Chouk Bwa & The Ångströmers – Vodou Alé
Łukasz Komła:

Voodoo z przyszłości.

Ben Lukas Boysen – Mirage
Jarek Szczęsny:

Pokaz iluzji.

Siema Ziemia – Siema Ziemia
Jarek Szczęsny:

Dodatkowe skurcze mięśni.

Fluxion – Perspectives
Paweł Gzyl:

Nostalgia po grecku.

Lawrence English – Lassitude
Jarek Szczęsny:

Doskonała pustka.

Elysia Crampton – ORCORARA 2010
Jarek Szczęsny:

Niepowstrzymana losowość.

Kaitlyn Aurelia Smith – The Mosaic of Transformation
Jarek Szczęsny:

Cały zestaw radosnych nastrojów.

Phillip Sollman – Monophonie
Paweł Gzyl:

Muzyczna maszyneria.

Vladislav Delay & Sly Dunbar & Robbie Shakespeare – 500-Push-Up
Paweł Gzyl:

„Rakka” uzupełniona o dubowy puls.

Zguba – Pomór
Jarek Szczęsny:

Nieustający marsz kostuchy.

Richu M – House Of The Vaporising Sun
Bartek Woynicz:

Ten tytuł mówi wszystko.

Maenad Veyl – Reassessment
Paweł Gzyl:

Muzyka z sali operacyjnej.

Flaner Klespoza – Wędrówka po lesie, w którym mieszkają bogowie i rosną wszechświaty
Jarek Szczęsny:

Spójna opowieść.

The Advent – Life Cycles
Paweł Gzyl:

Futurystyczne electro w oldskulowym stylu.



Hieroglyphic Being, Sarathy Korwar & Shabaka Hutchings – A.R.E. Project

Takich dwóch, jak ich trzech, to nie ma ani jednego.

Pierwszy: wywodzi się z Chicago. Eksploruje i eksperymentuje na płaszczyźnie muzyki house. Surowość brzmienia oraz niepohamowana energia to jego znaki rozpoznawcze. Jak to się mówi, w środowisku uchodzi za bardzo ważną postać. Zbytnio nie przejmuje się przyzwyczajeniami słuchaczy. Drugi: zeszłoroczny debiutant. Błysnął wyśmienitym albumem „Day to Day”, który wpisałem na listę moich ulubionych. Lubi zestawiać duchowość z nowoczesnością. Nie stroni od jazzu, muzyki etnicznej oraz eksperymentalnej. Trzeci: swoją ostatnią płytą zagroził pozycji Kamasiemu Washingtonowi. Jego fantastyczne umiejętności gry na saksofonie przyniosły płytę pełną duchowych wędrówek, a on sam potrafi też udać się w kosmos razem z The Comet is Coming. Cała trójka: Hieroglyphic Being (1), Sarathy Korwar (2) oraz Shabaka Hutchings (3) nagrała krótki materiał, po którym o nasyceniu nie może być mowy.

Minialbum „A.R.E. Project” wypełniają cztery utwory, z czego najlepsze są te najdłuższe. Tak się złożyło. Wynika to stąd, że gdy czasu jest więcej, to każdy ma chwilę, aby swoje drogocenne umiejętności zaprezentować, bez szkody dla pozostałej dwójki. Otwierający „The Doctrines Of Swedenborg” ma genialny początek. Z ociekającego szumem bitu wyłania się dźwięk saksofonu. Ponad siedem minut eksperymentu rytmiczno – muzycznego. Bo bit nie jest tu jedynym motorem napędowym. Sarathy Korwar pokazuje swoje wszystkie walory. Styl kompozycji szybko przeistacza się w klubowo – oniryczny. Perkusyjne przejścia, poprzecinane są tu samplami i elektronicznymi dziwactwami. Saksofon nachodzi nas w końcówce. Niebywałe.

„Calling The Loas” zaczyna się jak jazzowy zajzajer, aby w chwilę mieć techno na pokładzie. To jest właśnie ten rodzaj międzygatunkowej symbiozy, który warto sobie przyswajać bez końca. No i ten rozwibrowany saksofon. „Dimensions Of Frequency & Vibrations” pokazuje twórczą potencję w zakresie rozplanowania muzyki. Wystudzony, elektroniczny podkład współbrzmi z gorącym saksofonem. Szumiące, ambientowe tło przeszywa minimalistyczna perkusja. Zamykający „Ashrams” to popis improwizacji Hutchingsa. Mimo, iż w pojedynkę zaczyna ten kawałek, to wszakże sam do końca być nie może. Tak więc dobry dance`owy podkład nie zabija świeżości dęciaka, a syntezatorowe wstawki nie zgarniają całego splendoru. Aż chce się czekać, żeby ta współpraca zaowocowała czymś większym, doskonalszym.

Technicolour | 2017

Bandcamp

FB 1

FB 2

FB 3

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.