Wpisz i kliknij enter

Podsumowanie roku 2019

Piętnaście ulubionych płyt z minionych dwunastu miesięcy. Wybór całkowicie subiektywny.

Function „Existenz” (Tresor)

Wszyscy znamy Dave’a Sumnera jako twórcę przestrzennego techno najwyższej próby. W tym roku za sprawą wytwórni Dimitriego Hagemanna poznaliśmy jego inne oblicze. Dwupłytowy album amerykańskiego producenta zawiera bowiem zdecydowanie lżejsze brzmienia: electro, house, a nawet disco. Wszystko to stylowo zrealizowane, bardzo melodyjne i zanurzone w  nostalgicznym klimacie wywiedzionym z przełomu lat 80. i 90. Tak brzmi klasyczna klubowa elektronika podniesiona do rangi dźwiękowej poezji.

Move D „Building Bridges” (Aus Music)

David Moufang jest obecny na scenie nowych brzmień od początku lat 90. W tym czasie nagrał niezliczoną ilość płyt, zarówno samem, jak i w różnych konfiguracjach personalnych. Jego sztandarowym projektem jest jednak od początku Move D – i w tym roku dostaliśmy długo oczekiwany nowy album formowany tą nazwą. Przyniósł on wysmakowany deep house, który podbił serca precyzyjną produkcją, ciepłym brzmieniem i pozytywnym przesłaniem. Trudno o lepsze podsumowanie ćwierćwiecza kariery speca z Heidelbergu.

Rod Modell „Captagon” (Tresor)

Od czasu pierwszych nagrań Basic Channel i Bandulu z początku lat 90., dub techno okazało się jednym z najbardziej żywotnych podgatunków muzyki klubowej. Wielka w tym zasługa Roda Modella, który z podziwu godną pracowitością rozwijał przez kolejne dekady dźwiękowe pomysły wspomnianych innowatorów. W tym roku detroitowy producent zaserwował nam wyjątkowo surową i szorstką wersję swej muzyki, zachwycając jej pierwotną mocą i nieokiełznaną energią. „Captagon” to dźwiękowa odtrutka na wszelkiej maści chybione eksperymenty.

Barker „Utility” (Ostgut Ton)

Już dwa albumy zrealizowane przez Sama Barkera z Andym Baumeckerem pokazywały, jak wielki talent do tworzenia świeżo brzmiącej elektroniki ma brytyjski producent. Nie inaczej rzecz się ma z jego solowym debiutem. „Utility” zaskoczył wszystkich wizjonerską wersją techno, pozbawionego typowych dla tego gatunku bitów. W efekcie powstała świetlista muzyka rozwibrowana klawiszowymi arpeggiami, przywołująca skojarzenia z wczesnym trance’m z początku lat 90. i klasyczną kosmische musik z lat 70. A wszystko to wpisane w futurystyczne ramy transhumanistycznych rozważań.

Stefan Goldmann „Veiki” (Macro)

Niemiecki producent ma opinię intelektualnego autorytetu elektronicznej sceny. Nic dziwnego, że każde jego wydawnictwo jest odsłuchiwane z wyjątkową uwagą. W tym roku Goldmann zaserwował nam aż dwa albumy. „Tacit Script” miał bardziej eksperymentalny ton, natomiast „Veiki” był jego powrotem do stylistyki techno. Oczywiście szef Macro nie byłby sobą, gdyby nie podszedł do muzyki tanecznej w koncepcyjny sposób: wprzęgając weń połamaną rytmikę rodem z bałkańskiego folkloru. Efekt porywa do tańca i skłania do refleksji.

As One „Communion” (De:tuned)

Kirk DeGiorgio był u narodzin nowej elektroniki: natchniony rave’owymi imprezami powołał do życia projekt As One, który już pierwszymi wydawnictwami złożył podwaliny pod brytyjską wersję eterycznego techno. Potem powędrował on w stronę nu-jazzu – co nie raz wywiodło go na manowce. W tym roku Anglik powrócił jednak z albumem, który jest równie ekscytujący jak jego pamiętny debiut z 1995 roku. „Communion” objawia głęboką i uduchowioną stronę techno, niczym dawne nagrania „ojców” gatunku z Motor City.

Efdemin „New Atlantis” (Ostgut Ton)

Pozornie mogłoby się wydawać, że estetyka minimalowego techno utrzymanego w melancholijnym nastroju, wypracowana przez artystów nagrywających dla wytwórni Dial, już się wyczerpała. Tym czasem nic z tego. Dowodem na to nowy album jednego z filarów hamburskiej tłoczni, nagrany jednak dla berlińskiej Osgut Ton. „New Atlantis” łączy w sobie to, co najlepsze w techno i ambiencie: hipnotyczny puls i odrealniony nastrój. Dźwięki te składają się w utopijną wizję arkadyjskiej przyszłości, której ludzkość nigdy nie osiągnie.

Shapednoise „Aesthesis” (Numbers)

Noise to tego rodzaju estetyka muzyczna, przy tworzeniu której łatwo popaść w oczywistość. Dlatego w jej obrębie tak naprawdę bardzo rzadko powstają dzieła nowatorskie i oryginalne. Na pewno należy do nich nowa płyta Nino Padone. Włoski producent postanowił bowiem poddać na niej noise’owej dekonstrukcji takie stylistyki, jak R&B, hip-hop czy bass music. W ten sposób narodziły się surrealistyczne mutacje dźwiękowe, które jednocześnie przerażają i fascynują. Czyli dokładnie tak, jak było to w przypadku dokonań pionierów noise’u i industrialu.

Wanderwelle & Bandhagens Musikförening „Victory Over The Sun” (Semantica)

Hiszpańska wytwórnia Semantica wypracowała sobie dobrą markę na klubowej scenie serwując konkretną wersję techno – hipnotyczną i przestrzenną, opartą na transowych loopach. W nurcie tym mieści się również wspólne dzieło dwóch duetów – holenderskiego i szwedzkiego. Nie do końca jednak: stojący za nimi producenci dodali od siebie do tejże stylistyki nieco innych brzmień: dubowe pogłosy czy tęskną elektronikę rodem z IDM-u. Tak powstała przejmująca mistycznym nastrojem płyta, zainspirowana tajemniczym zjawiskiem, obserwowanym na niebie nad Bazyleą w 1566 roku.

Fumiya Tanaka „Right Moment” (Perlon)

Mody na klubowej scenie zmieniają się jak w kalejdoskopie, a berlińska wytwórnia Perlon z wielkim powodzeniem od ponad dwóch dekad serwuje wyrafinowany minimal. I nic nie wskazuje, że estetyka ta jest wyczerpana – o czym przekonuje najnowszy album jednego z mistrzów tego gatunku. „Right Moment” jest dziełem wręcz idealnym. Japoński producent powściągnął tu nieco swoją skłonność do dźwiękowej abstrakcji, a zamiast tego skoncentrował się na melodii i nastroju. Efekt jest wyjątkowy – zarówno w dorobku Tanaki, jak i dyskografii Perlona.

Shed „Oderbruch” (Ostgut Ton)

Dzisiejszym młodym ludziom rave kojarzy się z ekstatyczną zabawą przy hałaśliwym techno. A co będzie kiedy zapytamy o niegdysiejsze rave’y kogoś, kto jest po czterdziestce? W jego pamięci rave będzie już obleczony nostalgiczną mgiełką, nadającą mu wręcz melancholijny charakter. I tak brzmią nagrania z nowej płyty Rene Pawlowitza, na której wspomina on swoją młodość spędzoną na polsko-niemieckim pograniczu. Nic dziwnego, że album nie uderza wściekłą energią, tylko uwodzi tęsknym klimatem.

Paula Temple „Edge Of Everything” (Manifesto)

Ten album to podsumowanie niemal dwudziestoletniej miłości brytyjskiej producentki do muzyki techno. Nic dziwnego, że bucha on taką żarliwością, że można by nią obdzielić co najmniej kilka innych płyt tego gatunku. Ta głęboka emocjonalność nagrań z „Edge Of Everything” nie przesłania jednak wycyzelowanej produkcji materiału. Temple nadała swym kompozycjom wręcz symfoniczny rozmach, dzięki czemu emanują one nie brutalną agresją, a podniosłym tonem.

Rrose „Hymn To Moisture” (Eaux)

Seth Horvitz długo zwodził fanów techno, ukrywając się za przebraniem persony rodem z twórczości Marcela Duchampa. W końcu jednak rozszyfrowano, że to on nagrywa i występuje pod pseudonimem Rrose. Być może dlatego zdecydował się wreszcie stworzyć debiutancki album. „Hymn To Moisture” przynosi specyficzną wersję techno: zimną, zdystansowaną i powściągliwą. To zapewne efekt studiów muzyki współczesnej, jakie Horvitz podjął w minionej dekadzie. Osiem nagrań z albumu to dźwiękowa abstrakcja – tyle, że podbita tanecznym pulsem.

Scan 7 „Between Worlds” (Deeptrax)

Detroitowi weterani rzadko w dzisiejszych czasach wydają nowe płyty. Tym bardziej cieszy, że po niemal dwóch dekadach od poprzedniego albumu, dostaliśmy nowy krążek Trackmaster Lou i jego zamaskowanej załogi. „Between Worlds” przynosi organicznie ciepłą wersję electro i techno, głęboko zakorzenioną w muzyce i duchowości Motor City. Jeżeli współczesna muzyka klubowa jest dla Was zbyt ciężka i mroczna, tutaj znajdziecie potwierdzenie na to, że można ona mieć melodyjny i pozytywny wymiar.

Conforce „Dawn Chorus” (Delsin)

Boris Bunnik buduje dyskografię swego projektu z podziwu godną konsekwencją. Zaczynał od zdubowanego techno – by potem zwrócić się w stronę bardziej abstrakcyjnej wizji gatunku. To zbliżyło go w naturalny sposób do IDM-u, czego efektem jest najnowsza płyta Conforce. „Dawn Chorus” odwołuje się do klasyki tego stylu z początku lat 90., kiedy jedni nazywali taką muzykę ambient-techno, a inni – IDM-em. Od siebie Bunnik dodaje tu metaliczne brzmienie, które jest znakiem firmowym tego projektu.







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
6 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
dissectional
dissectional
8 miesięcy temu

Mnie się podoba.

Ję
8 miesięcy temu

Bardzo dobry zestaw. Dla mnie super. Zdecydowanie też dlatego że kieruje się w wielu punktach do ” starej dobrej elektroniki ” . Oczywiście w wielu wymiarach. Mamy tu pozycje nie stricte klubowe, spokojnie takie, w które może sobie zainwestować, postawić na półce, odpalać latami, tańczyć nawet siedząc w fotelu 🙂 serdecznie pozdrawiam wszystkich .

czeczen
czeczen
8 miesięcy temu

album Tommy Four Seven- Veer zdobył w tym roku same laury, i to ten album powinien byc w Top15

Minimetro
Minimetro
8 miesięcy temu
Reply to  czeczen

Tommy rzeczywiście zadał szyku. Jest w nim coś tak nieludzko matematycznego, że zastanawiam się czy to jeszcze człowiek 🙂

Wojtyła
Wojtyła
8 miesięcy temu

Panie Pawle,

brakuje w zestawieniu krążka od Karen, Andy Stott czy Donato Dozzy.
Te 3 albumy wedlug mnie dodaly kolorytu w minionym roku.
Troche te zestawienie zrobione na odwal. Jeszcze w styczniu, gdzie zawsze publikował Pan w 51 tyg roku

Minimetro
Minimetro
8 miesięcy temu
Reply to  Wojtyła

Donato jak najbardziej!

Polecamy