ISAN – Lamenting Machine
Paweł Gzyl:

Najbardziej wyciszona płyta angielskiego projektu.

Stephen Mallinder – Um Dada
Paweł Gzyl:

Efektowny powrót weterana.

Piernikowski – The best of moje getto
Jarek Szczęsny:

Ile w tobie jest z białasa. (Tekst zawiera przekleństwa)

Pyur – Oratorio For The Underworld
Paweł Gzyl:

Wędrówka do krainy między życiem a śmiercią.

Kim Gordon – No Home Record
Jarek Szczęsny:

Zaskoczenie? Niekoniecznie.

Boreal Massif – We All Have Impact (Even Hippies Do)
Paweł Gzyl:

Trip-hop is not dead (yet).

Electric Sewer Age – Contemplating Nothingness
Maciej Kaczmarski:

Kopia mistrza.

Emptyset – Blossoms
Paweł Gzyl:

Producenci z Bristolu wkraczają na nowe terytoria.

Nagrobki – Pod Ziemią
Jarek Szczęsny:

Poważni jak śmierć.

LDY OSC – sōt
Paweł Gzyl:

Click & cuts na nowo.

Nick Cave and the Bad Seeds – Ghosteen
Jarek Szczęsny:

Pomnik żałoby.

Pablo Mateo – Weird Reflections Beyond The Sky
Paweł Gzyl:

Techno do tańca.

Danny Brown – uknowhatimsayin¿
Jarek Szczęsny:

Gorączkowe wizje rapera.

9t Antiope – Grimace
Jarek Szczęsny:

Mikrus.



Leon Vynehall – Nothing Is Still

Brytyjski producent i DJ – Leon Vynehall po wydaniu kilku niezłych EP, nawiązuje współpracę z kultową Ninja Tune i wydaje swój pierwszy LP tytułując go „Nothing Is Still”.

Brzmieniowo muzyka Leona ogniskuje się wokół deep housu i UK bassu, choć lubi on sobie niekiedy puścić oko w kierunku (osiągającego szczyty popularności na początku lat dwutysięcznych) klasycznego UK Garage. Premiera debiutanckiego albumu może być dobrym pretekstem do sięgnięcia po jego EP’ke z 2014 roku „Music For the Uninvited”, która znalazła się w podsumowaniu Pawła Gzyla z 2014.

Najnowsze dzieło Leona jest zdecydowanie bardziej powściągliwe, kruche, horyzontalne, jednakże nie pozbawione głębi. Nowym doświadczeniem dla muzyka była praca z dziesięcioosobową sekcją smyczkową, która nadaje muzyce zupełnie nowy ton. W kawałku „Envelopes (Chapter VI)” łączy wspomniane smyki z regularnym, leniwym beatem tworząc pogodne downtempo.

Inspiracją jak i zarówno obiektem dedykacji byli dziadkowie Leona, którzy wyemigrowali do USA w latach sześćdziesiątych. „Nothing Is Still” miała być emocjonalną podróżą poprzez wspomnienia, zapisane na starych polaroidach. Emigracja z południowo-wschodniej Anglii do Nowego Jorku, ich siedmiodniowa podróż łodzią z Southampton do Brooklynu, ujawniły się dopiero po śmierci jego dziadka cztery lata temu. Słowem kluczem miała być nostalgia, na której brak w odsłuchu albumu nie możemy narzekać.

Stempel Ninja Tune wyłania się w charakterystycznym kolażu dźwięków oraz pewnym podobieństwem do The Cinematic Orchestra. „Nothing Is Still” to dosyć spore zejście z tonu, obniżenie tempa i pójście w kierunku delikatnych brzmień, które nawet na klasyczne downtempo wydają się bardzo oszczędne w środki.

Bity uzupełniają często rozległe, monochromatyczne plamy dzwięków, nie pozostawiając zbyt dużo miejsca na ciekawe sample. Na uwagę zasługuje kawałek „Trouble”, który zagęszcza się i ściemnia z każdą sekundą, wchodząc w klimaty nieregularnego, świeżego IDMu. Niestety takich momentów jest zbyt mało. Na całym albumie jest dość dużo pętli, znanych już loopów perkusyjnych, co nadaje „Nothing Is Still” w miarę spójnego charakteru.

Po renomie Ninja Tune, można było spodziewać się czegoś bardziej innowacyjnego, jednak album na pewno trafi do grona ważniejszych wydawnictw z tego roku. Ponadto, Leon wystąpi w tym roku w naszym kraju na festiwalu Soundrive, prezentując swój autorski set na scenie plenerowej (UE) usytuowanej na ulicy Elektryków, rzecz jasna w Gdańsku.

Ninja Tune
Leon Vynehall FB

15.06.2018 | Ninja Tune

 

 

Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze