Skalpel – Highlight
Bartek Woynicz:

Balsam na czas zarazy.

Electric Indigo – Ferrum
Paweł Gzyl:

W atomowym silosie.

Stian Westerhus – Redundance
Jarek Szczęsny:

Ucieczka od tradycyjnych piosenek.

Immortal Onion – XD [Experience Design]
Jarek Szczęsny:

Nie spodziewałem się ich tam spotkać.

Moses Sumney – græ Part 1
Jarek Szczęsny:

Przestrzeń okrojona ze skrajności.

Blind Boy De Vita – Cumpà
Łukasz Komła:

Z cienia w ogień!

Camea – Dystopian Love
Paweł Gzyl:

Futurystycznie i kobieco.

Shabaka and the Ancestors – We Are Sent Here By History
Jarek Szczęsny:

On wie więcej.

The Fear Ratio – They Can’t Be Saved
Paweł Gzyl:

Suma najlepszych elementów.

Earth Trax – LP1
Jarek Szczęsny:

Nic ponadto.

Radosław Kurzeja – Ogród botaniczny w Palermo
Jarek Szczęsny:

Niekontrolowane lenistwo.

Koza – Patologya
Jarek Szczęsny:

Atrakcyjność ujemna.

Caribou – Suddenly
Bartek Woynicz:

Co nagle, to po diable?

FOQL & Fischerle – Personal Wastelands
Jarek Szczęsny:

Triskeliony.



Stefan Węgłowski – To co ukryte

Puszczony zza mgły.

Z zaskoczeniem przyjąłem wiadomość, że Stefan Węgłowski urodził się w 1985 roku. Informację taką zamieścił wydawca jego najnowszej płyty – „To co ukryte” – w notce prasowej. Ku własnemu zdziwieniu musiałem stwierdzić, że przyjdzie mi opisywać, nie po raz pierwszy, a już z pewnością nie ostatni, album muzyka młodszego ode mnie. Niebezpiecznie często takie spostrzeżenia towarzyszą mi przy okazji pisania recenzji. Natomiast bez zaskoczenia było dla mnie, że masteringiem zajął się Michał Wolski, bo to dobry wybór.

Szczególnie jeśli w planach ma się wydanie muzyki składającej się w przeważającej części z ambientowych płaszczyzn. Stefana Węgłowskiego powinno się pamiętać m.in. za jego album „Contemporary Jewish Music”. Zawartość najnowszego krążka powstała jako oprawa muzyczna stworzona na potrzeby instalacji „What is hidden” Bartka „Arobala” Kociemby w Muzeum Śląskim w Katowicach. Węgłowski, jak wspomniałem wyżej, postanowił oprzeć swój album o ambient, ale dodał do tego również drony i kilka naprawdę interesujących rozwiązań.

Nim przejdę dalej chciałbym pochwalić głębię, którą udało się uzyskać na płycie. Dzięki temu mamy możliwość niemal namacalnego odczucia schodzenia w głąb ziemi. Okazałe przywitanie serwuje „A1”. Mocno osadzone drony tworzą dość teatralne niemal wrażenie. Mam wrażenie, że w dalszej części pojawia się fragment inspirowany muzyką klasyczną (wchodzenie i odchodzenie), ale puszczony zza mgły. Podobne uczucie towarzyszyło mi przy „A3”. Tu już „klasyka” przebija dosyć wyraźnie, ze smyczkami (jak zgaduję), a także z przerwami wypełnionymi niezmąconym ambientem.

„A4” przypomina sytuację, w której natrafiamy na pomieszczenie z dziwną maszynerią. Jest to najbardziej rytmiczny utwór na płycie, co nie znaczy, że jednostajny. Kompozytor zadbał o to, żeby majestatyczny początek znalazł godną siebie równowagę w postaci industrialnego noise`u. Najciekawszy pozostaje utwór „A2” z jego skraplającymi się dźwiękami, falami dronowymi, nasyconą aurą i tworzącym ciarki rozedrganiem. Udało mu się stworzyć w pełni autonomiczny album, który ucieka od bycia zwykłą muzyką ilustracyjną. Natomiast Muzeum Śląskie zasłużyło na aplauz za dobre spożytkowanie środków publicznych.

Muzeum Śląskie | 2020
Bandcamp
FB
FB MŚ

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze