Jeff Parker & The New Breed – Suite For Max Brown
Łukasz Komła:

Projekcja magicznych obrazów.

Various Artists – Air Texture Vol. VII
Paweł Gzyl:

Rrose i Silent Servant serwują ambient? Niemożliwe!

Siavash Amini & Saåad – All Lanes Of Lilac Evening
Jarek Szczęsny:

Bez szwów.

Villaelvin – Headroof
Jarek Szczęsny:

Tylko bardziej.

Juno – Young Star
Jarek Szczęsny:

Infiltracja jazzu.

Lonker See – Hamza
Jarek Szczęsny:

Zawsze krok przed nami.

Men With Secrets – Psycho Romance And Other Spooky Ballads
Paweł Gzyl:

Erudycyjne ćwiczenie z ejtisowego electro.

Riverrun – The Same Silent Hill
Przemysław Solski:

Muzyka z krajobrazu.

Yogtze – Yogtze
Jarek Szczęsny:

Będzie filmowo.

Wacław Zimpel – Massive Oscillations
Jarek Szczęsny:

Letarg duchowy.

Hula – Shadowland
Paweł Gzyl:

Jak ambient przenikał industrial.

Nicolas Godin – Concrete and Glass
Mateusz Piżyński:

Elektroniczny aksamit, który już dobrze znamy.

Ghost In The Machine – Breaking The Seal
Paweł Gzyl:

Czego można się spodziewać po płycie, na której jeden z utworów nosi tytuł „Napalm Breath”?

Jachna/Ziołek/Buhl – Animated Music
Jarek Szczęsny:

Poszerzanie improwizacyjnej wrażliwości.



EABS – Slavic Spirits

Jazz w bardo.

W czasach pośpiechu, oni się nie spieszyli i nagrywali przez dwa lata. W czasach postpiśmiennych, oni czytali Marię Janion, Aleksandra Brücknera, Olgę Drendę i Andrzeja Ledera. W czasach indywidualizmu, oni postawili na kolektyw. W czasach zapatrzonych w przyszłość, oni wracają do własnych korzeni. I w końcu w czasach przeładowania, oni zamykają wszystko w czterdziestu czterech minutach. Oni to zespół Electro-Acoustic Beat Sessions. Debiutowali kapitalną płytą, na której zajęli się twórczością Krzysztofa Komedy. „Slavic Spirits” to wydestylowana mieszanka historii, muzyki i filozofii. Przed nagraniem zespół sięgał po różne źródła szukając w nich tytułowej słowiańszczyzny. Przewodnikiem duchowym w tej wędrówce był Czesław Niemen.

Wydając album w wersji deluxe wyposażyli go w książkę. Tak, właśnie książkę, a nie żadną tam książeczkę. 140 stron (w formacie płyty) w języku polskim i tyleż w języku angielskim. Rzecz obszerniejsza niż sam album. Tym samym, biorąc pod uwagę stan czytelnictwa w Polsce, na myśl o dodaniu książki do płyty, uśmiecham się jeszcze szerzej. Autorem tekstu jest Sebastian Jóźwiak, menadżer zespołu. Do składu dołączył Tenderlonious, co jednocześnie podkreśla silnie demokratyczną formę EABS. Przy okazji warto zwrócić uwagę, że mający w pełni uzasadnione zagraniczne ambicje zespół w ogóle nie powtórzył nic z tego, co ostatnio wypracowała konkurencja w postaci The Comet is Coming, Maurice`a Louca czy Kamasi`ego Washingtona. EABS nie mogli wiedzieć co też inni planowali i nagrywali, a więc zostaje tylko jedno – intuicja.

Kierując się nią zdecydowali opuścić doczesność i wejść w stan bardo, tylko bez umierania. Obcują z duchami starając się zrozumieć m.in. dlaczego człowiek postanowił dokonać rozbratu z przyrodą zawłaszczając ją i prowadząc do zagłady. Jednocześnie badali mitologię słowiańską z pełną wiedzą, że była ona czasami brana na sztandary grup skrajnych. A tu celem jest tolerancja, dobroć i wzajemne zrozumienie, ale bez mesjanistycznych aspiracji. Wracając do stanu bardo, zespół porusza się bez przeszkód po różnych okresach czasowych, miesza wpływy i wraca do świata żywych ze świeżą, unurzaną w przeszłości współczesną propozycją, którą można by zamknąć w zgrabnej frazie spiritual jazz. Tylko za sferę duchową odpowiadają słowiańskie duchy, które mogły spotkać się na Ślęży.

No dobra, ale jaka jest ta płyta? Genialna. EABS stworzyli dzieło pełne, barwne i dopracowane w każdym detalu. „Slavic Spirits” praktycznie stanowi jedną całość. Precyzyjnie przemyślaną ze świetnie skonstruowaną dramaturgią. Począwszy od „Ciemności”, która brzmi jakbyśmy asystowali przy narodzinach muzyki, aż po euforyczne „Przywitanie Słońca”, gdzie robotę robią dęciaki. Po drodze wpaść można na „Południcę” z okazałą partią perkusji czy na utwór „Ślęża” (biorąc pod uwagę podbój zagranicznych rynków taki tytuł może być dobrym wabikiem), który ma wiele wspólnego z emocjonalnymi erupcjami znanymi z utworów Czesława Niemena. No i jest jeszcze na wpół dziki i niesamowicie przestrzenny „Leszy”. W nim właśnie jest najwięcej tego, o czym pisał Jóźwiak, czyli melancholii. To jest po prostu szlif brylantowy.

Astigmatic | 2019
Bandcamp
FB
FB Astigmatic

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze