Gil Scott-Heron – We’re New Again – a Reimagining by Makaya McCraven
Łukasz Komła:

Rewolucji nie będzie.  

Nicolas Jaar – Cenizas
Jarek Szczęsny:

Bez planów na przyszłość.

BOA – Outer Gateways
Paweł Gzyl:

Dubstep ciągle żywy.

Pejzaż – Blues
Bartek Woynicz:

Nostalgiczna nóżka chodzi.

Jacaszek – Music For Film
Mateusz Piżyński:

To nie jest soundtrack, chociaż…

Sleeparchive – Trust
Paweł Gzyl:

Techno sprowadzone do loopów.

Trampique – Life Outside The Mirror
Jarek Szczęsny:

Melancholia codzienności.

Jan Wagner – Kapitel
Łukasz Komła:

Autentyczna bruzda.

Ian William Craig – Red Sun Through Smoke
Jarek Szczęsny:

Mgnienia poczucia straty.

Christian Löffler – Lys
Paweł Gzyl:

Piosenka jest dobra na wszystko?

Various Artists – Velvet Desert Music Vol. 2
Paweł Gzyl:

Soundtrack do współczesnego „acid westernu”.

Skalpel – Highlight
Bartek Woynicz:

Balsam na czas zarazy.

Electric Indigo – Ferrum
Paweł Gzyl:

W atomowym silosie.

Stian Westerhus – Redundance
Jarek Szczęsny:

Ucieczka od tradycyjnych piosenek.



Fabrizio Rat – Shades Of Blue

Modularna polifonia.

Mijającą dekadę można by nazwać dekadą włoskiej inwazji na elektroniczną scenę. Dziś może się to wydawać niemożliwe, ale do 2010 roku niewielu słuchaczy wiedziało o istnieniu takich producentów, jak Lucy, Donato Dozzy czy Dino Sabatini. Bo to właśnie dopiero w obecnym dziesięcioleciu zaczęli oni tworzyć na szerszą skalę, a ich dokonania dotarły do większości z odbiorców nowych brzmień. Dziś nazwiska te są nie tylko synonimem dobrej imprezy w klubie, ale też gwarancją eksperymentalnego podejścia do techno. Podobnie rzecz się ma z Fabrizio Ratem.

Ten mieszkający w Paryżu włoski artysta zaczynał jako pianista, grając zarówno klasykę, jak i jazz. Z czasem poczuł, że możliwości jego gry na tym instrumencie się wyczerpują. Sięgnął wtedy po syntezator – i zainteresował się nową elektroniką. Jako producent zadebiutował w 2016 roku EP-ką „La Machina” dla Optimo Trax, od razu zwracając na siebie uwagę krytyków i fanów muzyki klubowej. Jeszcze większą popularność przyniosły mu dwa albumy – „The Pianist” i „Unconscious Mind” – na których z powodzeniem łączył brzmienia fortepianu z mocnymi bitami.

Jego ubiegłoroczna EP-ka „Lucid Dream” wskazywała już jednak, że włoski producent zwraca się ku bardziej przestrzennej muzyce, kojarzącej się z trance’m. I faktycznie: Rat odkrył dla siebie syntezatory modularne i zainteresował się polifonią. Z jednej strony inspirował się niemiecką kosmische musik i amerykańską minimal music, a z drugiej – sięgał do francuskich kompozytorów z późnego średniowiecza, tworzących nurt „ars nova”. Efektem tego jest trzeci album Włocha, opublikowany tym razem przez jego własną wytwórnię – La Machina.

Punktem wyjścia dla dwunastu kompozycji z „Shades Of Blue” są przestrzenne arpeggia modulowanych syntezatorów. Najczęściej to dwa bardzo do siebie podobne motywy, z których artysta splata melodię i rytm („Indigo” czy „Midnight”). Rat nie rezygnuje jednak z klubowego pulsu – stąd w  „Cobalt” i „Neon” otrzymujemy stłumiony breakbeat, a w „Ultramarine” i „Ice” masywne dub-techno. W końcowej partii płyty dominuje pastelowy ambient, w którym jest miejsce nie tylko na rozwibrowane klawisze, ale też na liryczne partie piano („Turquoise” i Azure”).

Dobrze się słucha „Shades Of Blue” – bo włoski producent pozwalając sobie poszaleć na swych syntezatorach, nie zapomina o tworzeniu na nich ładnych melodii. Tak jak kiedyś Tangerine Dream czy Jean Michel Jarre, tak teraz on splata z kolejnych arpeggiów przejmujące pasaże, które nadają muzyce nostalgiczny ton. Klubowa rytmika trochę rozbija ten nastrój, ale ponieważ ma nienachalny charakter, zgrabnie wpisuje się w całość kompozycji. Cóż – wiele lat grania muzyki klasycznej nie poszło w przypadku Fabrizio Rata na darmo.

La Machina 2020

www.facebook.com/fabriziorat.lamachina

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze