Fumiya Tanaka – Right Moment
Paweł Gzyl:

Spójna całość zbudowana z kontrastowych elementów.

Król – Nieumiarkowania
Jarek Szczęsny:

Nie chce nam mówić niczego wprost.

Burial – Tunes 2011-2019
Jarek Szczęsny:

Brama do innej rzeczywistości.

Zaumne – Contact
Jarek Szczęsny:

Niezwykła bliskość.

Various Artists – Consortium Vol. 1
Paweł Gzyl:

Z Albanii do Detroit.

ARRM – II
Jarek Szczęsny:

Dzieło spokoju.

Floating Points – Crush
Jarek Szczęsny:

Stare w służbie nowoczesności.

Stefan Goldmann – Veiki
Paweł Gzyl:

Najbardziej taneczny materiał niemieckiego producenta.

True – Made Of Glass
Łukasz Komła:

Pod rękę ze smutkiem i tańczmy!

Akwizgram – Nü romantik
Jarek Szczęsny:

Próg do przeskoczenia jest niewielki.

Claro Intelecto – In Vitro – Volume 1 & 2
Paweł Gzyl:

Piękna, ale niemodna muzyka.

Paweł Doskocz / Vasco Trilla – Hajstra
Jarek Szczęsny:

Nieprawidłowości w działaniu zmysłów.

Stenny – Upsurge
Paweł Gzyl:

Połamane rytmy zanurzone w ambiencie.

Justyna Steczkowska – Maria Magdalena. All Is One
Przemysław Solski:

Wędrówka duszy.



Rrose – Hymn To Moisture

Techno w stylu Marcela Duchampa.

Seth Horvitz objawił swój talent do tworzenia elektroniki pod koniec lat 90., kiedy pod pseudonimem Sutekh, wraz z innymi młodymi producentami z San Francisco w rodzaju Twerka, Jake’a Mandella czy Kita Claytona, stworzył nową formułę klubowego grania – laptopowe techno. Brzmiało to podobnie jak dzisiejszy minimal, tylko mocniej było zanurzone w gąszczu cyfrowych szumów i chrzęstów. Pomysłowość Horvitza w kreowaniu tego rodzaju muzyki wydawała się nie wyczerpana: od 2000 do 2010 roku nagrał pod tym szyldem pięć albumów, które z płyty na płytę objawiały jego coraz mocniejsze ciągoty w stronę awangardy.

I rzeczywiście: w 2008 roku Horvitz zapisał się na kurs muzyki współczesnej na Mills College w Oakland. Pierwszym efektem pogłębiania wiedzy o akademickich eksperymentach z elektroniką w XX wieku była płyta „Eight Studies For Automatic Piano” wydana pod własnym imieniem i nazwiskiem artysty przez nowojorską wytwórnię Line. Dokładnie w tym samym czasie amerykański producent objawił nowy projekt: zapożyczywszy nazwisko i wizerunek od kobiecego alter-ego dadaistycznego artysty Marcela Duchampa, przedstawił się światu jako Rrose.

Początkowo nikt nie wiedział kto kryje się za tym pseudonimem. A firmowana nim muzyka była zaskakująco różnorodna. O ile na winylowych dwunastocalówkach znajdowało się nowoczesne techno o przestrzennym brzmieniu i transowym pulsie, tak na albumach – autorskie interpretacje kolejnych kompozycji z kanonu muzyki współczesnej. To naprowadziło fanów na trop prawdziwej tożsamości Rrose – i w końcu wydało się, że pod nazwiskiem tym ukrywa się Seth Horvitz. Po ośmiu latach od swego debiutu amerykański artysta wreszcie prezentuje nam swoją pierwszą pełną płytę z autorskim materiałem.

Otwierający ją utwór „Mine” to niecodzienny ambient, w którym dubowe korozje i hipnotyczny loop splatają się na podkładzie z basowego pulsu. W „Bandage” dostajemy już techno: jego metrum ma jednak podłamany charakter, a brzmienie tworzy zimna i niepokojąca elektronika rodem z horroru. Bardziej taneczny charakter ma „Columns”, odwołując się niedwuznacznie do perkusyjnego minimalu, uzupełnionego o industrialne zgrzyty. „Saliva” to także ambient – wypełniony rozjeżdżonymi pasażami przestrzennych syntezatorów i fabrycznymi odgłosami.

Miarowy rytm techno uderza ponownie w „Dissolve” – jest jednak wzbogacony o dodatkowe perkusjonalia, które oplatają kaskady szorstkich akordów. W „Horizon” amerykański producent objawia nam swoją słabość do niemieckiej kosmische musik, serwując splatające się ze sobą syntezatorowe arpeggia. Bardziej eksperymentalny charakter ma „Open Cell”, nurzając basowy pochód z dubowymi pogłosami. Album wieńczy warczący dron osadzony na mechanicznym rytmie – czyli majestatyczny „Hymn To Moisture”.

Debiutancki album Rrose stanowi w jakimś sensie sumę wszystkich dotychczasowych dokonań Setha Horvitza pod tym imieniem. Mamy tu przede wszystkim laboratoryjne techno – ale także wycieczki w stronę bardziej eksperymentalnych gatunków elektroniki. Wszystko to ma jednak wspólne brzmienie: chłodne, zdystansowane, klinicznie czyste. Nawet kiedy amerykański producent zakłóca swą muzykę noise’owymi efektami – są one pozbawione agresji i lokują się bliżej glitchowych chrzęstów niż industrialnego zgiełku. Może „Hymn To Measure” ukazuje się trochę za późno – ale to i tak świetna płyta.

Eaux 2019

www.eaux.ro

www.rrose.ro

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze