Villaelvin – Headroof
Jarek Szczęsny:

Tylko bardziej.

Juno – Young Star
Jarek Szczęsny:

Infiltracja jazzu.

Lonker See – Hamza
Jarek Szczęsny:

Zawsze krok przed nami.

Men With Secrets – Psycho Romance And Other Spooky Ballads
Paweł Gzyl:

Erudycyjne ćwiczenie z ejtisowego electro.

Riverrun – The Same Silent Hill
Przemysław Solski:

Muzyka z krajobrazu.

Yogtze – Yogtze
Jarek Szczęsny:

Będzie filmowo.

Wacław Zimpel – Massive Oscillations
Jarek Szczęsny:

Letarg duchowy.

Hula – Shadowland
Paweł Gzyl:

Jak ambient przenikał industrial.

Nicolas Godin – Concrete and Glass
Mateusz Piżyński:

Elektroniczny aksamit, który już dobrze znamy.

Ghost In The Machine – Breaking The Seal
Paweł Gzyl:

Czego można się spodziewać po płycie, na której jeden z utworów nosi tytuł „Napalm Breath”?

Jachna/Ziołek/Buhl – Animated Music
Jarek Szczęsny:

Poszerzanie improwizacyjnej wrażliwości.

Recondite – Dwell
Ania Pietrzak:

Chłodna obserwacja rzeczywistości.

Silent Witness – Silent Witness
Łukasz Komła:

Cisi obserwatorzy o wielkiej wyobraźni.

Phase Fatale – Scanning Backwards
Paweł Gzyl:

Dźwięk jako broń.



Algiers – There Is No Year

Misophonia, czyli 700 wersów wołania do ściany.

Bez dłuższego zawahania można stwierdzić, że Algiers to dziś jeden z najważniejszych aktywnie funkcjonujących zespołów. Niestety pomimo, że zdarza mu się zagrać dla tysięcy ludzi przed Depeche Mode jego zasięg jest wciąż zatrważająco mały… Podczas gdy polityczne zaangażowanie artystów/muzyków pojawia się co raz rzadziej (, a jeśli już ma miejsce to bywa paliwem dla memów lub po prostu wieje od niego hipokryzją lub kalkulacją), kwartet z Atlanty traktuje ważne treści z powagą i odpowiednim dla nich ogniem.

Na swoim trzecim albumie zespół nie skręca z obranej drogi zarówno w kwestii antyuciskowego przekazu co i unikatowej stylistyki muzycznej. W dalszym ciągu mamy tu zaskakująco naturalne połączenia rockowego pazura i post-punkowego szkieletu z soulowym groovem i hardware’ową elektroniką. Industrialne połacie a la Scott Walker ściskają się z piosenkowością Michaela Jacksona i żarliwością kazań Malcolma X. Niemniej jednak słuchacze znający poprzednie longplay’e grupy („Algiers” z 2015 i „The Underside of Power” z 2017) mogą tym razem odnieść wrażenie, że najnowsze dzieło zawiera jeszcze więcej zaangażowanej treści, hałasu i dynamiki niż jego poprzednicy, jest też przy tym bardziej wyrafinowane kompozytorsko i aranżacyjnie.

Otwierający krążek utwór tytułowy od pierwszych dźwięków nabiera rozpędu za pomocą pulsującej linii syntezatora oraz pędzącego clapu z automatu perkusyjnego, potem dołącza wokal lidera Franklina Jamesa Fishera, który zaraz spaja się już z gospelującym chórem reszty muzyków i kompozycja do samego końca już nie wyhamowuje. Tempo na krążku najbardziej uspokaja się w minimalistycznej balladzie „Wait For the Sound”, w której uwypuklony wokal cedzi słowa wespół z wszystkimi wdechami i mlaśnięciami, by pokreślić rozpostarte wokalizy finału brzmieniem elektrycznego pianina. Kawalkada dźwięków lekko przystaje również w „Losing Is Ours”, gdzie podkwaszone pady ozdobione są ciekawym efektem pogłosu na perkusjonaliach oraz stojącymi w opozycji do nich akordami pianina. W zestawie jedenastu numerów wybija się też z pewnością „Chaka”, którego rusztowanie rodem z r&b przeobraża się w eksperymentalną bestię za pomocą odjechanych chórków, dzwonków, synthów czy wreszcie przez przedziwną solówkę na saksofonie zmieniającą się niepostrzeżenie w cyfrowy zgrzyt.

Teksty na trzeci album Algiers pochodzą z siedmiusetwersowego wiersza, pod bardzo wymownym tytułem „Misophonia”, który napisał Fisher „podczas poszukiwania sensu wśród przedłużającego się osobistego okresu lęku i straty”, dlatego też jednoznacznie polityczne przesłania jak w singlowym „Disposession:

Run around, run away from your America
While it burns in the streets (…)
Seen the kings and the soldiers
Overthrown and consumed
Run and tell it to everybody underground
Freedom is coming soon

przenikają się tu z bardziej introwertyczną i emocjonalną treścią. Mocną wymowę przynosi również teledysk do „We Can’t Be Found”, w którym zespół gra do ściany i zamkniętych drzwi…

W kontekście większej niż dotychczas roli elementów elektronicznych oraz noise’ujących, nie można nie wspomnieć o producentach „There Is No Year”, gdyż są to Randall Dunn [Sunn O))), Earth] i Ben Greenberg [Zs, Uniform Hubble] – prawdopodobnie również dlatego zespół nagrał jak dotąd swoją najlepszą płytę. Algiers to jednak przede wszystkich zwierzę koncertowe i dopiero podczas występu na żywo można namacalnie poczuć ich obezwładniającą siłę. Śmiem nawet twierdzić, że koncert kwartetu z Atlanty każdy człowiek powinien mieć na swojej krótkiej liście do odhaczenia przed śmiercią. Najbliższa okazja już 20.02 w warszawskich Hybrydach. Szczegóły tutaj.

17.01.2020 | Matador Records

https://algierstheband.com/
https://www.facebook.com/Algierstheband/

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarze 2

  1. carly

    jak dla mnie jest w porządku, ale The Underside of Power było lepsze 🙂

  2. jp

    niestety slabiutka plyta. brzmia jakby grali na autopilocie.