Skalpel – Highlight
Bartek Woynicz:

Balsam na czas zarazy.

Electric Indigo – Ferrum
Paweł Gzyl:

W atomowym silosie.

Stian Westerhus – Redundance
Jarek Szczęsny:

Ucieczka od tradycyjnych piosenek.

Immortal Onion – XD [Experience Design]
Jarek Szczęsny:

Nie spodziewałem się ich tam spotkać.

Moses Sumney – græ Part 1
Jarek Szczęsny:

Przestrzeń okrojona ze skrajności.

Blind Boy De Vita – Cumpà
Łukasz Komła:

Z cienia w ogień!

Camea – Dystopian Love
Paweł Gzyl:

Futurystycznie i kobieco.

Shabaka and the Ancestors – We Are Sent Here By History
Jarek Szczęsny:

On wie więcej.

The Fear Ratio – They Can’t Be Saved
Paweł Gzyl:

Suma najlepszych elementów.

Earth Trax – LP1
Jarek Szczęsny:

Nic ponadto.

Radosław Kurzeja – Ogród botaniczny w Palermo
Jarek Szczęsny:

Niekontrolowane lenistwo.

Koza – Patologya
Jarek Szczęsny:

Atrakcyjność ujemna.

Caribou – Suddenly
Bartek Woynicz:

Co nagle, to po diable?

FOQL & Fischerle – Personal Wastelands
Jarek Szczęsny:

Triskeliony.



KTLH – Azathoth

Egzorcyści będą mieć pełne ręce roboty.

Jeśli ktoś postanawia skryć się za pseudonimem, nie podając przy tym żadnych tropów prowadzących do siebie, to ja takie postępowanie szanuję i nie dopytuję. Także nie mam pojęcia kim jest tajemniczy KTLH. Czy są to inicjały dwóch osób? A może za muzykę odpowiada tylko jedna? Płci twórcy lub twórców także się nie domyślam. Powiem więcej, niespecjalnie mnie interesuje z kim mam do czynienia. Wystarczy mi muzyka, gdyż w świecie natłoku informacji, często niewiedza jest błogosławieństwem.

Wiem tylko tyle, że KTLH wydał album w Audile Snow, a to dobry powód, żeby go posłuchać. Niektórych może skusić już tytuł „Azathoth”. Odnosi się do jednej z postaci znanej z twórczości H.P. Lovecrafta. Pozostawiając ten wątek na boku szybko przemieszczę się do sfery dla mnie przyjaźniejszej tj. muzyki. Na płycie jest czego słuchać. Całość trwa dobrze ponad godzinę, a to w przeliczeniu na cenę widoczną na Bandcampie, powinno zadowolić łowców okazji, nie tylko tych z czarnego piątku.

Kluczowym utworem jest rozpoczynający „I”. Czterdziestoośmiominutowa, dronowa epopeja o niezwykłej intensywności. Inauguracyjny ryk daje początek powolnemu masywowi dźwiękowemu, który pomimo braku spektakularnych transformacji i czerpaniu z muzyki klasycznej, rozpoczyna swe niepodzielne rządy. Nawet na chwilę nie chce się odchodzić od głośnika, gdyż można nie zauważyć dalekich dźwięków, tętna wpływającego na muzyczny krajobraz albo momentu zrywu. Mogły w tym maczać palce siły nieczyste, więc egzorcyści będą mieć pełne ręce roboty.

Zaznaczę, że reszta utworów nieco blednie, ale kto dałby radę takiemu kolosowi? Na pewno nie „IV” lub „V” z techno przyspieszeniem. Lepiej wypada „III”, a nade wszystko bogatsza i bardziej dopracowana „VI”. Awangardowość „dwójki” również zaliczyć należy do udanych. Przedłużenie płyty w postaci „VII” odbiera jej moim zdaniem nieco splendoru, ale w ostatecznym rozrachunku i tak plasuje się powyżej średniej. No cóż, drony zrobiły tu robotę, a KTLH kimkolwiek jest (lub są) nie musi podawać swoich danych osobowych. Wystarczy więcej tak dobrych płyt.

Audile Snow | 2019
Bandcamp
FB
FB Audile

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze