Flaner Klespoza – Przygody i tajemnice
Jarek Szczęsny:

Debiut podwójny.

Max Andrzejewski’s Hütte – Hütte & Guests Play the Music of Robert Wyatt
Łukasz Komła:

Robert Wyatt na ujazzowionym spacerze.

Fumiya Tanaka – Right Moment
Paweł Gzyl:

Spójna całość zbudowana z kontrastowych elementów.

Król – Nieumiarkowania
Jarek Szczęsny:

Nie chce nam mówić niczego wprost.

Burial – Tunes 2011-2019
Jarek Szczęsny:

Brama do innej rzeczywistości.

Zaumne – Contact
Jarek Szczęsny:

Niezwykła bliskość.

Various Artists – Consortium Vol. 1
Paweł Gzyl:

Z Albanii do Detroit.

ARRM – II
Jarek Szczęsny:

Dzieło spokoju.

Floating Points – Crush
Jarek Szczęsny:

Stare w służbie nowoczesności.

Stefan Goldmann – Veiki
Paweł Gzyl:

Najbardziej taneczny materiał niemieckiego producenta.

True – Made Of Glass
Łukasz Komła:

Pod rękę ze smutkiem i tańczmy!

Akwizgram – Nü romantik
Jarek Szczęsny:

Próg do przeskoczenia jest niewielki.

Claro Intelecto – In Vitro – Volume 1 & 2
Paweł Gzyl:

Piękna, ale niemodna muzyka.

Paweł Doskocz / Vasco Trilla – Hajstra
Jarek Szczęsny:

Nieprawidłowości w działaniu zmysłów.



Orkesta Mendoza

Glitterbeat wydał nowy album zwariowanej orkiestry z Arizony.

Wędrujemy do miasta Tucson skąd pochodzą członkowie Orkesty Mendoza. Jak wiadomo Tuscon kojarzy się przede wszystkim z Howe Gelbem (Giant Sand) i Calexico. W tym roku Giant Sand zagrali nietuzinkowy koncert na białostockim Halfway Festivalu (relacja). I nie bez powodu wymieniam obie te grupy w kontekście amerykańskiej formacji, bowiem zagrał gościnnie na ich płycie „¡Vamos A Guarachar!” (07.10.2016 | Glitterbeat) Gabriel Sullivan związany z Giant Sand i XIXA. Oprócz niego wystąpili też muzycy Calexico, czyli Joey Burns i John Convertino. Co ważne, sam lider OM Sergio Mendoza (wokal, syntezatory, gitara, perkusja, elektronika, róg) jest pełnoprawnym muzykiem Calexico. Poza Mendozą mamy też w Orkiestrze Salvadora Durana, Seana Rogersa, Marco Rosano, Raula Marquesa i Joe Novelliego.

„¡Vamos A Guarachar!” nie jest debiutanckim longplayem Amerykanów, lecz drugim wydawnictwem, na którym połączono w brawurowy sposób muzykę meksykańską (mambo, ranchero), cumbię, merengue, rumbę, jazz, dub, rock i psychodelię. Gdyby żył Sergio Leone to z pewnością mógłby zamówić u nich ścieżkę dźwiękową do spaghetti westernu XXI wieku. Świadczą o tym choćby utwory „Redoble” czy „Mapache”. To jednak moją ulubioną kompozycją jest „Nada te Debo” kołysząca w rytm westernowego dubu (z poszarpanym samplem), świetnych wokali i gustownie zaaranżowanej sekcji dętej.

 

Oficjalna strona zespołu »Profil na Facebooku »Oficjalna strona artysty »Profil na Facebooku »

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.