ISAN – Lamenting Machine
Paweł Gzyl:

Najbardziej wyciszona płyta angielskiego projektu.

Stephen Mallinder – Um Dada
Paweł Gzyl:

Efektowny powrót weterana.

Piernikowski – The best of moje getto
Jarek Szczęsny:

Ile w tobie jest z białasa. (Tekst zawiera przekleństwa)

Pyur – Oratorio For The Underworld
Paweł Gzyl:

Wędrówka do krainy między życiem a śmiercią.

Kim Gordon – No Home Record
Jarek Szczęsny:

Zaskoczenie? Niekoniecznie.

Boreal Massif – We All Have Impact (Even Hippies Do)
Paweł Gzyl:

Trip-hop is not dead (yet).

Electric Sewer Age – Contemplating Nothingness
Maciej Kaczmarski:

Kopia mistrza.

Emptyset – Blossoms
Paweł Gzyl:

Producenci z Bristolu wkraczają na nowe terytoria.

Nagrobki – Pod Ziemią
Jarek Szczęsny:

Poważni jak śmierć.

LDY OSC – sōt
Paweł Gzyl:

Click & cuts na nowo.

Nick Cave and the Bad Seeds – Ghosteen
Jarek Szczęsny:

Pomnik żałoby.

Pablo Mateo – Weird Reflections Beyond The Sky
Paweł Gzyl:

Techno do tańca.

Danny Brown – uknowhatimsayin¿
Jarek Szczęsny:

Gorączkowe wizje rapera.

9t Antiope – Grimace
Jarek Szczęsny:

Mikrus.



Moo Late – Memo, The Beat Tape

Sample człowieku!

W połowie kwietnia tego roku, Brian Massaka aka Moo Late wrócił na fali sukcesu albumu „Tubism” (recenzja tutaj). Tym razem krótka, zwięzła i na temat EP’ka, która broni dobre imię konwencji beat tape’u. Co tutaj mamy? Sample, żywe instrumenty, jazzowe brzmienia klawiszy oraz elektryczną moc basu, co w zgrabnym połączeniu zawsze brzmią dobrze. Jak to powiedział mój stary znajomy: To już było. Ale ważne aby takie produkcje wychodziły! – No i jest kolejna!

Już z pierwszymi dźwiękami „Intro” przenoszę się dwadzieścia lat wstecz do serca Nowego Jorku, gdzie kultura hip-hopu przeżywa drugą wiosnę. „Zouk” to popis charakterystycznych drewnianych perkusjonaliów, anielskiego wokalu oraz przyjemnych pociągnięć za struny gitary. Idealnie to pasuje do czasu poranku, spędzonego w oparach ciepłej kawy.

W „Magic English” słychać wpływy mistrza J Dilla, a relaksujące akordy mieszają się z pociętymi wokalizami. To modelowy utwór Briana, który dzięki konsekwentnie wybijanemu werblowi, kończy i rozpoczyna kolejne pętle tego muzycznego dobra. „9th Floor” uwodzi dźwiękami trąbki niczym sampel użyty w utworze K-44 „Wena”, a w połowie numeru pojawiają się anielskie głosy, nadając całości relaksacyjny ton.

„Mulberries” jest zapisem wycieczki do sklepu z czarnym woskiem, gdzie rozmarzony lawiruję pomiędzy niezbadanymi kąskami muzycznego świata. Maniera tego brzmienia przypomina mi dokonania producenta Baths, więc zaraz po dokonanym zakupie udaję się w swoim abstrakcyjnym świecie do domu z widokiem na morze i oddaję kojącej kontemplacji dźwięków na starym gramofonie.

Promujący w swoim czasie EP’kę singiel „1997” dumnie unosi się na morskiej bryzie i przynosi pocięte sample gitary, folkowe wtrącenia oraz dialogi. Płynnie przechodzę do „Melodies” z przetaczanym po całej pętli dźwiękiem snare’a oraz hipnotyzującymi akcentami cymbałów. Klasyczna gitara spina tępy werbel z utkanym z syntzatorów tłem, tworząc tym samym miejsce dla „Pegasus”.

Jazzowe „Memo” zamyka tę troszkę sentymentalną podróż w czasie i przestrzeni. Ten album jest jak kawa o poranku, widok morza w południe i papieros wieczorem – po prostu wskazana!

Memo, The Beat Tape | 18.04.2017

Moo Latte FB

 

 

Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.