Strycharski Kacperczyk Szpura – I love you SDSS
Jarek Szczęsny:

Oglądanie nerwów.

!!! (Chk Chk Chk) – Wallop
Mateusz Piżyński:

Ciężkość punka z lekkością funka.

cover
Barker – Utility
Paweł Gzyl:

Transhumanistyczne przyjemności.

Monya – Straight Ahead
Paweł Gzyl:

Industrialne techno o pozytywnej energii.

Wojciech Golczewski – The Priests Of Hiroshima
Jarek Szczęsny:

Ścieżka dźwiękowa dla ery atomowej.

Múm – Yesterday Was Dramatic – Today Is OK
Paweł Gzyl:

Klasyk emotroniki.

Hildur Guðnadóttir – Chernobyl (OST)
Jarek Szczęsny:

Wyobrazić sobie niewyobrażalne.

Pruski – Black Birds
Jarek Szczęsny:

Wyszlifowany onyks.

Jaromir Kamiński, Rafał Warszawski, Palms Palms, Break Janek
Ania Pietrzak:

Beats & breaks idealne na koniec wakacji…

Lech Nienartowicz – Wrażenia i Mechanizmy
Jarek Szczęsny:

Pierwsze wrażenie.

The Future Eve feat. Robert Wyatt – KiTsuNe / Brian The Fox
Łukasz Komła:

Na łączach z Robertem Wyattem.

Rites of Fall – Towards the Blackest Skies
Jarek Szczęsny:

Im dalej w las, tym ciemniej.

Hula – Voice
Paweł Gzyl:

Łabędzi śpiew mistrzów industrialnego funku.

Christian Scott aTunde Adjuah – Ancestral Recall
Jarek Szczęsny:

Raróg zwyczajny.



Matthias Schaffhauser – Diderot

Od laickiego filozofa – do laickiej elektroniki.

Matthias Schaffhauser będzie niebawem świętował dwudziestolecie swej działalności producenckiej. Zaczynał bowiem w połowie lat 90., od razu stając się jednym z pionierów minimalowego tech-house’u. Z czasem zauważyła go renomowana wytwórnia Force Tracks, dzięki której objawił swój debiutancki album „Lido Hotel”, będący w swym czasie idealnym wręcz wcieleniem nowofalowej nostalgii w klubowy idiom, co stało się szybko znakiem rozpoznawczym muzyki z Kompaktu.

To właśnie Schaffhauserowi udało się w Kolonii zbudować po sukcesie swej pierwszej płyty wytwórnię, która przez jakiś czas śmiało konkurowała z imperium Michaela Mayera i Wolfganga Voigta. Mowa o firmie Ware, którą producent powołał do życia w 2001 roku. Wydawał bowiem jej nakładem nie tylko własne krążki, ale też tworzących w zbliżonej formule artystów, takich jak Markse Guentner, Hans Nieswandt czy Ziggy Kinder, którzy zdobyli sporą popularność w minionej dekadzie.

Mimo, że Schaffhauser regularnie nagrywał z powodzeniem kolejne single – jego ostatni autorski album ukazał się w 2005 roku. Od tamtego czasu wiele się zmieniło na muzycznej scenie: minimalowy tech-house został wyparty przez industrialne techno, co w naturalny sposób wyhamowało działalność niemieckiego producenta. Ponieważ jednak sytuacja na klubowym rynku powoli znów zaczyna się jednak zmieniać, młoda wytwórnia Biotop prezentuje nam właśnie jego nowy album.

„Diderot” daleki jest od jednolitego brzmienia, w jakie zawsze wpisana była muzyka Schaffhausera. Tym razem są na płycie zarówno taneczne, jak i bardziej eksperymentalne nagrania. Ten pierwszy segment tworzą oczywiście tech-house’owe kompozycje, w których jednak dzieje się więcej niż w klasycznym minimalu. Przykładem może być podrasowany na tribalową modłę „Bye Bye Backlash” o wręcz panoramicznym rozmachu czy ozdobione soulowymi wokalizami o emocjonalnym tonie „Enlightenment (In The So Called Wrong)” i „Return”. To jakby nowa wizja gatunku, przefiltrowanego przez współczesne dokonania artystów z kręgu outsiderowego house’u i techno.

Z drugiej strony Schaffhauser nie obawia się wyhamować – i całkowicie zrezygnować z warstwy rytmicznej w swej muzyce. Efekty i tu są ciekawe. Swymi niekonwencjonalnymi aranżacjami zaskakują przede wszystkim dwie pierwsze kompozycje – „For Fritz I” i „Abyss”, w których tęskne wokale spotykają się z eksperymentalną elektroniką. Kiedy śpiew cichnie – koloński producent sięga po jeszcze bardziej ilustracyjną muzykę. „Skin Of The Night” przywołuje wspomnienie kosmische musik w stylu  Conrada Schnitzlera, a „Thanks For Leaving” mogłoby się znaleźć w katalogu Raster Noton.

Ten rozwichrzony charakter „Diderota” jednak nie razi: ponieważ zarówno klubowe, jak i ilustracyjne nagrania podszyte są tym samym niepokornym duchem odważnego eksperymentowania, album ma zaskakująco spójny ton. Zróżnicowanie brzmień i nastrojów sprawia do tego, że podczas pierwszego przesłuchania zestawu jesteśmy ciekawi, co też niemiecki producent wymyśli w następnej kompozycji. I większość niespodzianek, które nas czeka na płycie jest całkiem przyjemna. To oznacza, że Matthias Schaffhauser znów złapał wiatr w żagle – i nie ustaje w tworzeniu własnej wizji nowoczesnej elektroniki.

Biotop 2016

www.biotop-label.net

www.facebook.com/biotoplabel

www.facebook.com/mathiasschaffhauser

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

1 Komentarz

  1. Krystian Zakrzewski

    Uwielbiam człowieka