Ben Lukas Boysen – Mirage
Jarek Szczęsny:

Pokaz iluzji.

Siema Ziemia – Siema Ziemia
Jarek Szczęsny:

Dodatkowe skurcze mięśni.

Fluxion – Perspectives
Paweł Gzyl:

Nostalgia po grecku.

Lawrence English – Lassitude
Jarek Szczęsny:

Doskonała pustka.

Elysia Crampton – ORCORARA 2010
Jarek Szczęsny:

Niepowstrzymana losowość.

Kaitlyn Aurelia Smith – The Mosaic of Transformation
Jarek Szczęsny:

Cały zestaw radosnych nastrojów.

Phillip Sollman – Monophonie
Paweł Gzyl:

Muzyczna maszyneria.

Vladislav Delay & Sly Dunbar & Robbie Shakespeare – 500-Push-Up
Paweł Gzyl:

„Rakka” uzupełniona o dubowy puls.

Zguba – Pomór
Jarek Szczęsny:

Nieustający marsz kostuchy.

Richu M – House Of The Vaporising Sun
Bartek Woynicz:

Ten tytuł mówi wszystko.

Maenad Veyl – Reassessment
Paweł Gzyl:

Muzyka z sali operacyjnej.

Flaner Klespoza – Wędrówka po lesie, w którym mieszkają bogowie i rosną wszechświaty
Jarek Szczęsny:

Spójna opowieść.

The Advent – Life Cycles
Paweł Gzyl:

Futurystyczne electro w oldskulowym stylu.

Field Works – Ultrasonic
Jarek Szczęsny:

Nietoperze jako podstawa twórcza.



Babadag – Šulinys

Nie budźcie śniącego.

Dobrym pomysłem było wydanie płyty zespołu Babadag (odniesienie literackie do Andrzeja Stasiuka) w styczniu. Dzięki czemu, przy braku większej konkurencji, może wywołać większy zachwyt. Choć i bez tego by sobie poradziła. Osobiście cieszę się podwójnie, gdyż dodatkowo mam więcej czasu, żeby się nią delektować i słuchać do nieprzytomności. W zespole prowadzonym przez Olę Bilińską zaszły pewne zmiany. Przede wszystkim pojawiły się trzy wokalistki z Litwy: Lauksmina Kriščiūnaitė – Plikšnienė, Raminta Kriščiūnaitė oraz Dominyka Kriščiūnaitė, a także Sebastian Witkowski i Igor Nikiforow. Poza szefową, na stanowisku perkusisty został Hubert Zemler. Takie połączenie muzycznych wrażliwości zaowocowało płytą różnorodną, pełną znakomitych piosenek i wycieczek poza utarte schematy. Nie udałoby się to, gdyby nie było w składzie wizjonerki w postaci Oli Bilińskiej.

Punktem wyjścia dla zespołu są sutartinės – prastare litewskie kanony o niezwykle ciekawej strukturze. Warto w tym miejscu wspomnieć o albumie zespołu Zebry a Mit „Laumės”, na którym bębnił również Hubert Zemler. Do starych melodii dopisano nowe teksty oraz poszerzono spektrum językowe. Na albumie spotykają się i mieszają języki litweski, polski i angielski. Całość otwiera uderzający rockową drapieżnością „Sycamore Tree”. Dynamiczna perkusja, rozmyta gitara, a wokal utrzymany w duchu PJ Harvey. Prostota właściwie zaczyna się i kończy na tym utworze. Wspaniale rozwijający się utwór „Kania” przywodzi na myśl pustynną rozłożystość. W Polsce świetnie reprezentowaną przez Wovokę na albumie „Sevastopolis”. Od prostej gitarowej przygrywki z bębnami w tle, aż do kulminacyjnego punktu, z którego zespół ma czas, żeby zejść.

Babadag potrafi też robić niespodziewane wolty. „Kankles” zaczyna się minimalistycznie, żeby z czasem przeobrazić się w space rockowe monstrum. Zdarza się, że szefowa przejmuje rolę liderki i w pełni korzysta ze swoich znakomitych warunków głosowych. „Aitwar”, bo o nim mowa, nie powinien mieć problemów, żeby dotrzeć do szerszej publiczności. Podobnie może być w przypadku dość przystępnego „The Well”, szczególnie druga część wypełniona lśniącymi syntezatorami. Inaczej może być z „Ej Toli Toli”. Jak można wyczytać z książeczki jest to historia litewskiej dziewczyny, która niesie jedzenie swoim braciom. Po drodze spotyka polskich panów, którzy siłą odbierają jej pakunki, a ona zmuszona jest do ucieczki, do braci, żeby ci zrobili porządek z polskimi panami.

Jak „Snaudala” dopadnie gardła to już nie puści. Energetyczny zastrzyk, który anihiluje zmęczenie, znużenie i smędzenie. Tygiel kulturowy w postaci z jednej strony mieszanki językowej (litewski, angielski, polski razem) oraz stylistyk (elektroniczne wycieczki, słowiański mistycyzm). Drugim tak silnym punktem jest utwór „Żurawie”. Oparty na wokalach i rytmie nabijanym przez perkusję, którym pomagają odpowiednio dobrane elektroniczne dodatki, przeobraża się w jeden, silnie oddziałujący trans. Nie mam zamiaru ukrywać swojego zachwytu, ani stawiać na fasadowy obiektywizm, gdyż „Šulinys” jest prawdziwą torpedą. W idealnym świecie Ola Bilińska byłaby opoką polskiej piosenki. Widzę ją w roli duchowej przewodniczki, która zapładnia wyobraźnię rzeszy wokalistek i wokalistów. Nawet jeśli to tylko sen, to proszę mnie nie budzić.

Karrot Kommando | 2019
FB

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

1 Komentarz

  1. Nie znałam jeszcze tego zespołu, ale przyznaję, że pewnie jak tylko wrócę do domu to chętnie posłucham sobie piosenek Babadag. Tym bardziej, że zaciekawił mnie opis drugiego singla „Żurawie” 🙂