DIVVAS – Challenger Deep
Łukasz Komła:

W głębinach myśli.

The Exaltics & Heinrich Mueller – Dimensional Shifting
Paweł Gzyl:

Mistrzowska wersja detroitowego electro.

Julius Aglinskas – Daydreamer
Łukasz Komła:

W ambientowym zastygnięciu.

Soft Boi – So Nice
Paweł Gzyl:

O miłości w rytmie downtempo.

Ehh hahah – House ze skrzypcami w tle
Jarek Szczęsny:

Pod znakiem internetu.

Alva Noto – Xerrox Vol. 4
Mateusz Piżyński:

Czwarta odsłona cyklu Xerrox, na którą przyszło nam czekać pięć lat.

Various Artists – Kern Vol. 5 Mixed By Helena Hauff
Paweł Gzyl:

„For those who knows”

Amnesia Scanner – Tearless
Paweł Gzyl:

Finowie serwują miłosne ballady.

Michael Lightborne – Ring Road Ring
Łukasz Komła:

Dźwiękowy świat obwodnicy w Coventry.

Christine Ott – Chimères (pour ondes Martenot)
Jarek Szczęsny:

Geometria dźwięków.

Deadbeat And Paul St. Hilaire – 4 Quarters Of Love And Modern Lash
Paweł Gzyl:

Scott i Paul medytują.

Vysoké Čelo – Űrkutatás
Jarek Szczęsny:

Grzechem byłoby nie skorzystać.

Ellen Allien – AurAA
Paweł Gzyl:

Hołd dla czasów, kiedy techno i trance były jednym.

Nihiloxica – Kaloli
Łukasz Komła:

Na wzgórzu perkusyjnych abstrakcji.



Orkesta Mendoza

Glitterbeat wydał nowy album zwariowanej orkiestry z Arizony.

Wędrujemy do miasta Tucson skąd pochodzą członkowie Orkesty Mendoza. Jak wiadomo Tuscon kojarzy się przede wszystkim z Howe Gelbem (Giant Sand) i Calexico. W tym roku Giant Sand zagrali nietuzinkowy koncert na białostockim Halfway Festivalu (relacja). I nie bez powodu wymieniam obie te grupy w kontekście amerykańskiej formacji, bowiem zagrał gościnnie na ich płycie „¡Vamos A Guarachar!” (07.10.2016 | Glitterbeat) Gabriel Sullivan związany z Giant Sand i XIXA. Oprócz niego wystąpili też muzycy Calexico, czyli Joey Burns i John Convertino. Co ważne, sam lider OM Sergio Mendoza (wokal, syntezatory, gitara, perkusja, elektronika, róg) jest pełnoprawnym muzykiem Calexico. Poza Mendozą mamy też w Orkiestrze Salvadora Durana, Seana Rogersa, Marco Rosano, Raula Marquesa i Joe Novelliego.

„¡Vamos A Guarachar!” nie jest debiutanckim longplayem Amerykanów, lecz drugim wydawnictwem, na którym połączono w brawurowy sposób muzykę meksykańską (mambo, ranchero), cumbię, merengue, rumbę, jazz, dub, rock i psychodelię. Gdyby żył Sergio Leone to z pewnością mógłby zamówić u nich ścieżkę dźwiękową do spaghetti westernu XXI wieku. Świadczą o tym choćby utwory „Redoble” czy „Mapache”. To jednak moją ulubioną kompozycją jest „Nada te Debo” kołysząca w rytm westernowego dubu (z poszarpanym samplem), świetnych wokali i gustownie zaaranżowanej sekcji dętej.

 

Oficjalna strona zespołu »Profil na Facebooku »Oficjalna strona artysty »Profil na Facebooku »

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.