Ansome – Hands Of The Harbour
Paweł Gzyl:

Punkowy gest.

Lapalux – Amnioverse
Ania Pietrzak:

Jak zachwyca?

Various Artists – X – Ten Years Of Artefacts
Paweł Gzyl:

Techno w swej najbardziej pomysłowej wersji.

Julek Płoski – śpie
Jarek Szczęsny:

Coś nowego.

Karenn – Grapefruit Regret
Paweł Gzyl:

Pariah i Blawan improwizują.

Moor Mother – Analog Fluids Of Sonic Black Holes
Jarek Szczęsny:

Hałas i chaos.

Jazz Band Młynarski-Masecki – Płyta z zadrą w sercu
Jarek Szczęsny:

Jedna dla wszystkich.

Shapednoise – Aesthesis
Paweł Gzyl:

Nieznane mutacje basowych brzmień.

A Winged Victory for the Sullen – „The Undivided Five”
Mateusz Piżyński:

Ambientowe nowości z Ninja Tune

Enchanted Hunters – Dwunasty Dom
Krzysiek Stęplowski:

Czasem naprawdę warto czekać. Warto wypatrywać, nawet latami, jeśli tylko cierpliwość nagrodzona ma być w taki sposób.

Ecnahnted Hunters Dwunasty Dom
Rrose – Hymn To Moisture
Paweł Gzyl:

Techno w stylu Marcela Duchampa.

Trzaska/Mazurkiewicz/Szpura – North Meridian
Jarek Szczęsny:

Można się spocić od samego słuchania.

Giant Swan – Giant Swan
Paweł Gzyl:

Czy znany ze świetnych koncertów duet sprawdził się również w studiu?

Floating Spectrum – A Point Between
Jarek Szczęsny:

Cyfrowy pomnik przyrody.



Oh Sees – Orc

Kto lubi cukier w trumnie?

Wraz z utratą przedimka „the” zespół dowodzony przez John Dwyera zmienił nazwę na Oh Sees i wydał dziewiętnasty album w karierze. Od 20 lat kręci się wokół psychodelicznego rocka rodem z San Francisco. Wszystko oparte na garażowym brzmieniu, sprawiające mylne wrażenia jakoby powstało raczej z przypadku, niż ciężkiej pracy. Podkreślam, iż jest to mylne wrażenie, bo to bardzo pracowity zespół, który co i rusz zmienia skład, a o pracowitości zaświadcza ilość wydanych płyt. Na najnowszej płycie znów doszło do rotacji w składzie. Perkusistę Ryana Moutinho zastąpił perkusista Paul Quattrone. Nie zmieniła się liczba perkusistów w zespole. Pozostało dwóch.

Trzeba mieć tupet, żeby zacząć płytę w taki sposób, jak czynią to Oh Sees w utworze „The Static God”. Tempo na urwanie głowy, iskrzące i jazgotliwe gitary. To może być szok dla kogoś, kto po raz pierwszy zetknie się z twórczością grupy, ale stali słuchacze raczej nie powinni dać się zaskoczyć. Zmianę wychwycić można na drugim kawałku „Nite Expo”. Minutowy elektro-wstęp szybko zostaje zastąpiony przez gitarowy hałas, a nietuzinkowość dopełnia niejednoznaczny tekst. Motoryka perkusistów ciągle mnie zadziwia. Spektakularnie wypada w najcięższym „Animated Violence”. Zagęszczony rytm sprawia wrażenie mułu, z którego wybija się gitara oraz kosmiczne wstawki. W kategorii najbardziej odjechanego momentu albumu wygrywa „Paranoise”. Dwyere sięga po synthy dodając nowych barw do brzmienia. Szczególnie słychać to w „pulsującej” fazie tego utworu. Utwór kończy wystrzał i towarzyszący mu huk.

Cytat zawarty na początku mojego tekstu został wyrwany z „Jettisoned”. Psychodeliczny utwór z bardzo garażowym pazurem. Długich form Oh Sees też się nie lękają. Zaświadcza o tym, jeden z najlepszych na płycie, ośmiominutowy „Keys to the Castle”. Początek doskonale wpisujący się w estetykę zespołu nie zdradza tego co czeka nas dalej. Szarpiąca i osaczająca gitara zanika gdzieś w okolicach drugiej minuty. Prym zaczynają wieść organy, a melodia snuje się wokół odbiorcy. Hipnotyzujący i usypiający rytm wprawia w błogi nastrój i pozwala na kompletne rozprężenie. Mąci ten nastrój tylko przedostatni wers: „Rozpocznij nową uprawę dobrych ludzi”. Z Dwyer`em nigdy nie może być jednoznacznie. Nie miałbym nic przeciwko, gdyby ten utwór trwał nawet 15 minut. Umieszczenie go w środku albumu uważam za znakomity pomysł. Większość zespołów pewnie wrzuciłoby go na koniec, podkreślając swój album zamaszystym ruchem pędzla. Oh Sees nie są jak inne zespoły.

Końcówka „Orca” też wypada zachwycająco. „Cooling Tower” przynoszącym na myśl dokonania zespołu Can. Matematyczna precyzja perkusji współgra z linią melodyjną chórków. „Drowned Beast” oparty na przeciwieństwach – ogłuszający, gitarowy hałas versus spokojne partie wokalne oparte na pogłosie. Zamykający zestaw „Raw Optics” to wycieczka w rejony afro-funku z domieszką jazzu. Jest miejsce na fascynującą rytmikę, a także na perkusyjne solo. Moim faworytem pozostaje „Cadaver Dog” brzmiący jakby Pink Floyd przedawkowali donepezil. Otwarcie teatralna maniera w warstwie słownej podbudowana jest powolnym tempem muzyki. Jednocześnie utwór ma momenty wzniosłości kojarzonej z muzyką lat 70. Oh Sees zachowali swój charakter. Na mnie to działa. Czuję się jak fan jakiejś fantastycznej sagi, który nie chce, żeby jego ulubiona fabuła została zakończona.

Castle Face | 2017

Strona zespołu

FB

 

 

 

Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.