Sleeparchive – Trust
Paweł Gzyl:

Techno sprowadzone do loopów.

Trampique – Life Outside The Mirror
Jarek Szczęsny:

Melancholia codzienności.

Jan Wagner – Kapitel
Łukasz Komła:

Autentyczna bruzda.

Ian William Craig – Red Sun Through Smoke
Jarek Szczęsny:

Mgnienia poczucia straty.

Christian Löffler – Lys
Paweł Gzyl:

Piosenka jest dobra na wszystko?

Various Artists – Velvet Desert Music Vol. 2
Paweł Gzyl:

Soundtrack do współczesnego „acid westernu”.

Skalpel – Highlight
Bartek Woynicz:

Balsam na czas zarazy.

Electric Indigo – Ferrum
Paweł Gzyl:

W atomowym silosie.

Stian Westerhus – Redundance
Jarek Szczęsny:

Ucieczka od tradycyjnych piosenek.

Immortal Onion – XD [Experience Design]
Jarek Szczęsny:

Nie spodziewałem się ich tam spotkać.

Moses Sumney – græ Part 1
Jarek Szczęsny:

Przestrzeń okrojona ze skrajności.

Blind Boy De Vita – Cumpà
Łukasz Komła:

Z cienia w ogień!

Camea – Dystopian Love
Paweł Gzyl:

Futurystycznie i kobieco.

Shabaka and the Ancestors – We Are Sent Here By History
Jarek Szczęsny:

On wie więcej.



EABS – Slavic Spirits

Jazz w bardo.

W czasach pośpiechu, oni się nie spieszyli i nagrywali przez dwa lata. W czasach postpiśmiennych, oni czytali Marię Janion, Aleksandra Brücknera, Olgę Drendę i Andrzeja Ledera. W czasach indywidualizmu, oni postawili na kolektyw. W czasach zapatrzonych w przyszłość, oni wracają do własnych korzeni. I w końcu w czasach przeładowania, oni zamykają wszystko w czterdziestu czterech minutach. Oni to zespół Electro-Acoustic Beat Sessions. Debiutowali kapitalną płytą, na której zajęli się twórczością Krzysztofa Komedy. „Slavic Spirits” to wydestylowana mieszanka historii, muzyki i filozofii. Przed nagraniem zespół sięgał po różne źródła szukając w nich tytułowej słowiańszczyzny. Przewodnikiem duchowym w tej wędrówce był Czesław Niemen.

Wydając album w wersji deluxe wyposażyli go w książkę. Tak, właśnie książkę, a nie żadną tam książeczkę. 140 stron (w formacie płyty) w języku polskim i tyleż w języku angielskim. Rzecz obszerniejsza niż sam album. Tym samym, biorąc pod uwagę stan czytelnictwa w Polsce, na myśl o dodaniu książki do płyty, uśmiecham się jeszcze szerzej. Autorem tekstu jest Sebastian Jóźwiak, menadżer zespołu. Do składu dołączył Tenderlonious, co jednocześnie podkreśla silnie demokratyczną formę EABS. Przy okazji warto zwrócić uwagę, że mający w pełni uzasadnione zagraniczne ambicje zespół w ogóle nie powtórzył nic z tego, co ostatnio wypracowała konkurencja w postaci The Comet is Coming, Maurice`a Louca czy Kamasi`ego Washingtona. EABS nie mogli wiedzieć co też inni planowali i nagrywali, a więc zostaje tylko jedno – intuicja.

Kierując się nią zdecydowali opuścić doczesność i wejść w stan bardo, tylko bez umierania. Obcują z duchami starając się zrozumieć m.in. dlaczego człowiek postanowił dokonać rozbratu z przyrodą zawłaszczając ją i prowadząc do zagłady. Jednocześnie badali mitologię słowiańską z pełną wiedzą, że była ona czasami brana na sztandary grup skrajnych. A tu celem jest tolerancja, dobroć i wzajemne zrozumienie, ale bez mesjanistycznych aspiracji. Wracając do stanu bardo, zespół porusza się bez przeszkód po różnych okresach czasowych, miesza wpływy i wraca do świata żywych ze świeżą, unurzaną w przeszłości współczesną propozycją, którą można by zamknąć w zgrabnej frazie spiritual jazz. Tylko za sferę duchową odpowiadają słowiańskie duchy, które mogły spotkać się na Ślęży.

No dobra, ale jaka jest ta płyta? Genialna. EABS stworzyli dzieło pełne, barwne i dopracowane w każdym detalu. „Slavic Spirits” praktycznie stanowi jedną całość. Precyzyjnie przemyślaną ze świetnie skonstruowaną dramaturgią. Począwszy od „Ciemności”, która brzmi jakbyśmy asystowali przy narodzinach muzyki, aż po euforyczne „Przywitanie Słońca”, gdzie robotę robią dęciaki. Po drodze wpaść można na „Południcę” z okazałą partią perkusji czy na utwór „Ślęża” (biorąc pod uwagę podbój zagranicznych rynków taki tytuł może być dobrym wabikiem), który ma wiele wspólnego z emocjonalnymi erupcjami znanymi z utworów Czesława Niemena. No i jest jeszcze na wpół dziki i niesamowicie przestrzenny „Leszy”. W nim właśnie jest najwięcej tego, o czym pisał Jóźwiak, czyli melancholii. To jest po prostu szlif brylantowy.

Astigmatic | 2019
Bandcamp
FB
FB Astigmatic

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze