Strycharski Kacperczyk Szpura – I love you SDSS
Jarek Szczęsny:

Oglądanie nerwów.

!!! (Chk Chk Chk) – Wallop
Mateusz Piżyński:

Ciężkość punka z lekkością funka.

cover
Barker – Utility
Paweł Gzyl:

Transhumanistyczne przyjemności.

Monya – Straight Ahead
Paweł Gzyl:

Industrialne techno o pozytywnej energii.

Wojciech Golczewski – The Priests Of Hiroshima
Jarek Szczęsny:

Ścieżka dźwiękowa dla ery atomowej.

Múm – Yesterday Was Dramatic – Today Is OK
Paweł Gzyl:

Klasyk emotroniki.

Hildur Guðnadóttir – Chernobyl (OST)
Jarek Szczęsny:

Wyobrazić sobie niewyobrażalne.

Pruski – Black Birds
Jarek Szczęsny:

Wyszlifowany onyks.

Jaromir Kamiński, Rafał Warszawski, Palms Palms, Break Janek
Ania Pietrzak:

Beats & breaks idealne na koniec wakacji…

Lech Nienartowicz – Wrażenia i Mechanizmy
Jarek Szczęsny:

Pierwsze wrażenie.

The Future Eve feat. Robert Wyatt – KiTsuNe / Brian The Fox
Łukasz Komła:

Na łączach z Robertem Wyattem.

Rites of Fall – Towards the Blackest Skies
Jarek Szczęsny:

Im dalej w las, tym ciemniej.

Hula – Voice
Paweł Gzyl:

Łabędzi śpiew mistrzów industrialnego funku.

Christian Scott aTunde Adjuah – Ancestral Recall
Jarek Szczęsny:

Raróg zwyczajny.



Pharoah Chromium / R.A.N.

Proponuję dwie EP-ki. Pharoah Chromium stworzył elektronikę do słów Jeana Geneta, a Turczynka R.A.N. zainspirowała się poezją Bosniana Sabita Efendiego.

Pharoah Chromium – „Jean Genet Quatre heures à Chatila” (Not on label | 16.11.2018)

Staram się śledzić nowe wydawnictwa sygnowane przez Pharoah Chromium. To solowy projekt niemiecko-palestyńskiego muzyka i performera Ghaziego Barakata. W ubiegłym roku pisałem o muzyce duetu Crème De Hassan, założonego przez Faraona wraz z gitarzystą Paulem LaBrecque (znanym z Head of Wantastiquet i Sunburned Hand of the Man). A trzy lata temu odnotowałem fakt pojawienia się EP-ki Pharoah Chromium – „Gaza”, zazębiającej się z najnowszym minialbumem „Jean Genet Quatre heures à Chatila”.

„Gaza” powstała w oparciu o nagrania terenowe nawiązujące w swojej wymowie do krwawych wydarzeń ze Strefy Gazy (Palestyna, 2014). Z kolei „Jean Genet Quatre heures à Chatila” jest tylko wycinkiem przedsięwzięcia, jakie ujrzało światło dzienne w lipcu tego roku, a chodzi o „Eros + Massacre” (dostępne tylko w wersji cyfrowej). Do powstania tych nagrań Barakat zaprosił aktorkę/wokalistkę, pisarza, poetę, antropologa, reżysera filmowego i dziennikarza. Wśród tego zacnego grona znalazła się m.in. Elli Medeiros – urugwajska aktorka i wokalistka, od wielu lat mieszkająca we Francji, która czyta w języku francuskim fragmenty słynnego tekstu Jeana Geneta, pt. „Quatre heures à Chatila” („Cztery godziny w Szatili”) z 1982 roku, do eksperymentalnej elektroniki Pharoah Chromium. Nie kojarzę polskiego tłumaczenia tego tekstu, chyba że się mylę.


Pozwolę sobie w skrócie nakreślić genezę powstania „Quatre heures à Chatila”. We wrześniu 1982 roku francuski pisarz znalazł się – jak podaje większość źródeł – przypadkowo w Bejrucie, gdzie wówczas doszło w ciągu trzech dni do masakry ludności w obozach palestyńskich w Sabrze i Szatili. Warto pamiętać, że Genet był jednym z pierwszych cudzoziemców, któremu udało się przedostać do tych obozów, tym samym był świadkiem zbrodni wojennej (Czerwony Krzyż szacuje, że było ośmiuset zabitach, zaś palestyńskie źródła podają znacznie większą liczbę ofiar). To był akt ludobójstwa falangistów oraz wojsk izraelskich wymierzony przeciwko palestyńskiej ludności cywilnej – starcom, kobietom i dzieciom – mieszkających w obozach.

Siedmiocalową EP-kę wypełniły dwie kompozycje – „Une Photographie A Deux Dimensions…” i „Saint Genet À Chatila” – w formie słuchowiska. Elektronika Pharoah Chromium (ambient miesza się z chropowatym noise’em, dronami i modularnymi konstelacjami niepokojących dźwięków) bardzo trafnie oddała grozę tych makabrycznych wydarzeń, a do tego mamy w uszach przerażające i zarazem poetyckie opisy Geneta. Zacytuję choćby ten jeden skrawek tekstu: La photographie ne saisit pas les mouches ni l’odeur blanche et épaisse de la mort. Elle ne dit pas non plus les sauts qu’il faut faire quand on va d’un cadavre à l’autre. (w wolnym tłumaczeniu: Fotografia nie pokazuje much ani gęstego białego zapachu śmierci. Nie ukazuje też, w jaki sposób należało stawiać kroki nad ciałami, kiedy przechodziło się od jednych do drugich zwłok.)

Strona Facebook Pharoah Chromium »

R.A.N. – „Şeb-i Yelda” (Karlrecords | 31.08.2018)

Pod nieco tajemniczą nazwą R.A.N. (Roads At Night) kryje się Hüma Utku – artystka pochodząca ze Stambułu, ale obecnie mieszkająca w Berlinie. Debiutowała płytą „Her Trembling Ceased” (2015). Później były pojedyncze utwory i remiksy rozsiane po różnych kompilacjach. Lubi też wcielać się w rolę didżejki. W tym formacie rezydowała w 2017 roku w Submarine Studio w Kairze.

Najnowszą EP-ką „Şeb-i Yelda” (w języku perskim oznacza to „najdłuższa noc”) dołączyła do berlińskiego labelu Karlrecords. Nagrania powstały pod wpływem osmańskiego poety Bosniana Sabita Efendiego. Jej utwory można także traktować jako filtr, przez który R.A.N. przepuszcza swoje emocje związane z konfliktem na Bliskim Wschodzie. Nie trudno się domyślić, że zderzamy się z atmosferą gniewu, niepokoju, żalu i… nadziei (np. w „Ay” / „Księżyc”). Mroczne „Şeb-i Yelda” znakomicie to wszystko nakreśla, szczególnie ten industrialny beat.


Turczynka łączy w nienahalny sposób elektronikę z żywym brzmieniem tradycyjnych instrumentów, a robi to na tyle inaczej, że chroni się przed zbanalizowanymi schematami. Interesują ją dark ambientowe i zarazem melancholijne drony oraz głębokie basy przeciągnięte szorstkimi efektami. W rezultacie przekłada się to na stworzenie bardzo ciekawej rytmiki, co słychać choćby w „Sabah” („Poranek”). Ostatnia kompozycja „Kul” – i nie tylko – mocno mi się skojarzyła z muzyką i przesłaniem, jakie Fatima Al Qadiri zawarła na swoim wyjątkowym albumie „Brute” (2016). Minialbum „Şeb-i Yelda” sprawił, że będę czekał na kolejne nocne przejażdżki z R.A.N.

 

Strona R.A.N. »Profil na Facebooku »Strona Karlrecords »Profil na Facebooku »

fot. Muhammad Saleh

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze