Wpisz i kliknij enter

Jazz Band Młynarski-Masecki – Płyta z zadrą w sercu

Jedna dla wszystkich.

W 2017 roku nie miałem wątpliwości, że pomimo wszechogarniającego pędu ku nowoczesności albumem, który wyróżniał się ekstrawagancką elegancją była „Noc w wielkim mieście” Jazz Bandu Młynarski-Masecki (umiejscowiona przeze mnie na drugim miejscu albumów roku 2017). Perfekcjonizm oraz młodzieńczy oddech, o których pisał Łukasz Komła, na „Płycie z zadrą w sercu” wybrzmiewa jeszcze bardziej. Warto zwrócić uwagę na realizację samych nagrań, które brzmią jak z epoki. W tym celu użyto mikrofonu węglowego z 1924 roku przywiezionego do Warszawy przez Philipa Krause ze studia Emila Berlinera. I brzmi to niczym najwspanialsza przyjemność, ale to nie wszystko.

Otóż Jan Emil Młynarski i Marcin Masecki rozwinąć pragnęli się również w kwestii aranżacji. Poza zasadniczym septetem do składu dołączył sekstet smyczkowy (!) oraz gościnni muzycy w tym Kuba Więcek. Nie zmieniło się to, że zespół sięga ponownie po nasze tradycje big bandów jazzowych. Wszystko jest bardziej. Maniera wokalna Młynarskiego jest bardziej archaiczna, aranżacje są bardziej zwiewne, melodie bardziej melodyjne, a płyta jeszcze bardziej perfekcyjna. Jesteśmy, proszę państwa, w starym kinie, gdzie autorskie popisy trzymają się kurczowo melodyjnej ramy jak w sunącym „Dla Ciebie”. Z kolei fokstrot „Miss Mary” urzeka beztroską. Jego autor Henryk Wars starał się tym utworem w 1932 roku dodawać ludziom otuchy.

Także „Dulcinea” autorstwa Zygmunta Wiehlera tryska radością. Czasy niekoniecznie należały do najweselszych, a zaraz potem przecież nadeszła wojna. Tymczasem można było napisać piosenkę o popularnej zabawce „Yo-yo”. I tu pojawia się pytanie: czy świat jest jeszcze w stanie wykrzesać z siebie taką radość i chęć życia? Rzut okiem na to, o czym sam piszę często, każe w to wątpić. Tym bardziej dziś taka płyta i taki zespół jak JBMM są nam potrzebni. Marcin Masecki na pianinie stara się nie tylko przywołać ducha tamtych czasów, ale również pieczołowicie je odtworzyć dodając do tego autorskie rozwinięcia. Być może trudno w to uwierzyć, ale kiedyś tak brzmiała muzyka rozrywkowa.

Nie była pozbawiona również sentymentalizmu („I zawsze będzie czegoś ci brak”) czy spolszczenia amerykańskich standardów („Płyta z zadrą w sercu”). Moją uwagę najbardziej przykuł „Abram, ja ci zagram!”, do którego tekst napisał Julian Tuwim (!). A to tekst prowokacyjny, gdyż opowiada o fordanserze, pocącym się na scenie w tańcu polegającym na fikaniu nogami, „Słowem męski girl”. Jak widać w przedwojniu bywało również tęczowo. Losy kompozytorów są równie ciekawe jak sama muzyka. Jeden zginął w warszawskim getcie (Michał Ferszko). Henryk Wars uciekł Niemcom, a potem Rosjanom, by utworzyć jazz band, z którym jeździł od Syberii po Odessę. Jan Markowski wstąpił do Armii Krajowej, a Zygmunt Karasiński musiał emigrować z Polski pod koniec lat 60. w wyniku antysemickiej nagonki. Tak oto na jednej płycie skupiają się losy Polski. Jednej dla wszystkich.

Toinen | 2019
FB
FB Toinen







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy