paweł Gzyl:

Free jazz w „rasterowej” wersji.



Rook Vallade – Vestiges – Compiled DATs 92 -00- ADF_V1

Chłodna elektronika z ludzką twarzą.

Z twórczością Chrisa Douglasa zetknąłem się przed pięcioma laty, przy okazji znakomitej płyty „Benacah Drann Deachd” (nasza recenzja tutaj), dokumentującej utwory nagrane w latach 2001-11 pod szyldem Dalglish. Szkocki producent publikował też m.in. jako O.S.T., Scald Rougish i Rook Vallade. Ten ostatni alias doczekał się właśnie osobnej kompilacji z muzyką z lat 1992-2000. Douglas to nie byle kto. Zaczynał w San Francisco od organizacji imprez i didżejowania. Po przeprowadzce do Detroit, bujał się po mieście z takimi twórcami, jak „Mad” Mike Banks (Underground Resistance) i nieżyjący już James Stinson (Drexciya, także UR). W 2002 otwierał koncerty Autechre, rok później zagrał też na festiwalu All Tomorrow’s Parties, którego duet był kuratorem.

Zaufanie wyżej wymienionych nie dziwi – płyta „Vestiges – Compiled DATs 92 -00- ADF_V1” dowodzi, że Douglas był pionierem w nie mniejszym stopniu, niż czołowi gracze z takich zasłużonych dla elektroniki oficyn, jak Warp Records, Skam czy Rephlex. To bliźniacza wrażliwość i podobne klimaty rodem z fantastyki naukowej oraz dwuznacznej fascynacji naturą i technologią. Kompozycje tu zebrane nie są tak abstrakcyjne ani amorficzne jak te na rzeczonej płycie Dalglisha. Struktury są wyraźniej zarysowane i nie rozpadają się z każdą sekundą. Niektóre z nich można nawet nazwać melodyjnymi. Nie brak, rzecz jasna, eksperymentalnych rozwiązań i dziwactw, ale dla wprawnego ucha będzie to po prostu rodzaj wspaniałej symfonii analogowych maszyn.

Od złowróżbnych ambientowych tonów i urozmaiconej metalicznej rytmiki w otwierającym album „Badlstmp” aż po kojące impulsy i dźwięki nakręconego mechanizmu na tle przestrzennych padów w finalnym „Endtb_” (na winylu kolejność jest inna) – trudno tu o inne skojarzenia niż fabryka czy metropolia przyszłości. Porównajcie zresztą „Gaifld” z tym fragmentem ścieżki dźwiękowej do „Blade Runnera”. Całość została zarejestrowane w latach 90. ubiegłego wieku, jest więc naznaczona elementami charakterystycznymi dla tamtych czasów, które z perspektywy współczesności wzbudzają nostalgię. Słychać wiele gorących wówczas wpływów: electro, techno, wczesny hip-hop, ambient i braindance (zwany niefortunnie IDM-em). Tak się kiedyś grało i to było wtedy odkrywcze.

Naukowcy dowiedli, że naśladująca człowiecze cechy mimikra jest przyjemna tylko do pewnego stopnia. Po nim zaczyna się tzw. „dolina niesamowitości”, czyli niepokój. Z muzyką Douglasa – który powinien wreszcie zdobyć zasłużony rozgłos jako innowator – jest podobnie. Wszystkie te dźwięki są niewątpliwie ludzkie i jednocześnie przeraźliwie obce. Co ciekawe, pomimo względnej wiekowości nagrań, bronią się one bez najmniejszego problemu jako ponadczasowe. Więcej nawet: zdają się stanowić powiew świeżego powietrza na scenie zdominowanej obecnie przez zupełnie inne dźwięki (choć zapewne można by było poprowadzić jakąś zgrabną linię między obydwoma zjawiskami, tj. „wtedy” i „teraz”). Oczywiście polecam najmocniej.

Touchin’ Bass | 2016

 

 

 

Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.