Ehh hahah – House ze skrzypcami w tle
Jarek Szczęsny:

Pod znakiem internetu.

Alva Noto – Xerrox Vol. 4
Mateusz Piżyński:

Czwarta odsłona cyklu Xerrox, na którą przyszło nam czekać pięć lat.

Various Artists – Kern Vol. 5 Mixed By Helena Hauff
Paweł Gzyl:

„For those who knows”

Amnesia Scanner – Tearless
Paweł Gzyl:

Finowie serwują miłosne ballady.

Michael Lightborne – Ring Road Ring
Łukasz Komła:

Dźwiękowy świat obwodnicy w Coventry.

Christine Ott – Chimères (pour ondes Martenot)
Jarek Szczęsny:

Geometria dźwięków.

Deadbeat And Paul St. Hilaire – 4 Quarters Of Love And Modern Lash
Paweł Gzyl:

Scott i Paul medytują.

Vysoké Čelo – Űrkutatás
Jarek Szczęsny:

Grzechem byłoby nie skorzystać.

Ellen Allien – AurAA
Paweł Gzyl:

Hołd dla czasów, kiedy techno i trance były jednym.

Nihiloxica – Kaloli
Łukasz Komła:

Na wzgórzu perkusyjnych abstrakcji.

Upsammy – Zoom
Paweł Gzyl:

Zbliżenie na kruche piękno.

Alois – Azul
Łukasz Komła:

Stąpać po niebieskim.

Sote – Moscels
Jarek Szczęsny:

Ku wizjonerskiemu futuryzmowi.

Moodymann – Taken Away
Jarek Szczęsny:

Pląsy w dusznym pomieszczeniu.



Rrose – Hymn To Moisture

Techno w stylu Marcela Duchampa.

Seth Horvitz objawił swój talent do tworzenia elektroniki pod koniec lat 90., kiedy pod pseudonimem Sutekh, wraz z innymi młodymi producentami z San Francisco w rodzaju Twerka, Jake’a Mandella czy Kita Claytona, stworzył nową formułę klubowego grania – laptopowe techno. Brzmiało to podobnie jak dzisiejszy minimal, tylko mocniej było zanurzone w gąszczu cyfrowych szumów i chrzęstów. Pomysłowość Horvitza w kreowaniu tego rodzaju muzyki wydawała się nie wyczerpana: od 2000 do 2010 roku nagrał pod tym szyldem pięć albumów, które z płyty na płytę objawiały jego coraz mocniejsze ciągoty w stronę awangardy.

I rzeczywiście: w 2008 roku Horvitz zapisał się na kurs muzyki współczesnej na Mills College w Oakland. Pierwszym efektem pogłębiania wiedzy o akademickich eksperymentach z elektroniką w XX wieku była płyta „Eight Studies For Automatic Piano” wydana pod własnym imieniem i nazwiskiem artysty przez nowojorską wytwórnię Line. Dokładnie w tym samym czasie amerykański producent objawił nowy projekt: zapożyczywszy nazwisko i wizerunek od kobiecego alter-ego dadaistycznego artysty Marcela Duchampa, przedstawił się światu jako Rrose.

Początkowo nikt nie wiedział kto kryje się za tym pseudonimem. A firmowana nim muzyka była zaskakująco różnorodna. O ile na winylowych dwunastocalówkach znajdowało się nowoczesne techno o przestrzennym brzmieniu i transowym pulsie, tak na albumach – autorskie interpretacje kolejnych kompozycji z kanonu muzyki współczesnej. To naprowadziło fanów na trop prawdziwej tożsamości Rrose – i w końcu wydało się, że pod nazwiskiem tym ukrywa się Seth Horvitz. Po ośmiu latach od swego debiutu amerykański artysta wreszcie prezentuje nam swoją pierwszą pełną płytę z autorskim materiałem.

Otwierający ją utwór „Mine” to niecodzienny ambient, w którym dubowe korozje i hipnotyczny loop splatają się na podkładzie z basowego pulsu. W „Bandage” dostajemy już techno: jego metrum ma jednak podłamany charakter, a brzmienie tworzy zimna i niepokojąca elektronika rodem z horroru. Bardziej taneczny charakter ma „Columns”, odwołując się niedwuznacznie do perkusyjnego minimalu, uzupełnionego o industrialne zgrzyty. „Saliva” to także ambient – wypełniony rozjeżdżonymi pasażami przestrzennych syntezatorów i fabrycznymi odgłosami.

Miarowy rytm techno uderza ponownie w „Dissolve” – jest jednak wzbogacony o dodatkowe perkusjonalia, które oplatają kaskady szorstkich akordów. W „Horizon” amerykański producent objawia nam swoją słabość do niemieckiej kosmische musik, serwując splatające się ze sobą syntezatorowe arpeggia. Bardziej eksperymentalny charakter ma „Open Cell”, nurzając basowy pochód z dubowymi pogłosami. Album wieńczy warczący dron osadzony na mechanicznym rytmie – czyli majestatyczny „Hymn To Moisture”.

Debiutancki album Rrose stanowi w jakimś sensie sumę wszystkich dotychczasowych dokonań Setha Horvitza pod tym imieniem. Mamy tu przede wszystkim laboratoryjne techno – ale także wycieczki w stronę bardziej eksperymentalnych gatunków elektroniki. Wszystko to ma jednak wspólne brzmienie: chłodne, zdystansowane, klinicznie czyste. Nawet kiedy amerykański producent zakłóca swą muzykę noise’owymi efektami – są one pozbawione agresji i lokują się bliżej glitchowych chrzęstów niż industrialnego zgiełku. Może „Hymn To Measure” ukazuje się trochę za późno – ale to i tak świetna płyta.

Eaux 2019

www.eaux.ro

www.rrose.ro

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze