A Winged Victory for the Sullen – „The Undivided Five”
Mateusz Piżyński:

Ambientowe nowości z Ninja Tune

Enchanted Hunters – Dwunasty Dom
Krzysiek Stęplowski:

Czasem naprawdę warto czekać. Warto wypatrywać, nawet latami, jeśli tylko cierpliwość nagrodzona ma być w taki sposób.

Ecnahnted Hunters Dwunasty Dom
Rrose – Hymn To Moisture
Paweł Gzyl:

Techno w stylu Marcela Duchampa.

Trzaska/Mazurkiewicz/Szpura – North Meridian
Jarek Szczęsny:

Można się spocić od samego słuchania.

Giant Swan – Giant Swan
Paweł Gzyl:

Czy znany ze świetnych koncertów duet sprawdził się również w studiu?

Floating Spectrum – A Point Between
Jarek Szczęsny:

Cyfrowy pomnik przyrody.

Bleu Roi – Dark/Light
Łukasz Komła:

Wiosną ubiegłego roku wsłuchiwaliśmy się w singiel szwajcarskiego projektu Bleu Roi, a przed kilkoma dniami ukazała się ich nowa EP-ka „Dark/Light”, którą przybliżamy i jednocześnie o niej rozmawiamy z Jennifer Jans.

Traversable Wormhole – Regions Of Time
Paweł Gzyl:

Adam X wraca do projektu sprzed dekady.

Sudan Archives – Athena
Jarek Szczęsny:

Do diabła z dobrymi radami.

Planetary Assault Systems – Plantae
Paweł Gzyl:

W stronę psychodelii.

Sleep D – Rebel Force
Paweł Gzyl:

Muzyczny zapach minionego lata.

Levitation Orchestra – Inexpressible Infinity
Jarek Szczęsny:

Podpalacze wzniecają eutymię.

Innercity Ensemble – IV
Jarek Szczęsny:

Luz i bogactwo.

Grischa Lichtenberger – RE:PHGRP
Paweł Gzyl:

Free jazz w „rasterowej” wersji.



Noname – Room 25

Końska dawka emancypacji.

W takich chwilach cieszę się, że mam naturę księgowego. Zrobię mały coming out i ujawnię, że od 2015 roku spisuję wiernie każdą płytę wydaną w danym roku, którą przesłuchałem. Zaczynałem od wpisywania tego do edytora tekstu, ale po roku przerzuciłem się na arkusze kalkulacyjne. Lepsza możliwość statystyk, filtrowania itd. W przypadku opisywanej płyty czym prędzej sięgnąłem po zapiski z roku 2016 i oto co sobie zanotowałem odnośnie pierwszego mixtape`u Noname „Telefone”: „warta uwagi płyta, uszy otwarte na przyszłość”. Warto było czekać bo urodzona w 1991 roku w Chicago Fatimah Nyeema Warner postanowiła uraczyć nas swoim pełnowartościowym debiutem w postaci „Room 25”. Liczba 25 wymieniona w tytule odnosi się do wieku raperki, w którym dokonała wielu przewartościowań w życiu i wzmocniła swoją pewność siebie. Efekty tego przełomu są wystrzałowe.

Przede wszystkim Noname czerpie garściami z dokonań czarnej muzyki. Szczególnie jeśli chodzi o ciepłotę brzmień. Dobrym przykładem jest „Don’t forget about me”. Neo-soul spod znaku D`Angelo (jest o nim wzmianka w tekście) wypada znakomicie. Trochę rodzinnych kwestii zostaje poruszonych. W pierwszym „Self” również słychać podobne wpływy. Ten sam spokój, to samo przywiązanie do płynnego rytmu. Różnica wypływa z tekstów. Odwołanie się do kwestii rasy miesza się z kwestiami odnośnie płci: „Y’all really thought a bitch couldn’t rap huh?”. To stanowi dobrą wykładnię tego co można znaleźć na płycie, z której emanuje pewność siebie i końska dawka emancypacji: „My pussy teachin ninth-grade English / My pussy wrote a thesis on colonialism”.

Z impetem petardy wybucha „Montego Bae”. Na wokalu gościnnie występuje Ravyn Lenae. Tematyka jest słoneczna: seks, Jamajka. Koniecznie trzeba posłuchać co w tle wyprawia bas i fortepian. „Blaxploitation” to termin z dziedziny filmowej. Niskobudżetowe produkcje koncentrowały się na wątkach afroamerykańskich. W oparach funku i soulu toczyły się proste (często stereotypowe) historie. Noname w tym miejscu proponuje zestaw filmowych cytatów i popis zdolności raperskich. „Prayer Song” zawiera jedną z bardziej kąśliwych uwag wygłoszonych na albumie: „Don’t nobody got no holy, everybody got an iPhone”. Cierpki utwór nagrany w towarzystwie Adama Nessa zawiera w sobie świetny, perkusyjny podkład, który przypomina The Roots.

Raperka ma też szczęście do współpracowników. Współproducent albumu Phoelix pomaga jej w okiełznaniu muzycznej materii. Występuje też w „Window”, który ma znakomity wstęp. Niczym dziecięca zabawka w otoczeniu smyczkowej aranżacji. Płynny stan utworu pozwala Noname zmierzać w stronę Erykah Badu. To jeden z moich faworytów. Uwagę zwraca otwartość tekstu: „I knew you never loved me but I fucked you anyway / I guess a bitch like to gamble, I guess a bitch like to lonely”. Generalnie stosunki damsko-męskie są ważnym elementem płyty. Wciąga również utwór finałowy. Przedłużający się wstęp nie daje jasnego sygnału, kiedy wystąpić ma mistrzyni ceremonii. W „no name” wyłuszcza swoje racje. Wszystko na świetnym podkładzie i z soulowym wykończeniem. „Room 25” to świetna płyta, od której można się szybko uzależnić, szczególnie, że trwa tylko 35 minut. W tym przypadku przystępność jest zaletą, a najlepsza jest jej liryczna gimnastyka.

Wyd. własne | 2018

Bandcamp
FB

 

 

 

Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze