Men With Secrets – Psycho Romance And Other Spooky Ballads
Paweł Gzyl:

Erudycyjne ćwiczenie z ejtisowego electro.

Riverrun – The Same Silent Hill
Przemysław Solski:

Muzyka z krajobrazu.

Yogtze – Yogtze
Jarek Szczęsny:

Będzie filmowo.

Wacław Zimpel – Massive Oscillations
Jarek Szczęsny:

Letarg duchowy.

Hula – Shadowland
Paweł Gzyl:

Jak ambient przenikał industrial.

Nicolas Godin – Concrete and Glass
Mateusz Piżyński:

Elektroniczny aksamit, który już dobrze znamy.

Ghost In The Machine – Breaking The Seal
Paweł Gzyl:

Czego można się spodziewać po płycie, na której jeden z utworów nosi tytuł „Napalm Breath”?

Jachna/Ziołek/Buhl – Animated Music
Jarek Szczęsny:

Poszerzanie improwizacyjnej wrażliwości.

Recondite – Dwell
Ania Pietrzak:

Chłodna obserwacja rzeczywistości.

Silent Witness – Silent Witness
Łukasz Komła:

Cisi obserwatorzy o wielkiej wyobraźni.

Phase Fatale – Scanning Backwards
Paweł Gzyl:

Dźwięk jako broń.

Stefan Węgłowski – To co ukryte
Jarek Szczęsny:

Puszczony zza mgły.

Mech – Pearlgraphs
Jarek Szczęsny:

Lepiszcze do związania ze sobą grubych okruchów.

Craven Faults – Erratics & Unconformities
Jarek Szczęsny:

Syntezator modularny poszedł na wędrówkę.



Si Begg – Blueprints

Elektronika z czasu maszyn parowych.

Kiedy młody Simon Begg rozpoczynał tworzenie awangardowej elektroniki, większość dzisiejszych gwiazd gatunku nosiła jeszcze pieluszki. Startował bowiem już w 1990 roku – początkowo od wywiedzionych z industrialu dźwiękowych kolaży, by potem zwrócić się w stronę siarczystego techno i surowego electro. To właśnie on wraz z Cristianem Vogelem założył w 1994 roku wytwórnię Mosquito, dzięki której świat usłyszał o new school techno rodem z Brighton.

Nie zaprzestał jednak eksperymentować. Raz ciągnęło go w stronę breakbeatu i funku, czemu dawał wyraz w projektach S.I. Futures i Backfunk 3000, a kiedy indziej – w stronę downtempo, co objawił pod szyldem Cabbage Boy. Nagrywał dla niezliczonej ilości wytwórni, współpracując choćby z Tresorem, NovaMute czy Caipirinhą. Musi mieć również jakiś sentyment do Polski, bo jeden z jego pseudonimów to… Zygmunt Janowski. W przerwach między muzyką klubową zajmował się z sukcesami komponowaniem soundtracków na potrzeby kina i telewizji.

Choć zapewne przez nazbyt nerwowe sięganie po odmienne gatunki nigdy nie osiągnął jakiejś wielkiej sławy na elektronicznej scenie, dziś ma status pozwalający mu na nieliczenie się z modami i tworzenie tego, co mu się podoba. Dowodem tego jest najnowszy album Brytyjczyka zrealizowany dla berlińskiej Shitkatapult. Znajdujący się na nim materiał zainspirowało odnalezienie pamiętnika dziadka-inżyniera ze szkicami tajemniczych maszyn. W efekcie Si Begg zszedł do swej piwnicy – i odkurzył dawno nie używane analogowe syntezatory.

Muzyka, jaka powstała z ich udziałem, odwołuje się przede wszystkim do ambientowej stylistyki. W przypadku Si Begga nie ma ona jednak tak oczywistego dla obecnego statusu tego gatunku brzmienia. Choć zgodnie z aktualną modą często odwołuje się do opartej na rozwibrowanych arpeggiach kosmische musik („Slide M2959” czy „Resistance Is Expensive”), potrafi ją zainfekować w niekonwencjonalny sposób żrącym acidem („Heat Resistant Alloys” czy „Isometric Projection”) albo podrasować na bardziej krautową modłę („Pressure Ratio”).

Drugą stronę nowej muzyki Begga tworzą kompozycje oparte na konkretnej rytmice. Zgodnie z tym, co można by się po nim spodziewać, Brytyjczyk sięga po wymodelowany na IDM-ową modłę przesterowany breakbeat („Vacuum Pump Ejector”) i sprężyste electro zanurzone w onirycznym tle („Energieerzeugung”). Najbardziej zaskakuje w tym kontekście „Parallel Air Ducts” – nastrojowy trance w stylu połowy lat 90., łączący melodyjne akordy fortepianu z moroderowymi syntezatorami.

Mim dosyć eksperymentalnego zacięcia, muzyka z „Blueprints” jest zadziwiająco bezpretensjonalna. Oto weteran nowoczesnej elektroniki siadł za swoimi instrumentami – i wyczarował z nich wszystko to, co zawsze mu w duszy grało: chmurne pejzaże, połamane i chrzęszczące bity, industrialne przestery i acidowe loopy. Wszystko to przypomina oczywiście klasykę gatunku z lat 90., a nawet i wcześniejszą, ale podane z przekornym wdziękiem przez Anglika, robi dziś znowu bardzo dobre wrażenie.

Shitkatapult 2017

www.shitkatapult.com

www.facebook.com/shitkatapult.label

www.sibegg.com

www.facebook.com/sibegg

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.